czwartek, 21 lipca 2016

Nad rzeką, która jest...



- A ty się jej pytałaś o zgodę?
- Kogo? Jaką zgodę?
- No ją!
- Kaczkę??
- No wiesz… fotografujesz ją i dzieci, umieścisz zaraz na blogu, a może sobie nie życzy? - Mikołaj uśmiecha się zadowolony z żartu. 
- Masz rację! Powinnam zapytać! 



- Smutny jestem - uśmiech zaraz znika i oczy robią się szkliste. 
- Dlaczego? 
- No wiesz…
- Bo goście wyjechali?
- Tak.
- Wiem, że ci przykro, ale nie możesz się teraz smucić w nieskończoność. Ciesz się, że mieliście wspólny czas! Popatrz na Tomka, on już zajęty jest swoją zabawą. 



Tomek podnosi wzrok znad figurek.
- Ja się nie smucę, bo ja wiem, że wrócą! 
- O! I takie podejście bardzo mi się podoba!
- Chodźcie zróbmy sobie zdjęcie! Popatrzcie jak nam tu dobrze. Mamy naszą rzekę pod samym domem…





Rano na ogrodzeniu przy moim domu zawisła torba, a w niej książka, literacka broszura z nowościami wydawniczymi i jeszcze mały symboliczny drobiazg. Było też kilka słów, ale te zostawię dla siebie… 
- Jak tylko uporam się z lekcjami, a wy przygotujecie pokój i ogarniecie chaos w domu, pójdziemy nad rzekę i będziemy się tylko lenić - zarządziłam jak generał. - Mam książkę i nie zawaham się jej użyć! 

Jak powiedziałam tak się stało …



Kiedy byłam mała, na wakacje jeździliśmy do naszego skromnego działkowego domu pod Warszawą. To były czasy pięknego dzieciństwa. Moje najmilsze małe wspomnienia. Wymyślaliśmy tysiące zabaw, zawsze mieliśmy tyle pomysłów i fantazji. Pamiętam jak za domem, wzdłuż stromych schodków robiliśmy zoo! Przygotowywaliśmy zagrody z patyczków i kamyków, ustawialiśmy w nich małe plastikowe figurki zwierząt, robiliśmy ścieżki dla zwiedzających, dla dekoracji strumyczki i oczka wodne i drzewka z małych gałązek … Jak wspaniale umieliśmy być dziećmi!



Przypomniałam sobie te nasze zabawy, kiedy chłopcy nad rzekę znieśli cały worek swoich figurek. Rozłożyli się na płaskich kamieniach i zaraz fantazję uwolnili, wymyślając najróżniejsze zabawy, poplątane scenariusze. Może i siadają czasem przed komputerem, czy zapatrzą się w telewizor, ale póki co i oni potrafią być dzieckiem naprawdę. Nie znają słowa "nudzić się" i we wszystkim znajdują inspirację.



Patrzę na tę moją rzekę, słucham szumów, szmerów i szeptów, patrzę na kaczkę z dziećmi i na dwa mosty i przypomina mi się film - Nad rzeką której nie ma. I ja też mogłabym tak zatytułować to nasze biforkowe życie, z jedną tylko zmianą - Nad rzeką, która jest… Bo Lamone jest, tak jak i ja tu jestem … Jestem naprawdę…

NAD RZEKĄ to znaczy AL FIUME (wym. nad rzeką)


7 komentarzy:

  1. Piękny post Kasiu. Cieplutko na serduchu się zrobiło.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fantastyczne chłopaki. To bardzo dobrze, że tak potrafią się bawić. Dziś dzieci coraz mniej bawią się "niczym", a coraz bardziej potrzebują super sprzętu. Wczoraj koleżanka powiedziała mi, że jej syn lat 12 w wakacje ma wolne i robi tylko to, co chce, więc wstaje o 11, je śniadanie (zostawione przez mamę) i siada do komputera. Potem je obiad, czasem wychodzi grać w piłkę (szczęściem należy do jakiegoś klubu, ale wiadomo - wakacje, więc nic nie organizują), a potem wraca i znowu siada do komputera. Kładzie się spać o 1, 2 a nawet 3 w nocy. Słuchałam tej opowieści i pomyślałam sobie, że to straszne, że dziecko mające wolny czas przeznacza go w 90%ach na gry online.

    Ja w tym wieku siedziałam na dworze, a jak nie było pogody to kradłam babci pudła guzików, budowałam z nich miasto, ogrody, z domków z zapałek robiłam sobie chatki, wyznaczałam uliczki i chodniki, i bawiłam się tak cały dzień. :)

    Póki co, mój syn wycina talerze z papieru, robi kanapki z plasteliny i zaprasza mnie do stołu. :) Potrafi przejść 7km ciągiem bez przerwy i nie marudzi. Co mnie cieszy podwójnie, bo jako dziecko z rysem autystycznym miał duże szanse usiąść przed ekranem komputera i dać się wchłonąć przez migające obrazki.

    Niestety mało mamy towarzyszy do takich wycieczek, bo dzieci znajomych po 2km chcą do domu. Jak wybrałam się z kumpelą na wycieczkę do Wisły rok temu, to musiałyśmy skorzystać z wyciągu, bo jej dziecko nie chciało iść 1,5 godziny ani w górę, ani w dół.

    Nic tylko się cieszyć, że dzieciaki potrafią znaleźć sobie zabawę wszędzie, że wychodzą z domu, taplają się w wodzie, odkrywają naturę i tym żyją. Oby jak najdłużej. :)

    Pozdrawiam Was i dziękuję za inspirację.
    W natłoku zdarzeń czasem zapominam jak ważne jest usiąść i przestać gonić. Takie blogi i wpisy jak ten przypominają mi, co jest istotne, a co zupełnie nie.

    Miłego życzę. Łapcie słoneczko i odpoczywajcie, ile się da.
    Ja niestety uciekam na dłużej, bo czeka mnie szpital. Wczoraj szukałam sobie lektury na ten czas i nagle wpadłam na pomysł szalony... Wypożyczyłam włoski dla początkujących. :D Nie wiem czy uda mi się coś przeczytać i posłuchać, bo nie wiem jak będzie ze mną po operacji, ale tak mnie jakoś pani pozytywnie natchnęła, że postanowiłam założyć, że nie idę na ścięcie, tylko mam małą przerwę w życiorysie, ale i tę przerwę jakoś dla siebie wykorzystam. :)

    pozdrawiam i dziękuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kropko trzymamy więc mocno kciuki!! Odzywaj się po powrocie!!!

      Usuń
  3. No cóż "Piccolino" stwierdził ze on bajek po Polsku już dawno nie oglądał więc siedzi i patrzy, ale zainspirowałaś nas i po bajce idzie wieszać pranie :) Chyba w podróży jakoś smutek przepracowali jeszcze raz dziękujęmy za wszystko. Pozdrów Mario
    Piotrek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To my dziękujemy!!! Czas zleciał jak głupi:))) Buziaki dla Sy, Piccolino i Brata:))

      Usuń
  4. Ale przepięknie to wygląda, jestem zachwycona widokiem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. To ,że Twoi chłopcy Kasiu są tak wspaniali , to Twoja zasluga. Pokazujesz im w sposob naturalny jak można cudownie żyć , cieszyć sie z najprostrzych a najważniejszych rzeczy. Nie mówiąc już o relacjach z innymi. Świetnie widac na zdjęciach jak bardzo są ze swojej mamy dumni i jak bardzo Cię kochają. Serdecznie pozdrawiam mame i synków. Marta

    OdpowiedzUsuń

Drukuj