środa, 30 grudnia 2015

Ceramiczna stolica



Kogo z turystów w ogóle interesuje Romagna? A Faenza?A co to w ogóle jest? Zjazd z autostrady na Florencję 40 kilometrów za Bologną? A ten odór to skąd? - Tak można podsumować mało znane miasto Romagnii, słuchając opinii innych i opierając się tylko na żelaznych punktach przewodników. Nawet wikipedia polska kpi sobie z tego - jakby nie patrzeć - pięknego miasteczka. Ludność, miasta partnerskie, Rzymianie, bla bla bla, telegraficzny, encyklopedyczny bełkot i tyle. Ani słowa, które w jakikolwiek sposób zachęciłoby do odwiedzenia Faenzy. Zatem dziś, po raz kolejny ja podejmę się tego zadania. 



Już kiedyś o Faenzy opowiadałam, ale ponieważ za chwilę blog będzie świętował 4 lata  istnienia, od treści napęczniał i na pewno nie wszyscy nowi Czytelnicy zagłębiali się w archiwum, zatem znów kilka słów pozwolę sobie napisać. Może to sprawi, że zmodyfikujecie wasze wakacyjne ścieżki. Jak wspominałam kilka dni temu, to właśnie Faenza stała się tłem naszego świątecznego spaceru i rozbudziło to we mnie apetyt na bliższe poznanie jej.



Faenza znajduje się raptem jeden kilometr od autostrady adriatyckiej. Rzeczywiście pierwszym przykrym doznaniem będzie niestety upiorny zapach, dochodzący z pobliskiej destylarni. Jeśli Wam powiem, że tam produkowana jest między innymi grappa, to pewnie odechce się jej Wam raz na zawsze. Odorek Faenzy jest dosyć sławny i stał się już nawet przedmiotem żartów. 
Jednak trzeba być sprawiedliwym i wyjaśnić, że fabryka znajduje się bliżej autostrady i do centrum miasta wątpliwe aromaty nie docierają.  



Wszyscy znają słowo fajans - określające ceramiczne wyroby, ale pewnie nieliczni wiedzą, że słowo to pochodzi właśnie od nazwy miasta Faenza, która od wieków już znana jest z wyrobów ceramicznych - słynne maioliche. Poza fabryką produkującą płytki i inne artykuły do wykończenia domu, miasto zwłaszcza jego centrum pełne są małych zakładów rzemieślniczych, w których można kupić prawdziwe cudeńka. Kiedy i ja doczekam się kamiennego domu, jedną z pierwszych rzeczy będzie - co typowe tutaj - ceramiczna Madonna wkomponowana w mury. Prywatne Botteghi w centrum Faenzy pełne są kolorowych naczyń, obrazów i innych zachwycających przedmiotów. 





W poszukiwaniu szopek zaszyliśmy się w plątaninie wąskich uliczek, w których jedna witryna piękniejsza była od drugiej. Przystanęliśmy na dłużej przed jedną z nich, a wtedy starszy mężczyzna otworzył drzwi i zaprosił nas do środka. Artystyczne studio było pracownią jego dziewięcioletniego syna, który mimo tak młodego wieku już cuda stworzył i doceniony został za granicą. Starszy człowiek z dumą prezentował zdjęcia małoletniego artysty z pobytu w Japonii, na którym w geście uznania konsul ściska jego dłoń. Obdarowaliśmy wzruszonego ojca komplementami, pooglądaliśmy ceramiczne cuda i ruszyliśmy dalej. 


- Faenza, gdyby nie to przez kogo jest zamieszkała, byłaby całkiem uroczym miastem - przyznał Mario, który spędza tam każdą noc i widzi zwykle jej ciemną stronę.
- Faenza jest piękna. Ja to wiem od dawna. Powinieneś niektóre miejsca zobaczyć moimi oczami. Moje spojrzenia wciąż pełne są zachwytu. 


Poszukiwanie szopek, a potem coraz silniejszy apetyt na rostbef przynagliły nas do skrócenia spaceru. Wiem jednak, że wkrótce znów tam wrócę, nie po zakupy, nie w małych sprawach, ale by odkrywać to, co wciąż jest dla mnie tajemnicą. Ceramiczna stolica kryje ich jeszcze wiele, sami się przekonajcie.   

POSZUKIWANIE to po włosku RICERCA (wym. riczerka)

8 komentarzy:

  1. Kasiu czy na którymś zdjęciu są rzeczy które wykonuje 9-latek? Niesamowite!
    Asia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jako pierwszą zecz,to kup sobie biblie,nie rob sobie swiatkow...bog i wiara jest w sercu,a praca jest modlitwą...faktycznie cos tu ciasno sie robi...czas na zmiany...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ciasno to nikt nikogo nie trzyma na siłe, reszty nawet nie będę komentować...

      Usuń
  3. Kasiu urzeklo mnie twoje pierwsze zdjecie! Wiesz, byloby fajnie zrobic to samo ujecie o zmierzchu bo widac, ze drzewo jest podlaczone ze swiatlami. Piekne! Szczesliwego Nowego Roku! Toast za wasza przyszlosc wzniose. Watka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, ale nie mieliśmy już czasu czekać do zmroku:) Dziękuję za życzenia i Tobie też samych pomyślności!

      Usuń
  4. Kasiula,złosc pieknosci szkodzi:)...zobacz,tyrasz 4 łata i nic praktycznie z niego nie masz,a to przecierz pochlania Ci tyle czasu i energii jak praca na etacie...chcialem tylko powiedziec ze czas prowadzic bloga zarabiajacego.Prosze zobaczyc jak taka Kasia Tusk...czy jej potrzebne byly by pieniadze,a jedzie konkretnie,typowo zarabiajacy blog. http://www.makelifeeasier.pl/
    Wszystkiego dobrego w nowym roku 2016,kreatywnosci i sukcesow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja się absolutnie nie złoszczę. A co do bloga...
      Zaczęlam go pisać, bez myśli o profitach a z potrzeby serca (jakkolwiek górnolotnie to zabrzmi), z czasem pojawiły się od czytelników pierwsze miłe wiadomości, wzruszające listy, ciepłe i szczere słowa i jeśli ktoś pisze, że chwila na moim blogu jest jego ulubioną porą dnia, że dałam komuś nadzieję, wiarę w to, że marzenia, nawet wtedy jak jest ciężko, mogą się spełnić, że ktoś odnalazł w sobie optymizm, sens ... A zatem nie powiedzialabym, że nic z tego nie mam. To ogromna satysfakcja i prawdziwa nagroda, móc choć przez chwilę uszczęśliwić innych. Może jestem idealistką, może się zestarzeję przed tym komputerem, ale zawsze powtarzam, że jeśli choć jedna osoba będzie wstępowała do Domu z Kamienia po odrobinę ciepła i uśmiechu, to będę pisać dalej. Za życzenia bardzo dziękuję i Tobie również życzę pomyślności w nowym roku.

      Usuń
  5. Ja juz tak na koniec,zeby sie nie w mądrzać zacytuje jedna z koleżanek,Bloger to dzisiaj zawód - czy się to komuś podoba czy nie - a na tym się zarabia. Jeśli ktoś nie chce, nie musi tego robić. Wolontariat też istnieje. Dla mnie rozwiązaniem idealnym jest łączenie pasji z zarabianiem na niej. Wiele osób skrycie o tym marzy. Czyż nie?,,

    OdpowiedzUsuń

Drukuj