środa, 15 marca 2017

Populonia - świat Etrusków, morze, wyspy i wzruszenia...


Jechaliśmy nad to morze i jechaliśmy, a im bardziej miało być tuż tuż, tym bardziej się oddalało. Przez moment przemknęła nam nawet przez głowę myśl o spisku, że z pewnością w międzyczasie ktoś morze przesunął, bo najpierw zamrugało oślepiającą taflą, zdawało na wyciągnięcie ręki, a potem zniknęło za wzgórzami, a my jechaliśmy i jechaliśmy … zakręt za zakrętem, rozjazd, skrzyżowanie, jeszcze jeden rozjazd i tak zdawało się trwać w nieskończoność. 
Aż w końcu pojawiły się drogowskazy: Piombino, Populonia, a przed naszymi oczami rozciągnął się aksamitny lazur morza...

Jeśli się nie mylę - Capraia na horyzoncie.

Nigdy nie byłam na Elbie, ani na żadnej innej z włoskich wysp. Mam nadzieję, że kiedyś odwiedzę je wszystkie… Usiadłam  na chwilę na ławeczce, którą ktoś rozsądny dla takich jak ja, czyli oniemiałych z zachwytu ustawił i wpatrywałam się w toskański archipelag. 
- Ta największa to będzie Elba - szacowałam na głos - a tamta mała na wprost to musi być Capraia… Och pobyć przez chwilę Napoleonem! 


Populonia przywitała nas ciszą, spokojem i widokiem bajecznym. Na parkingu kilka samochodów, na zielonym terenie u stóp fortecy garstka rozleniwionych spacerowiczów wystawiających twarze do słońca, na głównej uliczce obrazy, barowe stoliczki w trzech czwartych niezajęte … Populonia… tak maleńka, tak kameralna… Dziś Etruskowie popatrzyli by na nią z niedowierzaniem. To właśnie oni osiedlili się tu jako pierwsi i uczynili z niej prawdziwą metropolię. W tamtych czasach była jednym z największych i najważniejszych miast Etrurii.   


Jej upadek zaczął się już w I wieku po Chrystusie, kiedy stała się celem licznych inwazji, aż w roku 570 została zdobyta i zniszczona przez Longobardów. Na tym jeszcze nie koniec, bowiem po Longobardach, niecałe trzy stulecia później zjawili się piraci… 
I oto dziś jest miniaturowym miasteczkiem obok którego rozciąga się park archeologiczny, w którym zachowane są imponujące ślady bytności i wielkości Etrusków oraz Rzymian. 
Nie mieliśmy niestety czasu, by zwiedzić je tak, jak na to zasługują - a zatem do Populonii musimy jeszcze wrócić. Zajrzeliśmy tylko to tu, to tam, przez ogrodzenia, z daleka, z samochodu... i na tym koniec, bo słońce zaczęło zniżać się do morza, a przed nami była jeszcze długa droga. 


Nim jednak na dobre pożegnaliśmy Populonię, postanowiliśmy przystanąć na chwilę nad samym morzem. Nieprzyzwoitością byłoby chociaż palca nie zamoczyć. Chłopcy po całym dniu wojażowania jak spuszczeni ze smyczy zaczęli biegać we wszystkich kierunkach, ciskać czym popadnie w morze, a to "dzidą", a to zbitką traw jak piłką "bejsbolową"… Nawet Mario ludki zaczął tworzyć, tak jak my kiedyś w szkole z kasztanów i żołędzi.


Plaża tak różna od tych na wschodnim wybrzeżu, rdzawo brunatna z czapami sosen przypominającymi w takim zestawieniu afrykański krajobraz. Pod stopami strzępki traw, jedne swobodne rozsypane jak wióry, inne zbite w formy doskonałe, kulki i owale utoczone przez wiatr...


Ruszyliśmy w końcu do domu, a sosny pożegnały nas lekkim ukłonem. Po drodze zastanawialiśmy się przez chwilę czy nie wpaść do "Kaliforni", ale ponieważ godzina była późna zostawiliśmy interkontynentalne wyprawy na inny raz. 


Autostrada była prawie pusta… W lusterku rozlewała się ogniem resztka słońca, a przed nami księżyc szykował się do pełni. Za oknami mijał sielski toskański krajobraz. Ruch się nieco się zagęścił, aż zamigotały w dole światła Florencji...

Zastanawiałam się nad tym, co ostatnio powiedziała mi zaprzyjaźniona Czytelniczka - Toskania ma w sobie coś takiego, co każe za nią tęsknić. Tak jest w istocie. Kiedyś umierałam z tęsknoty za nią. Tęsknota zrobiła się nieznośna. Ale dziś na szczęście już nigdzie nie wyjeżdżam, już tęsknić nie muszę. Pozostało jednak ciągłe wzruszenie… Niemal każdego dnia wzruszam się, wzrusza się serce, wzruszają się oczy karmione nieustannie toskańskim światem… 
NA SZCZĘŚCIE to znaczy PER FORTUNA (wym. per fortuna)



12 komentarzy:

  1. Ale ładnie!!! :)
    ...tylko ten "ludek" wygląda tak, jakby miał zostać spalony na stosie... lub przynajmniej wywieziony na taczce ;D. M

    OdpowiedzUsuń
  2. całe Włochy są takie, że się za nimi tęskni i ma kluskę w gardle...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się! Też tak mam. Pozdrawiam, Ania z Warszawy.

      Usuń
  3. Piękne sa takie chwile, niby nic, piękne okoliczności przyrody, dobre towarzystwo, radość dzieciaków, dla takich chwil warto żyć.

    OdpowiedzUsuń
  4. O ludzka ignorancjo! Wydawało mi się, że Elba jest francuska. To przez Napoleona. Dzięki za wyprowadzenie z błędu i dzięki za cudowny spacer, po zupełnie nie znanym mi rejonie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pamiętam jak szłam ku Morzu Północnemu przez rezerwat wydm. Im bliżej byłam morza tym bardziej się oddalało. Nie mam pewności czy krajobraz nadmorski tak miewa czy jak zwykle poszłam w złym kierunku ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne zdjęcia. A czy te kulki, które widać na rękach chłopców, to właśnie te zbitki traw? wyglądają naprawdę jak włochate orzechy ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Właśnie... Wielkie miasta są piękne, ale często ducha kraju odnaleźć można w mniejszych miejscowościach, które zapoczątkowały istnienie np. regionu. Super! Nie samym Rzymem człowiek w Italii żyć może ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiesz, co roku staram się coraz bardziej okrywać Włochy, ale nigdy nie będzie mi to dane tak jak Tobie, czego szczerze (tak pozytywnie) zazdroszczę! Rób swoje i pokazuj nam Włochy z każdej strony! :)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj