niedziela, 13 grudnia 2015

Przegonić zmęczenie


Och! Jakie my mieliśmy ambitne plany na sobotę! No dobrze, doprecyzuję - to ja miałam plany. Plecak, a w nim kanapki, wygodne buty, aparat i fruuu ... Niestety okazało się, że narzucony chłopcom obowiązek doprowadzenia stajni Augiasza do ładu, co można podciągnąć pewnie pod wyzysk nieletnich, skutecznie odarł ich z sił i chęci uczestniczenia w górskich wyprawach. Szczerze mówiąc, po obiedzie, po porcji gorącej ribollity, nawet ze mnie wszelka energia podstępnie wyparowała.



- To gdzie idziemy?
- A musimy?
- Nie musimy, ale chcemy. Taka ładna pogoda.
- No to gdzie?
- Sama nie wiem...
- W Campigno pewnie pada śnieg.
- Co ty mówisz, to tylko wyjątkowo ponura chmura zawisła nad wzgórzami.
- No to gdzie?
- Przed siebie.
- Mówiąc przed siebie z naszej perspektywy, jesteś bardzo nieprecyzyjny. Możemy iść w stronę Crespino i do Castellone i do Campigno i do Marradi...
- Ja mówię dokładnie przed siebie, czyli można iść tylko w jedną stronę...
- Oj, nie filozofuj! To co? Chcecie iść do ... Marradi? Na lody?




Grunt to dobra motywacja! A lody... sezon na lody w Italii nigdy się nie kończy. 
Poszliśmy więc wolniutkim krokiem do miasteczka, ciesząc się po drodze słońcem rozlewającym się na kolorowych fasadach domów i niebem lazurowym nad głową. Chłopcy na dwa głosy uprzyjemniali mi czas podśpiewując świątecznie, milknąc tylko na chwilę  ilekroć mijał nas inny spacerowicz.  




Bardzo potrzebowałam i wciąż potrzebuję gór, bardzo, ale wczoraj kiedy nie znalazłam w sobie sił, by przebierać nogami, zrozumiałam, że wyczerpały mi się baterie... Są dni, kiedy czuję, że mogę sama te góry przenosić, nawet kiedy nie jest łatwo. Ale są też takie, kiedy ulatuje ze mnie wszystko i nic nie umiem z tym zrobić. Nie umiem też sama przed sobą przyznać, że nie jestem cyborgiem, a tylko człowiekiem, który ma prawo tak po prostu się zmęczyć. 




Patrzyłam na ludzi uśmiechniętych, na piękno dookoła, na dzieci rozkładające ręce jak ptaki skrzydła do lotu i starałam się znów tchnąć odrobinę życia do tej mojej zmęczonej głowy. Pokręciliśmy się po placu, popatrzyliśmy z mostu na rzekę, zrobiliśmy trochę zdjęć, chłopcy zjedli obiecane lody, a potem zmienił się wiatr, popołudniowe słońce osłabło i chłód zakradający się powoli, zmusił nas do przyspieszenia kroku. - Zjem sobie panettone - pomyślałam - panettone też jest dobre na wszystko. Kominek, kieliszek wina i aromatyczna baba. Chwilę odpocznę...  
Spokojnej niedzieli dla Was.


Pytanie za 100 punktów - sobotni wieczór filmowy spędziliśmy przy filmie.....?

UMANO to znaczy LUDZKI (wym. umano)

5 komentarzy:

  1. Kasiu, jeszcze trochę i zacznie dnia przybywać czyli będzie bliżej wiosny i przemęczenie zniknie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę,że obejrzałaś "TITANIC" Kasiu !

    Lucyna S.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie wyglądacie. Uśmiechnięci, w promieniach słońca, aż mi się buzia sama rozpłynęła w uśmiechu.
    Pozdrowienia Kasiu
    Asia z Oliwy

    OdpowiedzUsuń

Drukuj