poniedziałek, 26 września 2016

Lejdis sommelier!


Do Fattorii Parri trafiliśmy przypadkiem kilka lat temu. Niezwykłe miejsce, ludzie i jeszcze bardziej niezwykłe były wino i oliwa, które tak nam smakowały, że w kolejnych latach do Montespertoli wróciliśmy jeszcze kilka razy, by uzupełnić zapasy. Kiedy planowałam degustację win dla Lejdis, nie miałam nawet cienia wątpliwości, że to właśnie Fattoria Parri będzie idealnym do tego miejscem. Wiedziałam, że będą mogły tam skosztować doskonałego Chianti i najlepszego na świecie Vin Santo. 


Oczywiście wiadomo, że winobranie odbywa się we wrześniu, nie sądziłam jednak, że będzie nam dane móc podglądać rozładunek winogron i wstępne prace przy ich obróbce. Miałyśmy szczęście. To było jak bonus po florenckich przygodach, które nieco nas zmęczyły. 


Był już wczesny wieczór. Na horyzoncie majaczyło niewyraźnie San Gimignano. Przed nami ciągnął się w nieskończoność gaj oliwny, w powietrzu roznosił się zapach rozgniecionych winogron, które za jakiś czas miały przemienić się w cudowny trunek i wciąż było ciepło jak latem...


Kiedy już Leidis obejrzały wszystkie pomieszczenia, przez jakie wędrują winogrona nim staną się winem, kiedy sfotografowały traktor, beczki, zabytkową cantinę, w ścianie której widać jeszcze ślady morza, rozwieszone kiście, z których za jakiś czas powstanie legendarne Vin Santo, zasiadły wreszcie przy stole i zaczęły degustować...


Jedno wino lepsze od drugiego. Chianti, które kilka dni temu obchodziło swoje urodziny - okrągłe 300 lat - to jednak wyjątkowe wino. Jeśli dodamy do niego kromkę chleba ze swojską oliwą, okoliczności przyrody, niczym filmowa sceneria i miłe towarzystwo, to możemy zaśpiewać razem z pewnym Włochem - felicità…


Serdeczne podziękowania dla Pauli i jej Męża z Fattorii Parri za wspaniałe popołudnie i poświęcony nam czas!
GRAZIE MILLE, a presto!


2 komentarze:

  1. Az sie chce tam byc. Cudnie spedzony czas. Zazdroszcze :-) praska

    OdpowiedzUsuń
  2. Piekne zdjęcia i poprzednie i jeszcze i jeszcze bardziej poprzednie...
    Mam wrażenie, że z jakiegoś powodu komentarze przycupnęły gdzieś i siedza cicho.
    Marta

    OdpowiedzUsuń

Drukuj