wtorek, 5 września 2017

Rżysko


- Wiesz jak to się nazywa po polsku? - pytam Mikołaja. 
- Zaorane zboże?
- Zaorane to arato, a to jeszcze nie jest. 
- Siano?
- No coś ty, siano to skoszona trawa - czyli fieno
- To już nie wiem, nie mam pojęcia.
- Rżysko.
- W życiu nie słyszałem tego słowa.
- Gdybyś urodził się w latach siedemdziesiątych i wakacje spędzał na wsi, to dobrze byś je znał, tak jak i ból poranionych stóp. 
- Chciałbym urodzić się w latach siedemdziesiątych… - komentuje z nostalgią Mikołaj.
- Czy po włosku jest na to określenie, czy jest słowo opisujące pole ze ściętym zbożem? - zwracam się do Mario.
Chwilę myśli.
- Stoppia.


- A wiesz co to jest "mazedga" - uwielbiam dialektowe zagadki, ale to słowo słyszę po raz pierwszy i nawet nie mam pojęcia jak się je pisze. Odtwarzam dosłownie dźwięki wypowiedziane przez Mario.
- Non ho una minima idea!
- Zaorane pole. Gdybyś chodziła na polowania, nie raz byś je usłyszała.
- "Mazedga".
Próbowałam wyszperać w necie poprawny zapis, ale nic kompletnie nie znalazłam i zaraz pomyślałam, że powinnam znaleźć jakąś książkę do nauki "romagnolo".


Na Gamberaldi dojrzewają pierwsze nespole. O jeżynach niestety można tylko pomarzyć. Po raz pierwszy nie będzie w domowej spiżarce "marmellata di more". Uzbierana garść jest słodka, ale tak sucha, że trzeba by było zebrać całą ich ciężarówkę, aby jeden słoik wymęczyć.


Wiatr targa suchymi trawami. Wrzesień przepędził upalne lato. Po raz pierwszy od nie wiem kiedy chłopcy wyciągnęli długie spodnie, choć termometr jeszcze się sili na 28 stopni. Przyzwyczailiśmy się do upałów i przy takiej temperaturze, tak jak rodowici Włosi trzymamy w gotowości jesienne ubrania.


- Oj jak dobrze … 
- Czy ty naprawdę jesteś szczęśliwy, że żyjesz tu gdzie żyjesz?
- Bardzo!
- Nie byłeś nigdy na mnie zły, za to że wyprowadziliśmy się z Polski?
- Nigdy! Zobacz zrobię sobie schiacciatę.
- Z tych kilku kłosów? Obawiam się, że będzie ciężko.



 - Piękny ten dom, mogłabym tu mieszkać. 
- Trochę daleko do szkoły.
- Wiem, tak tylko fantazjuję, ja na mój własny się chyba i tak nigdy nie doczekam.
- Doczekasz i to już niedługo - zapewnia Tomek. 
- A skąd to przekonanie? 
- Bo jak się tak mocno chce, to nie może być inaczej.
- Dziękuję, przypominaj mi o tym częściej... 

 

Czas. 
Jedno zmienia z łatwością, inne wcale mu się nie poddaje. Czas sprawił, że dzieci prawie mnie przerosły, ale na Gamberaldi przez te lata nic się nie zmieniło. Tak jak i nie osłabło moje pragnienie. Marzenie o Kamiennym Domu towarzyszy mi każdego dnia, wciąż gorące i palące, wciąż popycha mnie do działania, budzi rankiem i zasypia ze mną wieczorem. Może Tomek będzie miał rację i tym razem… Czas pokaże. 
Czas. 

Słówka padły już w tekście.
RŻYSKO to po włosku STOPPIA (wym. stoppia)

6 komentarzy:

  1. Ależ Oni urośli! To drugie zdjęcie, gdzie idziecie we trójkę! Piękna mama i...już nie dzieci, tylko młodzieńcy. Niech rosną zdrowo i radośnie, a w Tobie Kasiu niech tak samo rośnie to Marzenie, niech przynosi radość i nadzieję. Ja też wierzę, że to już niedługo.
    Uściski.
    Asia C.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze jest widzieć że Mario już z wami na wycieczki chodzi
    Piotrek

    OdpowiedzUsuń
  3. mazed - mącenie, zamęt (kto jeszcze używa tych słów?)
    mazedgia ? pokrewne temu powyżej?
    C-ó

    OdpowiedzUsuń
  4. Ależ kawalerka wyrosła. Miło do was zaglądać. Pozdrawiam Agata z JG

    OdpowiedzUsuń
  5. A może gumka coś pokaże w kwestii wymarzonego domu? Pozdrawiam. Hanka

    OdpowiedzUsuń

Drukuj