poniedziałek, 9 maja 2016

Moje spełnienia



To był intensywny weekend, inny od poprzednich. Mogę powiedzieć, że oto rozpoczął się mój pierwszy, prawdziwy w pełni turystyczny sezon. Ktoś przyjeżdżał, wyjeżdżał, przedłużał pobyt, rozmawialiśmy do północy, piliśmy wino, spacerowaliśmy, jedliśmy pizzę, odwiedzaliśmy starych znajomych. Znalazłam nawet czas, by dokupić do ogródka ostatnie sadzonki, a w niedzielę dzieci mnie wyściskały i w deszczu biegały po kwiaty.   



To jest właśnie to, co naprawdę lubię robić. Paradoksalnie na początku istnienia bloga pisałam o Marradi "M". Wtedy jeszcze nie chciałam, żeby ktokolwiek je odkrył, ale też nie miałam zielonego pojęcia o tym, jak moje najbliższe losy się potoczą. Życie zaskoczyło. Pozytywnie.
Chciałabym żeby ludzie zobaczyli Marradi i okolice moimi oczami, żeby zwabieni słowami i zdjęciami, wstępując w te strony zaczynali tęsknić jeszcze przed odjazdem. Żeby wywozili ze sobą najsłodsze, najmilsze wspomnienia i mówili - "chcę tu wrócić". 
Jestem świadoma tego, że Marradi nie jest mniejszą Sieną czy San Gimignano, a Mugello to nie pocztówkowe Chianti, tym większa jest zatem satysfakcja, kiedy "moi" turyści zwabieni przeze mnie, jak żeglarze syrenim śpiewem, spacerują z uśmiechem, głowę zadzierają, kamykiem, kwiatkiem portykiem, zachwycają się tak jak ja.  
Kolejny też raz uświadamiam sobie jak blog ubogacił moje życie. To już trzeci raz w tym tygodniu wirtualne życie przechodzi do realnego świata. Niezwykłe. Dziękuję.
Oto kilka naszych weekendowych impresji:

Odjazd
Mój najmłodszy turysta i jego pierwsza pizza:)
Pierwsze włoskie lody
Wieczór w Palazzuolo sul Senio
Odwiedzamy starych przyjaciół...

INTENSYWNY to znaczy INTENSO (wym. intenso)

1 komentarz:

  1. Trzymalam Orte San Giulio 10 lat w tajemnicy...Teraz tez sie dziele...Buziaczki Kasia!

    OdpowiedzUsuń

Drukuj