sobota, 14 listopada 2015

To i tamto.


Miałam być dziś w Rzymie, ale niestety nie będę. Z wielkim żalem musiałam mój wyjazd odwołać, choć przyznam, że kiedy dziś rano przeczytałam tragiczne wieści z Paryża, to mój żal nieco zelżał i pomyślałam - nie tak źle, że zostałam na tej mojej cichej prowincji z dala od chaosu wielkiego świata. 
Poza tym weekend zapowiada się intensywny, mam nadzieję, że bogaty będzie w pozytywne wrażenia i pozwoli mi na chwilę zwolnić bieg. Plan jest przepełniony, ale by nie zapeszać szczegółów nie zdradzę. W każdym razie mam zamiar zwiedzić nowe miasteczko, wpaść na festę owocową w pobliżu Marradi, pójść na górski spacer, ugotować coś dobrego i oczywiście trochę popisać. 
Chciałam przy okazji podziękować Wam za tak wiele dobrych słów, które napisaliście tu i w prywatnych wiadomościach. To przywraca mi wiarę w ludzi i w to, że na świecie jest jeszcze sporo dobrego. Ostatnie dwa tygodnie, nie były łatwe. Poza tym zmęczenie zaczęło poważnie dawać o sobie znać i podcięło mi skrzydła. I właśnie w takich kiepskich momentach jak klosz opadają na mnie wyrazy sympatii chroniąc przed smutkiem, złością i pesymizmem. 
Wychodzę z domu ze zwieszoną głową, a tu z daleka macha sąsiad i pozdrawia mnie, okraszając głośne ciao wylewnym komplementem. Starszy Pan przywraca mi uśmiech...
 Siadam do pracy, do komputera, wzrok mi się zamazuje i nie wiem czy ze zmęczenia, czy od łez, które napływają w chwili słabości, a tu nagle wyskakuje wiadomość, że jutro na pewno będzie dobry dzień, bo przecież jest lekcja włoskiego. I już mi się ciepło robi na sercu, bo dla kogoś momenty spędzone na nauce włoskiego są miłym akcentem w ciągu dnia...
Mail powiadamia mnie o nowej wiadomości - na którą odpisać muszę natychmiast, bo jestem tak wzruszona, że słowa nie mogą czekać. Okazuje się, że nie zawsze przemykam niezauważona... 
Drobiazgi, ale właśnie one kolorują zwykłe dni. To one pomagają dźwignąć się znów wysoko górę, kiedy ramiona od problemów robią się cieżkie jak ołów. Bardzo Wam dziękuję i życzę wspaniałej soboty, a sama dopijam kawę, wstawiam ciasto i rozwijam czerwony dywan, bo goście są już blisko ...

SERCE to po włosku CUORE (wym. kłore)

4 komentarze:

  1. Dobrej soboty. A o.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudownie! aż przechodzą ciarki czytając Twoje wpisy. Podróże wydają się często nieosiągalne, a Tobie przychodzi mieszkać w Toskanii, to piękne:)

    Pozdrawiam,
    Klik

    OdpowiedzUsuń
  3. Ma się bardzo pozytywne uczucie po przeczytaniu tego postu! :)
    Miłego weekendu!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jesteśmy z Tobą. Wiesz, myślę, wiem - że i nam robi się ciepło czytając Twoje wpisy, widząc jak wiele robisz. Pozdrawiam. M

    OdpowiedzUsuń

Drukuj