czwartek, 6 grudnia 2018

Nananananan ... i tak dalej


To wszystko przez supermarket. Choć nie! Powiedziałabym nawet, że to wina czerwonej soczewicy, którą kupiłam w poniedziałek całkiem przy okazji, kiedy wybrałam się po choinkę. Normalnie jak w "Misiu"! Całkiem przypadkiem... Ale mniejsza z tym. Jak już kupiłam tę soczewicę, to zaraz znalazłam nowy przepis - btw już na blogu - do którego brakowało mi kurczaka i "odori"*. Pognałam więc zaraz po lekcjach do marketu po brakujące składniki i kiedy przechadzałam się między półkami usłyszałam z głośników TĘ PIOSENKĘ. 
I wiecie jak to jest... Jak już jakaś piosenka wejdzie w głowę, w serce, w uszy, pod skórę, no wszędzie wejdzie i człowiek do nocy póki nie zaśnie nuci i nuci i nucić przestać nie może? Znacie to? 
TA PIOSENKA tak mi właśnie weszła i co ciekawsze znałam ją doskonale, ale za nic nie mogłam sobie przypomnieć co to i kto to. SKLEROZUS POSPOLITUS i to się coraz bardziej pogłębia. 
W końcu, kiedy usiadłam z Mikołajem do obiadu olśniło mnie - przecież to Negramaro! Że też od razu na to nie wpadłam! Choć szczerze mówiąc za Negramaro nieszczególnie przepadam, to akurat nie wiedzieć czemu TEN kawałek uwielbiam. Zawsze uwielbiałam. 

- Podobały się kolegom twoje włosy? 
- Tak. 
- Posłuchaj, znasz tę piosenkę: nanananana... 
Mikołaj popatrzył na mnie z mieszanką zdumienia i dezaprobaty. 
- Na pewno znasz, zastanów się dobrze: nananananaaaa. Cholercia jakie tam słowa były??? Coś z "indietro"?
- Ja tam nie wiem, mało słucham włoskiej muzyki.
Zaczęłam przekopywać You Tuba i nic. 
Godzinę później zjawił się Tomek. 
- I jak poszło? 
- Dobrze. 
- Obiadek dobry zrobiłam, siadaj do stołu!
- Ładny masz sweterek, nowy? 
- To sukienka - poprawiłam w duchu i już głośno dodałam - nie, nie jest nowy, mniej więcej w twoim wieku. 
Boże! Ja to cała jestem już 100% vintage!
- Ładny. 
- Dziękuję. Słuchaj, taka piosenka się dziś do mnie przykleiła i nie mogę jej znaleźć, a chcę jej dalej słuchać. Już wiem, że to Negramaro. Nananana...
- Pusia nie mam pojęcia. I w ogóle nie znam Negramaro. Pusia ... hai mai notato che ISOLA si scrive con una I sola? (niech to będzie do rozszyfrowania dla moich uczniów).
- Dobre! Lubię takie gry słów, a teraz posłuchaj uważnie, to na pewno znasz! Nananana...
- Nie znam. Pusia... a słyszałaś dowcip o kretynie na drzewie? 
- Nie. Jaki?
- Zejdź, to ci opowiem.
- Hahaha! Bardzo śmieszne. To co, nie wiesz? Zjedz jeszcze trochę soczewicy, zdrowa jest. 
Jak łatwo przejść od Misia do Dnia świra...
- Zjem na kolację, teraz już nie mo....
- MAM!!!!
- Pusia, ja zawału przez ciebie dostanę! 
- Mówiłam, że coś z "indietro"! Och! Już mi lepiej. Posłuchaj: Un passo indietro...
Może to i nic wielkiego, słowa żadne wielkie halo, ale wlazła pod skórę i siedziała. Słuchałam jej na okrągło przez całe popołudnie, aż przyjechała Ellen... Moja kochana Ellen na chwilę wróciła! I tak nam było dobrze przy herbacie i przy winie. 

***
Mikołaj po roku i kilku miesiącach wykończył kolejny plecak. Przejął więc stary po bracie, a w tym plecaku... No właśnie! Stawiam spritza temu, kto zgadnie - co Tomek miał w plecaku?

ODORI to w tym wypadku: seler, marchewka, cebula, natka pietruszki.

Ps. Pogoda znów uraczyła nas słońcem i ciepłem. Oby jak najdłużej. Poza oczywistym urokiem takiej zimy, to też przede wszystkim wielka oszczędność jeśli chodzi o ogrzewanie. 

6 komentarzy:

  1. Uwielbiam takie wpisy :)
    Miłego dnia.
    Ola N.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę:) Samo życie:) Miłego popołudnia!!

      Usuń
  2. Kasiu, nie zmieniasz szaty graficznej bloga na zimową? Wiemy, jak uwielbiasz zimę :-) Bo tak spojrzałam na Twoją tiulową spódnicę i aż zadrżałam... Kasia praska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu zmieniam, zmieniam... ale jesieni w kalendarzu jeszcze dwa tygodnie:)

      Usuń
  3. O matko! A już myślałam, że z tym „nananan” to taka sama historia u was jak w filmie „ Non c'è più religione„ 😂 Oby nigdy nie...
    Baci!
    Asia C.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj