piątek, 11 listopada 2016

Cud przedbożonarodzeniowy


Nie wiem czy to cud przedbożonarodzeniowy, moce nadprzyrodzone, upór rodziców i nauczycieli, czy co tam jeszcze mogło zadziałać, że ktoś ostatecznie się ugiął… W każdym razie ogłoszono oficjalnie, że szopka jednak się odbędzie! Całe szczęście, bo to przecież nieodłączny element marradyjskich świąt. Nie godzi się odbierać Marradi presepe.

Gdyby szopka się nie odbyła, szczególnie pokrzywdzona byłaby klasa Mikołaja, której to, jako kończącej szkołę podstawową, przypadają najważniejsze funkcje. Ale … nieważne co by było gdyby … Ważne, że jest i że święta rozpoczniemy porcją radości i szopkowych wzruszeń. 

Drugim tematem zebrania była "długa" wycieczka na zakończenie szkoły i zdaje się, że ostatecznie wybór padnie na propozycję najbardziej wszystkich emocjonującą... Jeśli nic się nie zmieni Mikołaj i jego klasa pożegnają podstawówkę wycieczką na Elbę! 
No cóż... być dzieckiem we Włoszech…

I to tyle ze szkolnych nowości. O sukcesach i porażkach chłopców dowiem się za dwa tygodnie na spotkaniach indywidualnych, a tymczasem cieszę się szopką, cieszę się Elbą, cieszę się tym, że dziś odwiedzi mnie Contessa i tym, że już zaraz weekend i może choć oddech maleńki, malusieńki uda mi się złapać…

I tylko trochę mi żal samej siebie, że jestem w wiecznym pędzie, w ciągłym natłoku obowiązków, zapracowana do granic fizycznych możliwości, pcham ten mój życiowy wózek, byle do przodu. Chciałabym pojechać na wakacje… Choć na dwa dni, bo w tygodniach to nawet nie liczę! Dwa dni prawdziwych wakacji są mi tak bardzo potrzebne, że aż chce mi się płakać. A tak realnie marzę choć o jednym dniu włóczęgi po okolicach, chciałbym zobaczyć nowe miejsca, coś odkryć, zachwycić się i zachwyt zobaczyć w oczach dzieci…

Będę jednak siedzieć w domu, bo przecież limit cudów na ten miesiąc został już wyczerpany, ale jeśli Wy wybieracie się we włoską podróż, może w artykule jaki ostatnio napisałam znajdziecie inspirację. Kulinarna podróż przez Romanię i Toskanię.  Zapraszam do lektury i mówię - Dobrego weekendu!

UGIĄĆ SIĘ to znaczy PIEGARSI (wym. piegarsi)

4 komentarze:

  1. Oh mi również listopada ciągnie się w nieskończoność!
    Życzę dużo sił i wytrwałości! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pani Kasiu , koniecznie trzeba o siebie zadbać dla dobra wszystkich ! Nie ma takiej mozliwości ,żeby nie znalezć jednego dnia na wytchnienie ! Wiem dobrze że to trudne ale konieczne bo jak ze zmęczenia spada odporność - to nie daj Boże...A ma Pani dla kkogo być zdrowa i silna.
    Serdecznie pozdrawiam i gorąco namawiam na pomyślenie o sobie,Marta

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ładnie piszesz. I docierasz do serca, Kasiu. Napisałem dopiero teraz, ale Twój blog wcześniej poleciłem paru osobom.

    Tadeusz.
    Tak, ten sam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to dopiero niespodzianka! Dziękuję:)

      Usuń

Drukuj