wtorek, 3 listopada 2015

Ja i one to jedno


Tak mi nagle niebo nad głową spochmurniało ... 
A przecież w górze czysty, niczym niezakłócony lazur, na tle którego rdzawości i złoto aż w oczy rażą. Takie piękne jest teraz Mugello przystrojone w pstrokate fatałaszki. Zachwycające i czarujące. Staram się więc tymi jego kolorami nasączyć moje myśli ponure. Staram się znaleźć siłę w zżółkniętych bukach, w niekończącym się morzu apenińskich pagórków, staram się... 




Chcę zobaczyć sąsiednią dolinę, chcę stanąć na kopcu tak jak sześć lat temu i pooddychać głęboko. Jadę w stronę Sambuki, a tam, tuż za granicą gminy Marradi, nagle - ku mojemu zaskoczeniu - kolory znikają. Tutaj wystarczy przejechać kilka kilometrów, by znaleźć się w zupełnie innym klimacie, to wiem nie od dziś. Teraz widać, że w dolinie Senio jest już po jesiennym balu. Wszystko śpi, spowite w szarości, ciche, ale wciąż jednak tak samo zachwycające.


Kiedyś stałam tu tak samo zauroczona, ale wtedy bez świadomości, bez znajomości, bez wiedzy na co patrzę, co mam u stóp. Teraz wiem wszystko - tam Palazzuolo, Marradi bardziej na prawo, dokładnie na wprost Campanara, ciut niżej Piedimonte, choć z tej perspektywy kościoła nie widać, na lewo przy dobrej pogodzie dostrzec można szczyty apuańskie. Stopiłam się w jedno z tym miejscem. Zostawiłam część siebie na każdej ścieżce, którą przeszłam, to wszystko jest we mnie, nasiąkłam tym, jak sucha ziemia wiosennym deszczem. Ja i mugellańskie góry jesteśmy już w jedno stopione...


Muszę mieć plan, muszę wiedzieć, że są przede mną nowe drogi do przejścia, inne perspektywy, nieuchwycone jeszcze kadry. Są, a jakże! Oto one... Jedno zdjęcie, drugie, szybki spacer palcem po mapie, kalkulacja czasu. Gdyby nie wiatr, nieodpowiedni strój i dzieci zmęczone po wieczornych szaleństwach wyruszyłabym natychmiast. Śledzę plątaninę szlaków i notuję w głowie plan na najbliższy czas. Zacznę od Diacci...


A tymczasem wracam do domu, znów tą samą serpentyną, przez Casaglię maleńką. 


A w Casaglii ku mojemu zaskoczeniu, w osadzie już niemal wymarłej, życie tętni, samochodów cały parking i co ważniejsze - drzwi zaryglowane wiecznie na głucho, teraz znajduję otwarte ... 


W środku skromnie i całkiem młodo, jak na toskańskie warunki. Ileż może mieć lat? Dwieście? Co to jest na tle tysiącletnich pieve
Kilka zdjęć na pamiątkę otwartch drzwi i zaraz do domu, bo zimny wiatr znów wdziera się pod ubranie, już mi się chce do zapalonego kominka, do kasztanów pieczonych, już myśli choć trochę ukołysane.


KOŁYSAĆ to znaczy DONDOLARE (wym. dondolare)

2 komentarze:

  1. Jak też to Twoje Mugello podobne do moich ukochanych Karkonoszy! Tak samo pięknie zielenieją na wiosnę, tak samo pięknie przebarwiają się jesienią. Pozdrawiam. Hanka

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepiękne są te jesienne widoki, zapierają dech w piersiach :) Uwielbiam w tej porze roku wybierać się na długie spacery i dokumentować wszystko co dookoła, to naprawde robi wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj