wtorek, 4 października 2016

Wzdłuż granicy. Akt 2. Sasso di San Zanobi.



Skąd nagle pośrodku wzgórz łagodnych ta skała czarna kostropata? Wypiętrzona jak wulkan spod ziemi, jakby jego lawa przebiła się przez skorupę i tu właśnie znalazła ujście. Zatrzymaliśmy się natychmiast, tym bardziej, że teren wokół przygotowany był na przyjęcie wędrowców i dalej zaczęliśmy snuć plany, nim jeszcze się dobrze w terenie rozeznaliśmy - że trzeba tu wrócić z koszykiem, z piknikiem, z gośćmi, z turystami… 




Toskania, jaką zna niewielu, tuż przy granicy z Emilią - Romanią.
Jak głosi legenda diabeł wyzwał tu na pojedynek San Zanobi, biskupa Florencji. Ten kto zdoła dźwignąć większy głaz i wspiąć się na szczyt jako pierwszy, miał wejść w posiadanie dusz. Diabeł wziął na plecy głaz i ruszył przed siebie, biskup natomiast najpierw zwrócił się do Najwyższego, by ten w nierównej walce mu dopomógł. Następnie głaz większy niż ten niesiony przez diabła poniósł na najmniejszym paluszku na sam szczyt wyprzedzając rzecz jasna swego rywala. Diabeł rozwścieczony przegraną cisnął swój głaz, a ten rozleciał się na kawałki i tak też powstał pobliski Sasso della Mantesca. Biskup natomiast swój ciężar złożył tam, gdzie po dziś dzień się znajduje, nazywany przez wszystkich właśnie Sasso di San Zanobi.




Łamałam sobie głowę i przekopywałam różne źródła, cóż to takiego roccia ofiolitica, do takiego bowiem gatunku, tudzież rodzaju zakwalifikowany jest Sasso di San Zanobi. I jak widać intuicja prowadziła nas w dobrym kierunku, jest to bowiem skała magmowa powstała pod powierzchnią oceanu, a jak podają źródła tereny Appennino Tosco Romagnolo miliony lat temu zalewało morze. Na czarnej powierzchni błyszczały w słońcu drobiny, jak zatopione kryształy, a pomiędzy nimi ciągnęły się nitki zielone, niczym jeden wielki system nerwowy. 



Na tablicy informacyjnej u stóp przedziwnej góry widniało czarno-białe zdjęcie z maleńkim kamiennym kościółkiem. O jego istnieniu donoszą już źródła ze średniowiecza. Stał tam przez setki lat, ale niestety nie było mu dane przetrwać drugiej wojny światowej i ślad po nim został jedynie na starych fotografiach.



- Ej Frodo!
- Wejdźmy wyżej!



Przedziwne magmowe wypiętrzenie na dłuższą chwilę zamieniło się w tolkienowską górę przeznaczenia, a samozwańczy Hobbici nijak nie chcieli jechać dalej. Sama, mówiąc szczerze, miałam ochotę przyłączyć się do ich zabawy. Tymczasem rozłożyłam tylko ręce stojąc na krawędzi i przez chwilę byłam jednym z sokołów, które nad naszymi głowami zataczały coraz szersze kręgi...



SKAŁA to po włosku ROCCIA (wym. roćcia)

2 komentarze:

  1. Fajnie tam. Moje dziewczyny byłyby wniebowzięte i miałyby gdzie szaleć :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawitalam tutaj przypadkiem.Jestem pod wrazeniem.To wielkie szczescie znalezc swoje miejsce na ziemi,nie kazdemu sie to udaje.Prosze nie przestawac pisac.Na pewno bede tutaj zagladac.Pozdrawiam.Gosia.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj