sobota, 20 sierpnia 2016

O zabawie, archaizmach i nostalgii w powietrzu


Mam wrażenie, że większość rodziców oddycha z ulgą, kiedy kończą się wakacje. Tak myślę  po tym, co można przeczytać w sieci. Na pewno wiąże się to z pracą i obowiązkami, które trudniej ogarnąć, w czasie kiedy placówki szkolne są zamknięte, ale też niektórym chodzi zwyczajnie o tak zwany "święty spokój". 


Ja będę zatem w mniejszości. Kończąca się laba smuci mnie jeszcze bardziej niż głównych zainteresowanych. Naprawdę lubię mieć dzieci w domu, lubię ten wolniejszy rytm, to ich spanie do późna, wspólne śniadania, lubię obserwować ich rzeczne przygody i sama przyłączać się od czasu do czasu. Lubię znosić nad rzekę jeszcze ciepłe ciasto albo owoce, nawet wiecznie porozrzucane kąpielówki i ręczniki w głębi serca bardzo mnie cieszą. To jest właśnie święty spokój...


- Caterina szukasz chłopców? - wyłapuje mnie w tłumie babcia Filippo.
- Tak!
- Gdzieś tu są. Ostatni raz byli chyba nad rzeką, są zamaskowani, wyglądają jak z indiańskiego plemienia. 
Idę nad rzekę, szukam, rozglądam się, ale ani widu, ani słychu …
- Ciao Lorenzo! Widziałeś moich chłopców?
Chłopiec otrzepuje stopy i zakłada buty. 
- Tak poszli w stronę domu, właśnie skończyliśmy się bawić. 
Bawić się... Ile dzieci potrafi się jeszcze bawić? To słowo niedługo przestanie istnieć. Będzie tak archaiczne jak waćpan czy kajet. 
Podchodzę pod dom "crespinowych dziadków". Dzieci siedzą na schodach, cała czwórka. Wszyscy wymalowani, z włosem rozwianym, jakby dopiero z wojny wrócili. Kije, plecaki, gołe stopy, buty obok…
O dzieciach, dzieciństwie i przygodach w Crespino pisałam wiele razy, ale wciąż, za każdym razem kiedy jadę po chłopców nacieszyć się nie mogę tą ich radością, tą ich "archaiczną" zabawą. Oby trwała jak najdłużej...


Choć kalendarium imprez wciąż przeładowane, to jednak Noc Czarownic jest trochę taką festą graniczną, chcemy tego czy nie przypomina o tym, że lato się kończy…
Mam wrażenie, że zrobiło się ciszej, że w powietrzu wciąż gorącym lęgnie się tęsknota. Winogrona ciemnieją z dnia na dzień, pola do niedawna złote zamieniają się w paskowane  bruzdami ziemiste połacie, a soczysta zieleń mugellańskich wzgórz, z braku wody zmarniała, i przygasła. Nie jestem gotowa na koniec lata … 

BYĆ GOTOWYM to znaczy ESSERE PRONTO (wym. essere pronto)




1 komentarz:

  1. Cudowne życie, wieczne wakacje.
    Gratuluję i zazdroszczę.
    Dziękuję za codzienne relacje.
    Wczoraj fegatino z twojego przepisu , lepsze niż to jadane wielokrotnie w Toskanii.
    Ja w tym roku Apulia i Bazylikata( październik).
    Już przeczytałam Twoje doświadczenia z tego regionu.
    Eli.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj