niedziela, 2 lipca 2017

Muzyka na najpiękniejszym "balkonie" Doliny Lamone.


- Poczekamy tu na zachód?
- Poczekamy. 
- A przesuniesz aparat? 
Przesuwam nikona, a Mikołaj zaraz układa się wygodnie jak kociak, chociaż taki już duży, że tylko głowa mieści się na moich kolanach. Przyklejamy się ciasno jedno do drugiego, żeby było nam cieplej, bo wieje niemiłosiernie. Jakaś kobieta wcześniej przy stole powiedziała,  że to corina. Nie znam się na wiatrach, więc wierzę na słowo. Niech będzie corina. 
Siedzimy na najpiękniejszym "balkonie" doliny Lamone. Znam to miejsce, odkąd kilka lat temu trafiliśmy tu trochę przypadkiem spacerując po kasztanowym gaju. Od tego czasu zawsze powtarzałam, że nie ma piękniejszego położenia, że nikt nie ma z okna ładniejszych widoków niż Giorgio. Widać stąd całą dolinę, łagodne falowanie szczytów aż po horyzont, widać stąd nawet morze… Mieszkać w takim miejscu to znaczy mieć wszystkie wschody i zachody słońca na wyłączność! Czego chcieć więcej?  
Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że wielu marradyjczyków nigdy tu nie było. Piangiorgio było dla niektórych prawdziwym odkryciem tego wieczoru. 


Coroczne lipcowe wydarzenie, jedna z naszych najpiękniejszych fest - Castagneto in Musica w tym roku przeniosło się z Sulpiano na Piangiorgio. Obydwa miejsca są tak piękne, że  zdają się być nierealne, jednak jeśli chodzi o Piangiorgio … No cóż … Brak słów…
Jak co roku była polenta i piadiny i słodkości kasztanowe i kasztanowe piwo i oczywiście muzyka. Kasztany w tytule i kasztany w menu, bowiem organizatorem wydarzenia jak każdego roku była Strada del Marrone. 


- Ruszmy się, bo nas zaraz stąd wywieje. Słońce jeszcze wysoko. Przejdziemy się trochę, a potem znów tu wrócimy.
- Poczekaj chwilę! - Mikołaj wypatrzył w dole rozległej łąki dwie przyjaciółki i tyle go widzieli. Zostaliśmy we dwoje.
- Chcesz coś jeszcze zjeść? - zapytałam Tomka.
- Napiłbym się wody. 
- A ja wina! Chodź, pokręcimy się trochę wśród ludzi. Do zachodu jeszcze trochę.
Muzyka grała, corina zrywała ze stołów plastikowe talerzyki, a słońce powoli, powolutku żegnało się z pierwszym lipcowym dniem. 


ZACHÓD to oczywiście TRAMONTO (wym. tramonto)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj