środa, 4 października 2017

Mgła na żądanie


- Teraz potrzebna nam jeszcze mgła - snułam swoje wywody, kiedy we wtorkowe południe jechaliśmy w stronę Passo della Sambuca. - Mgła i deszcz, bo jesień nawet w Toskanii to nie tylko słońce. Poza tym w deszczu z parasolem też można zrobić ciekawe nagrania.
Mario słuchał mojego słowotoku i tylko przytakiwał. Skręciliśmy na Passo della Colla i zaraz za pierwszym zakrętem, świat zaczął znikać w kłębach mgły gnanej wiatrem. 
- No i masz! Proszę bardzo. Oto twoja mgła. 
Cisza bukowego lasu, liście na asfalcie podrywane do tańca z rzadka przejeżdżającymi samochodami i mgła wciskająca się w każdy zakamarek…  


Mario był pewien, że kolorów na Passo jeszcze nie będzie. 
- Jeśli dłużej poczekamy to JUŻ tych kolorów będzie. U nas na dole zielono, ale tam - pamiętam doskonale - jesień zaczyna się dużo wcześniej. 
W rzeczy samej chyba dwa lata temu zdarzyło nam się wybrać w tę trasę z zamiarem sfotografowania "płonących buków" i spotkała nas niespodzianka, bo liście wszystkie co do jednego leżały już na ziemi. 


Mgła stłumiła kolory, ale też przyprawiła bukowy las odrobiną tajemniczości. Było ciepło - ciepło zupełnie do tej scenerii niepasujące. Miałam ochotę założyć buciory i zaplątać się wśród smukłych pni, ale tego dnia wolny czas wyliczony był jak racje obiadowe na mizernej stołówce.  


Chciałam tak jak zawsze sfotografować dolinę Palazzuolo, która robi się o tej porze pstrokata jak babcina patchworkowa narzuta. Chciałam wdrapać się na kopiec i spod drewnianego krzyża zawiesić wzrok na horyzoncie… Tak zapisał się mój pierwszy jesienny mugellański obrazek osiem lat temu, kiedy po raz pierwszy po sezonie zawitaliśmy do Marradi...
Jednak za Passo della Sambuca mgła tak zgęstniała, że ledwo widać było drogowe barierki… Poza tym nic, rozlewająca się szarość - duszna i klaustrofobiczna. 
- Mgłę chciałaś … Ty już tego deszczu lepiej nie wzywaj - skwitował Mario z przekąsem.


Nie chcę deszczu. Nie w październiku. Niech trwa ta nasza ciepła jesień jak najdłużej, nawet do Bożego Narodzenia, bo potem to i tak "z górki". Nic nie może równać się z glicine, bzami i jaśminem, ale … Te liście, ochry, tycjany… 
Tymczasem do domu z Kamienia dotarli kolejni Goście. Mam nadzieję, że Marradi, pieczone kasztany i dzikie Apeniny skutecznie zauroczą, pogoda będzie wciąż w dobrym humorze, a my staniemy się czyimś miłym wakacyjnym wspomnieniem.
Ja sama zacznę dziś dzień w wielkim stylu. Czuję się tak, jakby czekało na mnie śniadanie u Tiffany'ego… 
Dobrego środka tygodnia!


ŻĄDAĆ to znaczy PRETENDERE (wym. pretendere)

5 komentarzy:

  1. Nawet krowy tak cudnie i malowniczo wpisały się w ten jesienny krajobraz, pozdrawiam AnetaG

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam serdecznie,

    piękny wpis i przepiękne zdjęcia :) pozdrawiam ciepło, Iwona

    OdpowiedzUsuń
  3. Dodam, że także nie chcę deszczu w październiku w Marradi i Biforco, bo już w następnym tygodniu będę w Kamiennym Domu :) Huurrrra!!!
    Pozdrawiam,
    Iwona

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepiękny tekst i zdjęcia. Kocham jesień i mgłę. Bardzo przyjemny blog. Widać, że jesteś osobą wdzięczną za to, co posiada. :) Pozdrawiam serdecznie. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przepiękne zdjęcia. Magiczne i bardzo pozytywnie oddziałujące. Ale miło się w duszy zrobiło...
    Pozdrawiam ciepło M

    OdpowiedzUsuń

Drukuj