piątek, 27 listopada 2015

Łagodność


Ogołocone z zieleni, brunatne, prawie niedostępne... Z ostrym wiatrem goniącym po graniach, przyginającym do ziemi karłowate dęby i sosny. Z niebem w górze spochmurniałym, naburmuszonym i ciężkim od śniegu. Z tym wszystkim co wizerunek oczernia, wciąż jednak tak kojące, tak wspaniałe. Jest w tych moich toskańskich Apeninach jakaś łagodność, coś czego dokładnie zdefiniować nie umiem, coś co mimo upływu lat, wciąż się nie zmieniło. Mogę stać i patrzeć i patrzeć bez końca, czując jak w gardle ściska, jak myśli, te złe, gdzieś odpływają.


To miał być kolejny spacer z Pierwszą Damą, tym razem w poszukiwaniu jeszcze wspanialszych rarytasów, ale ... Na 365 dni w roku, akurat 26 listopada, od .... do .... droga była zamknięta z powodu robót! A to nie jest jakaś tam droga prowincjonalna, czy superstrada, ot zwykła kostropato - asfaltowa droga, która, jak wiele jej podobnych, gdzieś tam się w końcu urywa. Mario zaklął soczyście, natomiast naszego przyjaciela - przewodnika, sytuacja tak rozśmieszyła, że jak się zaczął w głos śmiać, to zaraz udzieliło się wszystkim. Śmiechom nie było końca! Zawróciliśmy pokornie i pojechaliśmy w inne miejsce, ale koniec końców i tak zbierania nie było, Pani Obama wysiadła z samochodu jedynie, by zaczerpnąć powietrza. 

Kiedyś nauczę się każdego centymetra na pamięć...

Mimo pokrzyżowanych planów, mimo zamkniętej drogi i śniegu, który potem ograniczył nas w działaniach, to była wspaniała wycieczka. Mogę dopisać do mojej listy kolejne nieprawdopodobnie piękne miejsce. Odkryta przestrzeń ponad górami, z widokiem na Sambucę, Gamberaldi, z nieskończonością szczytów u stóp. Choć zimny wiatr bezlitośnie smagał biczem, wcale nie chciało mi się wracać. Widziałam zwierzęta w stadach - koziołki, jelenie i muflony, widziałam drogę do Susiniany, widziałam stare i nowe. Zmarznięci, przegnani wiatrem do samochodu, zjedliśmy z apetytem słodkie girelle z rodzynkami, a mnie znów udzieliła się pogoda ducha jaką kipi Giancarlo. Widoki, jego nieschodzący z twarzy uśmiech, natura i górska cisza sprawiły, że wróciłam do domu lżejsza o kilka trosk.  


RENDERE - to znaczy UCZYNIĆ  (wym. rendere)

2 komentarze:

  1. Piękna wycieczka!
    Jak ja tęsknię za górami...

    OdpowiedzUsuń
  2. A gdzie Obama?
    Mieczysław Grunzmann Żyd,mieszkający niedaleko...

    OdpowiedzUsuń

Drukuj