niedziela, 18 października 2015

Do miasta na "G" - odcinek 1


- Mam kolejny pomysł na wypad. P mi poleciła, że ładnie, że tobie się będzie podobać, że zdjęć narobisz.
- Gdzie?
- G ... . Znasz?
- Nazwę słyszałam, ale nie znam, zaraz sobie "wyguglam".
Google pokazuje mi przepiękne obrazki. Chcę jechać, najlepiej natychmiast, ale natychmiast to prawie nic się nie da. Na szczęście nie muszę długo czekać i dwa tygodnie po obejrzeniu zdjęć pakujemy do samochodu czerowny koszyk i ruszamy na południe. 
Ponieważ dyskusji o tym, którą wybrać drogę było wiele, pytam więc jaka jest ostateczna decyzja.
- Jedziemy autostradą i zjeżdżamy w Fano. 
- Na pewno nie lepsza jest superstrada od Ceseny na Rzym?
- Nie, P mówiła, że cała rozkopana. Ta może i dłuższa, ale przynajmniej zobaczymy coś nowego! 
- Zobaczymy coś nowego ... hmmm - myślę sobie - na autostradzie to wcale nie łatwe - ale nic nie mówię, tylko cieszę się podróżą, bo dzień jest wymarzony. Za oknami miga krajobraz bajkowy, najpierw Romagna, potem Marche. Zakochać się można! Autostrada jest niemal pusta. Pytają mnie często Czytelnicy, kiedy jest dobry czas na podróż do Italii. Niech zdjęcia z tej wycieczki, którą opowiem w kilku odcinkach, będą najlepszą odpowiedzią.  


Mkniemy autostradą, a GPS z uporem maniaka przy każdym wyjściu prosi nas o zjechanie. Po czym od nowa robi kalkulację czasu. Znów się dopytuję, czy to aby na pewno był słuszny wybór. 
- To zaraz za Rimini. 
Jedziemy i jedziemy, aż w końcu widać wyczekany zjazd. Tak zaraz to wcale nie było, ale najważniejsze, że jesteśmy na dobrej drodze. 


Humory dopisują. Chłopcy znów zacierają ręce, na myśl o tym, że może się zgubimy. Wspominamy naszą wielką wyprawę do Dozzy i żartujemy, że dotarliśmy wtedy prawie do Mediolanu.
- A tak całkiem poważnie - uwaga! nie mamy mapy, gps z każdym kilometrem podważa swoją wiarygodność, a jedyne wskazówki, gdzie jechać to notatki Mario spisane na jakimś świstku papieru - dziś mamy naprawdę duże szanse żeby dotrzeć do Rzymu. 
- Hura! 
- Chłopcy jeszcze nigdy nie byli w Rzymie - tłumaczę Mario okrzyki radości na tylnym siedzeniu.

Miała być dobra droga, bez robót:) 


Jedziemy według wątpliwych notatek, ale coraz częściej zamiast żartów wyrywają nam się okrzyki zachwytu. Jest nieprawdopodobnie, a ja zastanawiam się w głębi serca, dlaczego pewne regiony są wypromowane turystycznie, a inne nie. Marche ... w niczym nie ustępuje Toskanii, wierzcie mi! Nie skażone tandetą, naturalnie piękne, z zachwycającą architekturą i jeszcze wspanialszą naturą. Kocham moje Mugello i dla mnie jest bez wątpienia najpiękniejszym miejscem w Italii, ale gdybym miała porównać tą "znaną" Toskanię i region, przez który właśnie przejeżdżamy, to hmmm ... Domyślcie się sami.
- Aaaa jak ładnie! - wyrywa mi się nagle. 
- Zatrzymujemy się! 


Przedziwne zabudowania, rzeka opadająca kaskadami, kamienny most, zadbane domki - taki widok mamy z drogi. Natychmiast zjeżdżamy w pierwszą uliczkę i wyskakujemy z samochodu gotowi do poznania nowego miejsca, którego nie było nawet w planach. Szczerze mówiąc, nie wiemy nawet gdzie jesteśmy... 


Zatrzymujemy się na moście, zaglądamy w każdy zaułek, wstępujemy do kościoła, a buzie mamy rozdziawione jak japońscy turyści przed Duomo we Florencji. 
- Ale ładnie!
- Ślicznie! 
- Mi piace! Mi piace! Mi piace!!!


Miasteczko kolorów i kamienia. Kamień przeplatany z cegłą. Kolory fantazyjne, dbałość o detale. Wszystko jednocześnie skromne, niemal miniaturowe. I te drzwi... Jedne ładniejsze od drugich. 


- A może zapytamy kogoś, gdzie jesteśmy? - proponuję w końcu, kiedy zataczamy pętlę i kierujemy się znów w stronę mostu. 
Mario niewiele myśląc, zaczepia pierwszego mijającego nas przechodnia...
- Jesteście w Fermignano - odpowiada zagadnięty mężczyzna - w miejscu urodzenia Bramante - dodaje zaraz z dumą, po czym przystaje i gestem zaprasza nas do lokalu, który znajduje się za jego plecami. 
Ludzie - największy urok podróżowania! Oto kogo całkiem przypadkiem zaczepiliśmy - kierownika miejskiego biura informacji turystycznej i promocji miasta! To się nazywa mieć szczęście!!!  
- Chcecie zobaczyć kolekcję żab? - zwrocił się do chłopców z serdecznym uśmiechem. 
W małej salce znajdowała się gablota pełna figurek, różnej wielkości, z różnego materiału, z najodleglejszych nawet stron świata! 
- Zaraz po wielkanocy organizujemy co roku Il Palio della Rana...
- Przyjedziemy? - pytają mnie chłopcy błagalnym głosem. - Prosimy!
- Postaramy się - sama szczerze mówiąc mam szaloną ochotę zobaczyć takie wydarzenie. Mam nadzieję, że nam się uda. 
Przemiły człowiek obdarowuje nas hojnie lokalnymi ulotkami i prospektami, tłumaczy gdzie i co zobaczyć. 
- Jedziemy do G... i szczerze mówiąc trafiliśmy tu zupełnie przypadkiem. Cały czas mylimy drogę, bo nasz GPS chyba się przegrzał. Tym razem wyszło nam to na dobre. Wspaniałe jest wasze Fermignano! 
Żegnamy się serdecznie, raz jeszcze dziękujemy za pomoc i ruszamy w kierunku samochodu, nie ustając po drodze w zachwytach.  


- Czy możemy teraz zjeść? - chłopcy patrzą tęsknie na czerwony koszyk.
- Nie, obiad ma być w miejscu panoramicznym, wśród natury i przeczucie mi podpowiada, że wkrótce takie znajdziemy. 
CDN...


ŻABA to po włosku RANA jak widać na załączonych obrazkach. (wym. rana)

2 komentarze:

  1. Naprawde przepiekne zdjecia .Pozdrawiam Alicja

    OdpowiedzUsuń
  2. Co jest też wspaniałe w tym miejscu, że we Włoszech często spotykamy coś niezwykłego, więc nie ma tam tylu turystów! :)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj