sobota, 10 września 2016

Biało niebieski wieczór i popołudnie jedyne w swoim rodzaju


Żal mi tego lata tak naprawdę z trzech podstawowych powodów. Żal mi wiecznego słońca i upału, żal mi dzieci w domu bez szkolnego obowiązku i wreszcie żal mi fest … Festy dzień po dniu, a czasem kilka na raz, fest tyle, że weekendu nie raz brakowało, więc czy to środa czy wtorek, festy były wciąż…
Oczywiście zaraz październik, a ten w Marradi to jak jeszcze jeden wysoki sezon w miniaturze. Pieczone kasztany, słodkie wino, gwar, muzyka, czasem nawet ciepło jak w maju, a nie raz zdarza się, że i upał! Ale … 
Ale to nie to samo co latem… Kiedy wczoraj siedziałam na terenie basenu, przy plastikowych stolikach nad talerzem pasty, żal mi się zrobiło jeszcze bardziej. 


Klub sportowy przygotował imprezę  rozpoczynającą nowy sezon. Dzieciaki zaraz wracają do szkoły, a wraz z nią wystartują też treningi. Piłka nożna i siatkówka i gimnastyka artystyczna i wiele więcej. Dla każdego coś!  
W każdym razie, jak już wielu z Was mogło osobiście się przekonać - każdy pretekst jest dobry do tego by coś zjeść, wypić i spędzić trochę czasu razem i dlatego właśnie tak bardzo mi żal, bo jednak jak pięknie by nie było, to jednak jesień późniejsza, a potem zima, częściowo nas z takich atrakcji odziera. Festy w Italii trwają cały rok, ale już nie z takim natężeniem jak latem. 
Dziś sobota … Jeszcze jedna festa, tym razem - festa del volontariato. Scenariusz ten sam, cel też, a pogoda zachęca do tego by w "festowaniu" nie ustawać!


Zanim jednak wylądowaliśmy na biało niebieskiej feście …
Czasem w życie wypełnia się tak niezwykłymi "drobiazgami", choć może słowo drobiazg, jest tu niestosowne, że aż sam człowiek uwierzyć nie może. Są momenty jak z filmu, migawki jak sen, nieprawdopodobne, poetyckie, kolorowe jak szkiełka w kalejdoskopie… Nigdy bym nie przypuszczałam, że kiedyś będę przecierać pomidory na "polpę", a ktoś w tym czasie cudownym głosem będzie mi śpiewał: … nim las, nim kłos, nim noc dojrzeje ... 


Zawsze zachwycam się mieszkańcami Marradi, piszę o niezwykłościach Włochów, o codzienności, która wśród nich jest zawsze niecodzienna, ale dziś dziękuję M. i całej Brygadzie za tak niezwykłe popołudnie i wybaczcie brak choćby zwykłego ciasta na stole, ale wczorajsze obowiązki, lekcje jedna po drugiej nie pozwoliły mi się lepiej na Wasze odwiedziny przygotować. Mam nadzieję, że mimo wszystko do Marradi wrócicie, koniecznie z gitarą i w Domu  z Kamienia znów  zabrzmi muzyka z mojego dzieciństwa…  (zostawiam link oficjalny, a nagranie piątkowe, które było o niebo piękniejsze, z żalem zostawię dla siebie). Następnym razem obiecuję, że na stole pojawią się prawdziwe przysmaki! 
Byliście wspaniali i poznać Was do dla nas wielki zaszczyt.


A muzyka znów obudziła tęsknotę za tańcem, za walcem, może więc dziś podaruję chłopcom kolejną lekcję … raz dwa trzy …
 NASTĘPNYM RAZEM to po włosku LA PROSSIMA VOLTA (wym. la prossima wolta)

1 komentarz:

  1. Ależ bym zjadła takiego dojrzałego, wykąpanego w słońcu arbuza. Ech...

    OdpowiedzUsuń

Drukuj