środa, 11 lipca 2018

Codzienne obserwacje i zaległy dodatek

Na basenie wtorek jest całkiem spokojny. Mimo pory już nie bardzo wczesnej udaje nam się bez problemu znaleźć łóżka w pierwszej linii i to nawet miękkie, a nie te twarde plastikowe, na których nie wiadomo jak się ułożyć, żeby było wygodnie. Wyciągam książkę, ale zaraz oczy zaczynają mi się kleić... Efekt wczesnych pobudek, organizm po włosku domaga się "pennichella"...
Chłopcy zaraz wskakują do basenu. Przykazuję wszystkim razem i każdemu z osobna, że najmłodszego mają mieć cały czas na oku. Obok na skrajnym torze M. uczy maluchy pływać i zaraz przypomina mi się, jak w czasie ostatnich wakacji, zanim została podjęta jedyna słuszna decyzja, oswajał też z wodą małego Mikołajka. Tak to się kręci... Teraz ten "mały Mikołajek" trzyma pieczę nad innymi, a sam nurkuje aż miło. To właśnie na basenie uderzają człowieka zmiany w dzieciach, to właśnie tu szczególnie  widać jak się przeobrażają. Mała A., którą "fotografowałam", kiedy jeszcze była w brzuchu mamy, dziś paraduje w kapeluszu i okularach jak prawdziwa diva, a w brzuchu zagościł teraz jej brat lub siostra. L. też była maleńka, kiedy pobierała lekcje pływania razem z Mikołajem, a dziś to mała artystka. 
Basen nam w tym roku wyremontowali, wszystko ładne, czyste i kolorowe. Chłopcy co jakiś czas zaglądają do baru, a potem zasiadają przy stoliku pod parasolem i dzielą się kolorowymi cukierkami. Niby przyniosłam z domu torbę orzeszków na przekąskę, ale przejście do baru to przecież cała filozofia, styl życia, Włochy w czystej postaci, bez tego po prostu się nie da. Wiedzą to nawet dzieci.


Zdjęć z basenu nie ma. Nie wiedzieć czemu nie zapisały się, a zatem dokładam zaległe ujęcia z ostatniej Florencji. W naszym planie dnia nie mogło oczywiście zabraknąć muzeum Specola. Ta sama radość chłopców jak wtedy, kiedy byli całkiem mali. Oglądali gabloty ze wszystkimi możliwymi stworzeniami enty raz, wciąż z tym samym entuzjazmem. Przy wejściu sfotografowali się z patronem Tomka nowej szkoły. Evangelista Torricelli był włoskim fizykiem i matematykiem, którego doświadczenia były zaczątkiem barometru. To też od jego nazwiska pochodzi nazwa jednostki ciśnienia "tor". Nie była to jedyna rzecz jakiej się tamtego dnia nauczyłam. Kolejna wyprawa do Specoli wzbogaciła nas o wiedzę na temat życia os. Ponoć materiał, z którego budują swoje gniazda to drobiny drewna wymieszane z ich śliną. Przeżuwanie sprawia, że powstaje materia przypominająca nasz karton. Ot co!

Zawsze powtarzam, że Florencja nie przestaje zaskakiwać. 
   

 POOBIEDNIA DRZEMKA to po włosku PENNICHELLA (wym. pennikella)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj