piątek, 7 kwietnia 2017

O strachu, nieśmiałości i czasie...



W kwietniu 2014 roku cieszyłam się naszą pierwszą wiosną w Biforco. Napisałam wtedy:


"...cieszę oczy pnącymi się wszędzie glicine! I sama upragnioną roślinkę przytargałam do ogródka, a ta hojnie choć jeszcze młoda wypuszcza kolejne grona fioletowych kwiatów! Potrzeba lat by oplotła i balkon i taras i furtkę i już nie ja będę się tym cieszyć, ale przynajmniej coś tutaj po mnie zostanie."



Szukając na blogu kilku zdjęć, znalazłam ten stary wpis i szczerze się wzruszyłam. Okazało się, że glicine wcale nie potrzebowało lat, na to by dotrzeć na taras, a gdyby nie to, że przy wzmacnianiu zostało przycięte, pięłoby się już po ścianie i wędrowało po barierce schodami w dół. Biały krzew, który przywędrował chyba dwa lata później też rozrósł się tak, że zaraz jego gałęzie trzeba będzie na siłę skierować w drugą stronę. W przeciwnym razie brama zostanie spętana jak jeniec, a my staniemy się więźniami własnego domu.



Czasem mówimy - potrzeba będzie lat… - a potem okazuje się, że wcale nie, że życie ma swój własny scenariusz, czasem zaskakujący, czasem może nielogiczny, zwykle nieprzewidywalny. Może nam się coś wydawać, a ono i tak zrobi swoje. Nie musiałam czekać pół życia na rozrośnięcie się fioletowego krzewu, może też nie będę musiała czekać do starości na Kamienny Dom? Kto to wie, kto wie co będzie jutro? Ja w każdym razie będę trzymać się innych słów odnalezionych na blogu:
"Moim prawdziwym obowiązkiem jest ocalić własne marzenia…" /Schopenhauer/



***
- Człowiek zawsze się boi, jeśli ma w życiu coś zmienić - mówił filozoficznie Mario, kiedy rozmawialiśmy o pewnych propozycjach i o pracy. - Ale nie można się poddać strachowi. Jeśli pozwolisz mu sobą zawładnąć to w ogóle w życiu nic nie zrobisz, a przecież nie o to chodzi. Ja już kiedyś się bałem i teraz pluję sobie w brodę. 
- Coś mogłabym o strachu powiedzieć… 
Zrobiłam wielki krok, zdobyłam się na odwagę, wtedy strach nie wygrał. Ale wygrywa dziś, w sprawach całkiem drobnych.
- Nie można się bać - powtarzał Mario z miną starego mędrca - bo życie może nie dać drugiej szansy.

***
- Jestem wciąż jeszcze trochę nieśmiała. - powiedziała szczerze Ellen.
- Ja też jestem nieśmiała. Ale wiesz, po tobie to w ogóle tego nie widać! 
- Jestem, jesteśmy, trzeba to zmienić...

DOBREGO PIĄTKU!

TRZEBA to po włosku BISOGNA (wym. bisonia)

wybaczcie białe tło pod tekstem, blogger mi dziś zwariował:)

10 komentarzy:

  1. Wystarczy spojrzeć, jak te delikatne,przepiękne, fioletowe kiście, odważnie pokonują przestrzeń by dotrzeć na balkon i cały strach znika pod naporem piękna... Miłego dnia życzę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mario ma rację i Pani ma rację... I co z tego ? :( Ja jestem właśnie podszyta strachem, nie umiem ocalić własnych marzeń, wielu rzeczy ze strachu nie zrobiłam za młodu, a teraz to wydaje mi się , że jest za późno, że po co , że nie da się ...
    Wczoraj jak przeczytałam notkę o angielskim projekcie Tomka ( a ja właśnie uczę angielskiego )i jak przypomniałam sobie problemy Włochów w porozumieniu się w tym języku w czasie naszych ostatnich wakacji, to pierwsza myśl była- rzuć to wszystko, zrób jak pani Kasia,odważ się, wyjedź, może w szkole brakuje anglistów skoro tak słabo Włosi po angielsku mówią, zrealizuj swoje marzenia o wyrwaniu się stąd... Niby tyle "za", a gdzieś z tyłu głowy natychmiast odzywa się milion "przeciw"...I tak od lat ... Pozdrawiam i życzę miłego popołudnia AnetaG

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem warto zaryzykować, życie jest tylko jedno...

      Usuń
  3. Mam bardzo podobnie

    OdpowiedzUsuń
  4. Psychologia mówi ,że trzeba zacząć od małych zmian aby mózg nie rejestrował ich w kategoriach zagrożenia na które reagujemy lękiem . Wiem dokładnie jak pachnie lęk i wieczna obawa.I strach przed nowym i nieznanym. Ale też juz wiem , że trzeba wypracowywac w sobie odwagę aby pózniej nie żalować zbyt wielu rzeczy . Bo to prawdziwe '' za pózno '' przychodzi bardzo szybko....
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytam Twojego bloga chyba od samego poczatku (2 lub 3 razy nawet zamiescilem kometnarz) i choc jest chyba skierowany bardziej dla kobiet niz mezczyzn to zawsze cos ciekawego znajde i dla siebie. Zachwycaja mnie zdjecia i opisy Waszych wycieczek i ta potrzeba odkrywania czegos nowego nawet w tak niedalekich odleglosciach od Twojego domu. Od poczatku tesknisz za wlasnym "kamiennym" domem, wiec moze napisz kiedys jak wyglada w Waszych oklolicach sprawa kupna i przykladowe ceny domow (moze nawet pare zdjec??). Naleze raczej do odwaznych ludzi i chodzi mi po glowie pomysl przenosin do Europy na emeryture. Moze wiec pare ciekawostek z rynku kupna domu lub mieszkania przyda sie nie tylko mnie.
    Dzieki i ciagle podziwiam Twoja pasje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję,
      Ceny domów są różne - można kupić ruinę za 40 tys euro, ale to będzie góra kamieni i by postawić ją na nogi potrzeba być może 200.000 euro. Najlepiej prześledzić oferty w sieci, jest tego mnóstwo. Wystarczy wpisać immobiliari Italia, wybrać region, który nas interesuje. Dobrego dnia!

      Usuń
  6. Dokładnie, nie ma się, co bać, a najlepiej zaakceptować strach, ale iść do przodu, nie zatrzymywać się, bo straconego czasu się nie odzyska...

    OdpowiedzUsuń

Drukuj