piątek, 4 listopada 2016

18 schodków


18 schodków - dokładnie tyle jest z tarasu na poziom zero, na którym znajduje się cantina i moja pseudo szklarnia. Nadszedł czas, żeby rośliny umieścić w bezpiecznym miejscu. Te mniejsze, bardziej widowiskowe wniosłam "na salony". Reszta powędrowała na dół do przechowalni. 


18 schodków - dokładnie tyle taszczyłam na dół moją wielką jukkę w jeszcze większej donicy. Kręgosłup trzeszczał każdym jednym kręgiem. Mojemu wysiłkowi towarzyszyło polifoniczne zgrzytanie kości i jęki wojownika sumo, które mimowolnie wyrywały się z moich ust. Aż starszy sąsiad, ten sam, który dzień w dzień jak mróweczka drwa na zimę przygotowuje, wytrwale z taczką krąży, zmiata suche liście z pobocza i nawet odchwaszcza czasem mój skrawek przyulicznego murka, przystanął za ogrodzeniem i ze szczerą troską wzrok na mnie i na nieszczęsnej juce zatrzymał. 
- To chyba za ciężkie dla ciebie - zagadnął.
- Bardzo ciężkie, ale dam radę! - odpowiedziałam łapiąc jednocześnie oddech.


Dam radę, dam radę - dopingowałam się w myślach. A potem wróciłam na taras i popatrzyłam na moje oleandry - dam radę, dam radę - powtarzałam jak mantrę. Przykucnęłam, zaparłam się ze wszystkich sił jakbym sztangę miała dźwignąć, a wielka donica z łaską przesunęła się ledwie o centymetr. Jeszcze jeden wysiłek i kolejny centymetr pokonany. Do trzeciego nawet nie zrobiłam przymiarki. 
18 schodków - dokładnie tyle miałabym się z nią szarpać? A donice z oleandrami są przecież dwie! 18 schodków razy dwa!
Przyszedł w końcu Mario, sam zmęczony trupio jakimś kopaniem, czyszczeniem młyńskiej dziury pod Santa Barbarą. Pochwaliłam się więc moimi siłowymi dokonaniami i przyznałam do oleandrowej porażki.
- Jak się zaprzemy to we dwoje może i staszczymy je na dół. Tylko pytanie - kto je potem wiosną zatarga znów na taras?
No trudno. Oleandry przez lato bardzo urosły, mam nadzieję, że z opatulonymi donicami, za wiatrem, pod daszkiem jakoś zimę przetrwają. To już w sumie nie ode mnie, a od zimy zależy. 
- Przy takiej pogodzie to jeszcze spokojnie mogły stać na dworze - ocenił Mario moją pracę.
- Jasne! Ale nie chciałam pewnego ranka obudzić się i w panice całego ogrodu wciągać do środka. Wcześniej czy później poranek przywita nas pierwszym przymrozkiem, lepiej później niż wcześniej, ale strzeżonego... i tak dalej ...


Jeszcze kilka donic zostało na zewnątrz. Nie miałam sumienia ruszać pelargonii. W kalendarzu listopad, a one wciąż kwitną i mają się dobrze! Mniej efektowne są surfinie, ale i one jeszcze w kwestii kwiatów nie powiedziały ostatniego słowa. 
Przed zimą czeka mnie ostatnia ciężka praca na zewnątrz - przekopanie ogródka. Może dziś, zamiast porannej gimnastyki? Ktoś chętny do pomocy?  
Szast prast - znów weekend, a zatem dobrej pogody!

SCHODEK to po włosku GRADINO (wym.gradino)

4 komentarze:

  1. Kasiu piękne masz kwiaty. Rośliny przeważnie mają płytki system korzenny, nie wiem jak to wygląda u oleandrów, może przy przesadzanie na dół donic wrzuć kawałki styropianu wtedy donice nie będą takie ciężkie a przenoszenie będzie łatwiejsze.Pozdrawiam Ela ze Szczecina

    OdpowiedzUsuń
  2. To ja mogę co najwyżej przes£ać dobrą energię, która towarzyszy mi od wczorajszego ranka. Frrrrr. Czekaj chwilę, zaraz powinna być.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ogródkowi dasz radę nie jest duży. Ja zrobiłam to samo 31.10 i dałam radę choć wszystkie mięśnie dawały później o sobie znać.
    A op.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakbym siebie samą widziała :) Pani Kasiu, ja na ciężkie donice znalazłam sposób: kupiłam podstawki pod kwiaty na kółkach, teraz mogę z nimi jeździć po całym domu i tylko mały wysiłek przy przenoszeniu przez próg na taras. Niestety na schodki nie mam rady, może jakiś mocny wózek na dwóch dużych kółkach z długą rączką i jakoś powoli, z pomocą chłopców dałaby Pani radę.
    Pozdrawiam Panią serdecznie,
    Ania

    OdpowiedzUsuń

Drukuj