piątek, 17 lutego 2017

Święty Józef i jego wiosenne fiolety


Tak naprawdę to nie wiem jaka jest ich prawdziwa nazwa. Może ktoś z Was będzie mądrzejszy, ja nie dokopałam się do żadnego wiarygodnego źródła. Tutaj są symbolem kończącej się zimy i wszyscy nazywają je fiori di San Giuseppe - kwiatami świętego Józefa. Choć to określenie podobno dotyczy też innych roślin, których kwitnienie przypada na marzec. 
Nie mogłam się doczekać pierwszych fioletów i różowości. Niby jeszcze nie marzec, a dopiero połowa lutego, ale … Przecież jestem tu gdzie jestem, a miejsce zobowiązuje. 
Dzień w dzień odkąd wyszło słońce wpatrywałam się w najbardziej nasłonecznione stoki… Wiedziałam, że to już nawet nie kwestia dni, a godzin. 
Aż w końcu wczoraj, kiedy jechaliśmy w odwiedziny do starego przyjaciela, wzdłuż drogi zauważyłam pierwsze kolorowe łebki wystawione do słońca. Święty Giuseppe sypnął fioletem! Oto one!  
Był czas kasztanów, trufli, polenty, szopek, a teraz nadszedł czas kwiatków, kwiateczków fioletowych, bo wiosna - o czym wiele  razy pisałam - w Toskanii stroi się właśnie we wszystkie odcienie fioletów i różowości, wybaczcie więc, że teraz będę zachwycać się do znudzenia. Ci, którzy blog śledzą od dawna, są już pewnie przyzwyczajeni.


A wzdłuż drogi do znajomej cantiny nawet fiołki wyległy na światło dzienne i w ogóle gdzie nie spojrzeć wszystko nabiera kolorów. 
Tylko w cantinie wszystko po staremu, to znaczy prawie wszystko, bo na vin brule' przy takiej aurze już nikt nie ma ochoty. Tak czy inaczej reszta tak jak zawsze: wino i ciekawe rozmowy, żarty i ogrodnicze porady, snucie planów i stare wspomnienia, a wszystko to podlane obficie serdecznością. Przytargałam do domu całą torbę wspaniałych smaków, na kolację mieliśmy królewską ucztę, nie mogliśmy się nachwalić, nacieszyć tym wszystkim! 


Znów zebrało mi się na refleksje… Problemów nie brakuje, pracuję tyle, że czasem sama nie wiem jak się nazywam. Ale za to dane mi jest przeżywać takie momenty, takie chwile, które pozwalają myśleć, że moje życie jest naprawdę wyjątkowe. Czasem wręcz nierealne, czasem bardziej jak film. A przecież to wciąż moje życie, najprawdziwsze, nie film, nie bajka, tak bardzo niezwykłe.



 FIOLETOWY to po włosku VIOLA (wiola)

8 komentarzy:

  1. Margheritine, po naszemu - margaretki.
    C-ó

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie to raczej nie to :) one sa inne troszke delikatniejsze

      Usuń
  2. Margaretki troche później to piękna stokrotka. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zawilce - jedne z pierwszych wiosennych kwiatów (jest wiele gatunków)

    OdpowiedzUsuń
  4. Grazie dziękuję, to chyba rzeczywiście rodzina zawilców:)

    OdpowiedzUsuń
  5. To najprawdopodobniej zawilec grecki. U nas wymaga okrycia na zimę. Pozdrawiam. Hanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. grecki na pewno nie, te nasze mają czarny środek i są ciutkę inne, ale rzeczywiście są z rodziny zawilców, choć dla mnie już na zawsze pozostaną chyba "fiori di San Giuseppe"

      Usuń

Drukuj