poniedziałek, 4 lipca 2016

Wielka przegrana w otoczce pięknej festy - Castagneto in Musica 2016



Kiedy w sobotnie wczesne popołudnie schodziliśmy z kasztanowej ścieżki, po której oprowadzała nas Ricciolina z sąsiednich wzgórz dobiegała już muzyka. Na Sulpiano zaczynała się następna festa - Castagneto in Musica … 
Z pełną świadomością mogę powiedzieć, że to jedna z najładniejszych tutejszych imprez. Już sama naturalna sceneria jest niezwykła, a jeśli dodamy do niej muzykę, doskonałe jedzenie, szklaneczkę wina lub piwa, rozbawione towarzystwo i uśmiech tych, którzy przy jej organizacji pracowali, wrażenia są niezwykłe i na długo pozostają w pamięci.

Uwielbiam wszystkie tutejsze i okoliczne festy ale, Castagneto in Musica jest zdecydowanie w czołówce moich ulubionych. Tegoroczna edycja była wzbogacona o dodatkowe emocje - sportowe. Na polu ustawiono ekran, a przed nim zamiast ławek kostki siana. O 21.00 muzyka w gaju kasztanowym na chwilę zamilkła. Zamiast niej dało się słyszeć okrzyki pełne emocji. I choć mecz skończył się wiadomo jak, to dla mnie pozostanie mimo wszystko niezapomniany. Nie wiem czy jeszcze kiedyś będę miała okazję oglądać Azzurri w tak bajecznych okolicznościach przyrody, przy zachodzie słońca niemożliwie różowym, wśród tak wielkich emocji. Nie wygrali … trudno, marradyjczycy westchnęli po dramatycznych ostatnich minutach i poszli dalej bawić się w kasztanowym gaju …
Oto jak skończyła się sobota. Dotarliśmy do domu po północy, choć impreza trwała dalej. Potrzebny był nam jednak oddech, bowiem niedziela znów hojnie obdarowała nas atrakcjami i tak sobie teraz myślę, że: po pierwsze to, iż człowiek nie ma zdolności bycia w dwóch miejscach na raz lub choć natychmiastowej teleportacji jest wielką niedoskonałością natury, a po drugie nim skończę opowiadać Wam o minionym weekendzie, nastanie następny i zaraz w tym wszystkim zabraknie mi czasu na pisanie o moich ulubionych, najmilszych drobiazgach. Niedziela, o której w następnych dniach napiszę więcej, w skrócie prezentowała się tak: festa golonki, wystawa paleontologiczna i koncert. A gdybym mogła się rozdwoić - pojechałabym jeszcze na festę malinową, do Casetta di Tiara i na festę dzika
To wszystko w jeden weekend na jakiejś tam całkiem "zabitej dechami", nieznanej, a dla mnie najcudowniejszej pod słońcem toskańskiej prowincji! Dobrego tygodnia!!!!
I dla lepszego humoru do kawy, ścieżka dźwiękowa z sobotniego Sulpiano: 
https://www.youtube.com/watch?v=gS0Y1xkUgcs
https://www.youtube.com/watch?v=dltHs_P15tg

Dj - piadina:)
Za dobrym jedzeniem…:)
Dopasowanie Contessy - żebym nie była krasnoludkiem
Zagadka - gdzie są dzieci?
Miłe złego początki!

JAKA SZKODA! to po włosku CHE PECCATO ! (wym. ke pekkato)

2 komentarze:

  1. Klimat jak w filmach Emira Kusturicy :) ... genialnie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Te okrągłe cosie, w pudrze chyba, co to jest? :) Wygląda obłędnie.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj