piątek, 22 lipca 2016

Kolejny rok, kolejny czwartek, kolejny "klamot" do kolekcji.



Czwartkowe mercatini ubarwiają od lat letnie wieczory w Marradi. Pisałam o nich już wiele razy i chwaliłam się moimi zdobyczami. To przecież z mercatino przyniosłam oryginalną, pierwszą wersję Risiko, poezje Staffa i mojego ukochanego Terzaniego La fine e' il mio inizio. Od mamy dostałam wyszperane wśród staroci legendarne włoskie wydanie Baśni Andersena i wyciskarkę - zgniataczkę, jakiej włoskie mammy używają do robienia gnocchi. W poprzedni czwartek przyjaciele sprezentowali mi piękną kawiarkę - pół ceramiczną, jakiej nigdy dotąd nie widziałam, a wczoraj natomiast wróciłam do domu z czterema filiżankami i dwoma naczynkami do pinzimonio. 






Dla każdego zawsze coś się znajdzie. Książka, zabawka, torebka, kolczyki, kubek, wazon, lusterko, siekiera, obraz … itd … Oczywiście zakupy są tylko pretekstem, istotą wszystkiego jest znów potrzeba wyjścia z domu i spędzenia czasu wśród ludzi. Jednak mimo tego, żal mi się wczoraj zrobiło, na widok niezapełnionych straganami miejsc. Niestety z każdym rokiem "bancarelli" jest coraz mniej…



Kiedy wczoraj zobaczyłam centrum miasteczka zastawione straganami dosyć luźno i tylko do połowy, przypomniały mi się lata, kiedy czwartkowe wieczory wypełniały  tłumy. 
Na całe szczęście sam plac żyje, jest zawsze głośno i gwarnie, jest muzyka, są lody i spritz, żarty niewybredne dorosłych i hulanki dzieci, wciąż ta sama, nie do podrobienia atmosfera letniego Marradi, która tak mnie kiedyś uwiodła. 
A moje dzieci? Po dwóch latach handlu z mniejszym lub lepszym sukcesem, stwierdzili, że jednak wolą szukać przygód zamiast myśleć o zarobku. Nie sprawdziło się nawet wyznaczanie sobie dyżurów. Zazwyczaj kończyło się tym, że wyprzedawali wszystko pół darmo albo wcześniej zamykali interes, by móc z przyjaciółmi ganiać się w ciemnych zaułkach…


Przed nami weekend pełen atrakcji. Na pewno będę miała dużo zdjęć do pokazania, ale przy tym wszystkim żal mi każdego mijającego dnia. Na myśl o tym, że lipiec chyli się ku końcowi, ściska mnie w gardle. Taka kolej rzeczy… Dobrego weekendu!

WYPEŁNIAĆ to po włosku RIEMPIRE (wym. riempire) 

2 komentarze:

  1. No proszę i masz komplet od nowej kawiarki tylko że rozmiar chyba powinien być mniejszy :) bo wy inaczej kawę pijecie niemniej na poranne latte wydaje się być w sam raz :)
    Piotrek

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie u Ciebie. Zapraszam tez do mnie. Dorota http://sielskachata.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Drukuj