sobota, 14 października 2017

Mówcie o nas "słaba płeć", a my będziemy się z tego śmiać!


Wyprawy "słabej płci" mają swój ciąg dalszy… 
Kiedy Goście odwiedzający Kamienny Dom proszą, by pojechać z nimi do Florencji czy Bolonii jadę z radością i dumna jestem, kiedy mogę opowiedzieć coś ciekawego o tych niezwykłych miastach. Ale kiedy proszą, by wyruszyć z nimi w góry, wtedy moja radość przekracza wszelkie możliwe granice, bo nie ma nic piękniejszego niż bycie na szlaku apenińskim sam na sam z naturą, w ciszy przerywanej rozmowami o życiu… Taki też był październikowy piątek 13. Dzień pełen niezwykłości, który dla mnie na pewno i myślę, że też dla I. pozostanie na zawsze w pamięci ...  


Mario odwiózł nas na szlak prowadzący do Lozzole i zostawił przy jednym z kamiennych domostw. 
- Bello!! Jak pięknie! Bello!! - powtarzała I. do utraty tchu, a ja po cichu napawałam się tym jej zachwytem. - W jak pięknym miejscu przyszło ci żyć...
Trudno się nie zgodzić. Tak tu pięknie i teraz, kiedy październik pokolorował liście tycjanem i ochrą, sama zupełnie jakbym tu była pierwszy raz wzdycham z zachwytu wtórując mojemu Gościowi.


W kościele panuje półmrok i absolutna cisza. Jesteśmy tylko my dwie. My dwie i światło wydobywające z ciemności czułą Madonnę i Jezuska z koszykiem pełnym kasztanów. Stoję przed wejściem do kamiennej świątyni i kiedy I. wpisuje się do księgi, ja wysyłałam zdjęcie do A. Ona też bardzo lubi Lozzole… Czekam na Ciebie z wyprawą "slabej płci"!


Kiedy po raz pierwszy trafiłam do Lozzole, Mario objaśnił mi drogowskazy strzelające strzałkami w różnych kierunkach. To wtedy postanowiłam, że kiedyś muszę wyruszyć stąd i dojść do Palazzuolo.  
Niesamowicie się życie plecie, bo akurat trasa, którą zaplanowałam na wyprawę z I. miała zakończyć się na Passo del Carnevale, ale wszystkie znaki na ziemi i najwidoczniej te na niebie zepchnęły nas na inny szlak...


Wśród traw rdzą muskanych, wśród buków, jałowców i dębów skarłowaciałych, mijając kamienne domostwa, docieramy na rozległą łąkę skąd dochodzą dźwięki pracy drwala. Starszy człowiek pracuje przy budowie szałasu. Zapytany o drogę natychmiast pozbawia nas złudzeń. Szlak, którym idziemy nie prowadzi na Passo, tylko do Palazzuolo! Skręcamy za jego radą, obieramy inną ścieżkę, ale ta ścieżka jakaś taka nijaka, chwilę debatujemy co robić i ostatecznie wracamy na wielką łąkę i kierujemy nasze kroki w stronę średniowiecznego miasteczka. Widocznie tak miało być. Obliczam w myślach czas jaki pozostał i z niepokojem zerkam na słońce chylące się ku szczytom Apeninów. Przyspieszamy kroku. Szlak robi się łagodny i znów ciszę przerywają nasze rozmowy. 


W końcu dochodzimy do kolejnego rozwidlenia. Przed nami łagodna leśna droga bez oznaczenia i szlak wspinający się raptownie w górę. Zmęczone przedreptanymi kilometrami kierujemy się na drogę, tłumacząc sobie, że ta na pewno do cywilizacji musi prowadzić. Chwilę potem naszym oczom ukazuje się mały kasztanowy raj. Gaj jak z bajki, z resztkami kamiennych wspomnień… 

 

- Dobrze idziemy do Palazzuolo? - zaczepiam kobietę pochyloną nad wiklinowym koszykiem.
- Oj nie! Powinnyście były iść szlakiem. Musicie się cofnąć. 
Miny mamy niewyraźne.
- Chciałyśmy oszczędzić sobie wspinaczki! Ale z nas spryciule. 
Kobieta uśmiecha się serdecznie, chwilę myśli i zaraz mówi:
- Idźcie tędy. Musicie dotrzeć na sam koniec pola i tam znów złapiecie szlak. 
Patrzę z przestrachem na I. i na ciągnącą się bezlitośnie w górę zieloną połać. Zastanawiam się, czy moja Wędrowniczka, już mnie w duszy przeklina, czy dopiero zacznie. 
Żegnamy się z kobietą komplementując wylewnie jej ziemię.
- Piękny macie gaj! Jeden z piękniejszych jakie w życiu widziałam.


I. drepcze dzielnie, zapewnia, że kryzys minął. Przed nami wyłania się Castellaccio. Wyciągam telefon i informuję Mario, że schodzimy do Palazzuolo. Słońce powoli zaczyna znikać za wzgórzami...  


Przeszłyśmy kilkanaście kilometrów i wciąż nam mało, dlatego dziś wyruszamy znów na szlak. Październik tak bardzo kocha góry…

SŁABY to po włosku DEBOLE (wym. debole)

5 komentarzy:

  1. takiego powitania to by się nikt nie spodziewał brawo Wy brawo Mario;)

    OdpowiedzUsuń
  2. tez tak chce i kiedys z Toba tam podrepczę :). Aga z zielonej...

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham wspinaczkę górską. Zawsze mnie relaksuje, myśli się uspokajają. Przepiękne zdjęcia, miejsca zapierają dech w piersiach. Mieszkasz w pięknych okolicach, wręcz bajkowych. Ten gaj to prawdziwa bajka. Powtórzę się...świetnie piszesz. Miłego weekendu dla Was. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zazdroszczę Maria !!!

    A plenery piekne a Panie dzielne - dla mnie wrecz bohaterki ,poniewaz z moją agarofobia nie bylabym w stanie przejśc tej trasy .
    marta

    OdpowiedzUsuń
  5. Widoki są cudowne... Aż zazdrość bierze gdy się czyta i ogląda ten post;)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj