niedziela, 23 sierpnia 2015

Najbarwniejsza marradyjska noc w roku


To już nasza piąta noc czarownic, więc cóż nowego mogłabym napisać?? Że było fenomenalnie? Że kostiumy, wykonanie, kreatywność, zaangażowanie mieszkańców znów odebrały mi mowę? Trudno - muszę się powtarzać! Już w ciągu dnia patrząc na prace przygotowawcze, na montowanie dekoracji byłam pod wrażeniem. Nikt mi nie powie, że podobne rzeczy, na tak wysokim poziomie, mogłyby dziać się w polskim trzytysięcznym miasteczku! Z pasją, z miłością, z fantazją bez granic, bez myślenia o tzw. "obciachu", nikt się nie wylamuje. Każdy zaułek, każda witryna, każdy metr kwadratowy miasteczka były odpowiednio przygotowane do imprezy. Pomysłowość, jeśli chodzi o stroje, zadziwiała. Marradyjczycy - chylę czoła! Jesteście niesamowici! 
A pisania wystarczy - zdjęcia mówią same za siebie!

Skrajności w rodzinie:)
Warzywniak u Martiny, zamienił się w piekło!
Anioły i demony!
W zaułkach czają się strachy
Diablę wtulone
Niebo
Ognie piekielne
Rejs tylko w jedną stronę
Upadły anioł
Nie wiem kto wygrał konkurs na stylizację. Dla mnie zwyciązcą jest Giulio - anioł po przejściach! Na plecach wielka rana i sterczące dwa pióra.
4 dj-ów, a oto stanowisko jednego z nich



Jak zawsze o północy
Wiedźma płonie na stosie


I jeszcze my na dokładkę. Mikołaj - powtórka z karnawału, demon stylizowany na Jokera, Tomek - mroczny bohater jednej z toskańskich legend, ja - lepiej nie mówić - anioł skrzyżowany z diabłem, przebrany za motyla. 
  

SPAVENTARE to znaczy PRZERAŻAĆ (wym. spawentare)

8 komentarzy:

  1. Bello. Skrajność w rodzinie piękne zdjęcie i jakie z życia wzięte. :):)

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że w Polsce nie byłby problem z przygotowaniem takiej imprezy, lecz oburzenie większości mieszkańców jej tematem :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polacy, którzy widzieli spektakl, również przytakują, że w pl byłoby trudno. Nie mamy dystansu do siebie i do reszty świata. Trudno mi sobie wyobrazić "panią z poczty" albo z warzywniaka, która skacze po placu głównym w gorsecie i nie przejmuje się co powiedzą inni. Tu nikt nawet nie ma takich myśli, bo im bardziej wariacko tym lepiej. A tematem - znów kwestia dystansu, to legenda, mit, festa i nie ma co dorabiać ideologii.

      Usuń
  3. W sumie tego... milych masz sasiadow... :-)))))) Kasia praska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem trochę hałasują, ale da się wytrzymać:) Za dnia wyglądają bardziej przyjaźnie:)

      Usuń
  4. Też mieszkam w małym miasteczku, ok. 3 tysięcznym. Z ręką na sercu przysięgam, że u nas to nie jest możliwe. Z trudem udaje się coś zorganizować (festyn, dożynki piknik), ale oczywiście bez udziału mieszkańców. Najlepiej, jak zorganizuje to ośrodek kultury, czy urząd i koniecznie muszą być nagrody, albo darmowe trunki, gadżety, jedzenie. Inaczej klapa. Od biedy są sponsorzy, na zasadzie: e tam, dam coś i niech spadają. I tego właśnie, o czym piszesz - oprócz pogody, widoków, odwagi, urody, uśmiechu, życzliwości, zaangażowania... itd, itp - właśnie Ci Kasiu zazdroszczę. :)) Pozdrawiam. Hanka

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mieszkam w 10x większym, polskim i muszę stwierdzić, że zaczyna to być możliwe :). Z roku na rok mieszkańcy rozkręcają się coraz bardziej i organizują coraz fajniejsze imprezy! Festiwale cyrkowe, spektakle Kantora w starym kościele, warsztaty teatralne, Noc Kobiet w bibliotece, konkurs na najdziwniejszy kapelusz w Dzień Kobiet, czy parkowe pikniki rodzinne, które są inicjatywą jednego z mieszkańców. Pewnie, że do naturalnosci Włochów jeszcze nam daleko, nie brakuje narzekających, oj, nie brakuje, ale słońce nas rozpieszcza dopiero od kilku lat, a w tym roku naprawdę "przygrzało" i były tego efekty ;-). Jest coraz lepiej i życzę tego wszystkim mieszkańcom polskich miasteczek.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj