poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Hans i Christian ... bajka - nie bajka



W niedzielny ranek przy brzegu rzeki Lamone tuż u stóp Domu z Kamienia pływały dwie małe kaczuszki. Dziw tylko brał, że takie maluchy, niemal noworodki bez swojej kaczej mamy wędrowały. Ruchy miały odrobinę jeszcze nieskoordynowane i w ogóle zdawały się  być przestraszone zaistniałą sytuacją. Rozglądaliśmy się, próbowaliśmy matkę - kaczkę namierzyć, ale na brzegu nieopodal siedziały w słońcu tylko dwa kaczory. 
Odprowadziliśmy maluchy wzrokiem, poczekaliśmy aż bezpiecznie miną szarego gąsiora, który jak lew strzeże bezpieczeństwa gęsi od jakiś dwóch tygodni wysiadującej jaja pod naszymi schodami. Kaczorki popłynęły w stronę dorosłych kaczorów, a my poszliśmy do Marradi na lody. 


Kiedy wróciliśmy, chłopcy z tarasu obejrzeli smutną scenę. Okazało się, że kaczorek tym razem był jeden i chyba z tęsknoty za matczynym towarzystwem za bardzo zbliżył się do gąsiora. Ten niewiele myśląc złapał go dziobem, przytopił, a potem majtnął nim na środek rzeki. Drużyna w składzie Tomek, Mikołaj i Mario ruszyła odnaleźć biedaka, który przestraszony schował się w zaroślach po drugiej stronie Lamone. Znalazł go Mikołaj, dokładnie tam gdzie zniknął im z oczu. Mario go utulił, ogrzał w dłoniach, ale choć serce w maluchu mocno łomotało, to jednak gąsior musiał przetrącić mu szyję i biedak po jakiejś godzinie ku rozpaczy chłopców zdechł. Na te swoje krótkie życie dostał nawet imię - Andersen.


 Obiad zjedliśmy w ciszy i chyba nikomu do końca nie smakował. Chłopcy szybko wstali od stołu, ale zaraz wrócili podekscytowani, bo w tym samym miejscu gdzie poranne kaczorki wypatrzyli kolejną parę malutkich jak piłeczka do golfa pisklaków wędrujących samotnie. 
- Coś jest nie tak. One są od razu samodzielne, ale nie wędrują bez matki. Musiało się jej coś przytrafić. 
- Jeśli ich nie zabierzemy, podzielą los swoich braci...
Małe kaczorki próbowały wdrapać się na stromy brzeg i kierowały się w najmniej odpowiednią stronę ... Tam gdzie szara gęś wysiaduje jaja, a gąsior - lew syczy i kłapie dziobem. 


Mario zaimponował wszystkim odwagą, bo od kiedy gniazdo wypełniło się jajami, nikt z nas nie ma odwagi zejść nad rzekę. Mario jednak pokazał gąsiorowi, że krzywdy mu nie robi i w ogóle, żeby tamten się zbyt nie szarogęsił, że jest tu tylko chwilowym dzikim lokatorem, a sam zaraz przez chaszcze zsunął się na brzeg. W tym czasie my z góry jak nawigator satelitarny przekazywaliśmy informacje o położeniu kaczorków.


 Misja zakończyła się sukcesem. Dwa kacze maluchy zostały uratowane od pewnej śmierci. Prawa natury są okrutne. Niby takie poetyckie to nasze Lamone, a jednak zasady tak jak w dżungli... 
Ulokowaliśmy kaczorki w skrzynce, wymościliśmy dno, przynieśliśmy jedzenie i wodę i obserwowaliśmy co się będzie działo. Przez pierwszą godzinę zdawały się jeszcze przestraszone, ale potem z każdą chwilą coraz bardziej śmiałe pluskały się w misce z wodą i zajadały przysmaki, które przywiózł nam znajomy pasjonat - hodowca ptactwa. Chłopcy oszaleli z radości. Niby tacy duzi, a z tymi kaczorkami już do wieczora i a czy im nie za zimno, a czy nie za ciepło, a może za dużo zjadły, a to, a tamto... Hans i Christian zostali nowymi mieszkańcami Kamiennego Domu. 
Podchowamy ich do czasu, kiedy już będą na tyle duże, żeby mogły samodzielnie ruszyć w świat. 
Przedziwny dzień. Maluchy wieczorem wydawały się znacznie większe niż rano. Chłopcy wyjęli je z pudełka i pozwoliły podreptać po salonie. Ubaw mieliśmy przedni! 

KACZĄTKO to po włosku ANATROCCOLO (wym. anatrokkolo)


1 komentarz:

  1. Małe kaczuszki są uosobieniem niewinności, życzę powodzenia w odchowaniu tych maleństw.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj