piątek, 5 października 2018

Na chwilę przed kasztanowymi sagrami


Tropikalny, wilgotny klimat jaki panował przez całe lato, sprawił, że kolorów jesiennych jeszcze niewiele w krajobrazie. Orzech w pobliżu Ca' Vigoli był pierwszym drzewem jakie widziałam zestrojonym w prawdziwe październikowe fatałaszki. Powoli, bardzo nieśmiało zaczynają zmieniać ubarwienie winnice i moje ukochane lipy. Bardzo mi na rękę to lekkie opóźnienie, bo przecież za dwa tygodnie zawitają do Marradi kolejni nowożeńcy, by sfotografować się na tle toskańskich krajobrazów. Mam więc nadzieję, że będziemy wtedy opływać w maksimum kolorów, a pogoda pokaże się od jak najlepszej strony. 

Nadszedł najsmakowitszy czas w całym toskańskim roku. W warzywniakach zmienia się asortyment. Na półki wjeżdżają dynie, kapusty i brokuły. Pojawiają się też pierwsze skrzynki pełne marroni. W Marradi przy wyjeździe z centrum ustawiono już kasztanowe kasy, bo oto przed nami pierwsza niedziela z "sagra delle castagne". Będzie to już jej 55 edycja. Jeśli jesteście w okolicach zapraszamy 7, 14, 21 i 28 października. Od rana do wieczora. W dwie ostatnie niedziele, można do nas dojechać zabytkowym pociągiem aż z Rimini. W drugą niedzielę poza atrakcjami gastronomicznymi, zorganizowano również trekking po okolicznych wzgórzach. Mówiąc krótko - jak zawsze - atrakcji nie zabraknie.

Mikołaj przyniósł ze szkoły zgodę do podpisania na coroczny wolontariat. Nie mogę się doczekać, by zobaczyć dzieciaki ganiające z tacami w kelnerskich fartuchach. 
Lata mijają, ale festy jeszcze mi nie spowszedniały. Będę biegać z aparatem i wciąż z niegasnącym entuzjazmem fotografować te same stragany, twarze, uśmiechy i przysmaki. Żeby tradycji stało się za dość zacznę na pewno od naszego "oficjalnego" bruschettaio

Życie w Marradi ma ten plus, że jesień nie musi być aż taka smutna. Cały październik przelatuje jak z bicza trzasnął. W zamieszaniu, rozbawieniu, od jednej sagry do drugiej i nim się obejrzymy, zaraz będzie listopad. A ten z kolei też nie musi być byle jaki, wystarczy co niedzielę wpaść tym razem do Brisighelli, która późną jesienią świętuje przy oliwie, truflach, prosiakach i gruszkach ...   

Przed nami pierwszy październikowy weekend. Przeziębienie zdaje się słabnąć, więc mam nadzieję na choć maleńki spacer. Planowaliśmy po cichu ucztowanie pod gołym niebem przy świętej Barbarze, ale chyba pogoda pokrzyżuje nam sielankowe plany. Pożyjemy, zobaczymy.

NIEWIELE - to po włosku POCO (wym. poko)

1 komentarz:

  1. Same cudowne perspektywy na najbliższe jesienne tygodnie!
    Ach jaka szkoda, że nie można być w dwóch miejscach na raz :)
    Dobrego piątku, udanego sagrowego weekendu!
    Asia C.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj