piątek, 20 maja 2016

Moje spojrzenie na Castelnaudary



W ciągu tych dwóch dni grafik był tak napięty, pogoda zupełnie niesprzyjająca spacerom, że prawdziwym cudem jest to, iż znalazłam chwilkę by z chłopcami do miasta wyskoczyć i ciut bliżej poznać bliźniacze miasto Marradi. 



Szczerze przyznam, że podróż ta utwierdziła mnie w przekonaniu, że Italia nie ma sobie równych, mimo iż wcześniej starałam się obiektywnie południowe kraje stawiać w jednym rzędzie, teraz te moje sądy nieco weryfikuję. Francja ma piękne miejsca, zachwyca na pewno Prowansja, francuskie wybrzeże i góry, ale jednak Italia stoi ponad tym wszystkim...   



Nie byłabym jednak sobą, gdybym we wszystkim nie dopatrywała się piękna. I choć Castelnaudary być może według statystycznego turysty niczym szczególnym się nie wyróżnia, nie nęci z daleka jak leżące w pobliżu Carcassonne czy inne sławne miejsca, to jednak przy odrobinie wrażliwości i uwagi, można je docenić, można się nim zauroczyć. Może jego sekret tkwi właśnie w tym, że jest skromne, na uboczu i przed nikim się nie puszy, tak jak Marradi, którego urok nie dla każdego będzie oczywisty.



Castelnaudary przeszliśmy pobieżnie, można wręcz rzec - przebiegliśmy, zerkając co chwilę na zegarek, bo oczywiście czas naglił. W przelocie zatrzymywałam wzrok na kolorowych okiennicach, fantazyjnych kołatkach, drzwiach, murach i gołębiach, których trzepot skrzydeł niósł się po ciasnych uliczkach…

- Podoba ci się mamusiu? - podpytywali chłopcy.
- A to okno sfotografowałaś?
- A tamtej okiennicy zrobiłaś zdjęcie?  


Mam jeszcze kilka różnych przemyśleń, ale te zachowam na inny raz. Niech tutaj zostaną tylko impresje z miasteczka. 
Ta podróż była niezwykłym doświadczeniem socjologicznym. Miałam okazję obserwować spotkanie dwóch kultur, niby tak podobnych, ale jednak przy bliższym poznaniu tak różnych i sama muszę przyznać, że dopiero po tych dniach we Francji dotarło do mnie jak bardzo się "zwłoszczyłam". I choć pewnie znów ktoś powie, że jestem bardziej włoska niż Włosi, to nie mam zamiaru się tym przejmować. Żyję tak jak lubię, nasiąkając włoskimi zwyczajami, przyzwyczajeniami, których już za nic w świecie nie mam zamiaru porzucić!


WCHŁANIAĆ, NASIĄKAĆ to znaczy ASSORBIRE (wym. assorbire)

4 komentarze:

  1. Bajeczne zdjęcia i przepiękne miejsca :)- aż chce się tam pojechać i niespiesznym krokiem spacerować po tych wszystkich wąskich uliczkach podziwiając fasady domów, okiennice i chłonąc miejscową kulturę. Pozdrawiam, Karolina

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki, Kasiu, za ten kawałek nowej kultury.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bajeczni faceci jak na moj gust... :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że bardzo by mi się tam podobało. Dużo podróżuje, ale zawsze staram się omijać "główne atrakcje" i mega zatłoczone miejsca, gdzie każdy turysta ma wszystko podane na tacy. Castelnaudary wydaje się być uroczym i autentycznym francuskim miasteczkiem. Kocham "gubić się" w takich malowniczych uliczkach:)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj