czwartek, 9 lipca 2015

Z miasta


Jako dziecko jeździłam na wakacje na wieś. Rzecz jasna wtedy wielkiego wyboru nie było, ale tamten wiejski czas znajduje się wśród moich najdroższych wspomnień. Uwielbiałam zrzucać buty ze stóp na całe dwa miesiące, skakać po kopkach siana, pomagać przy żniwach, obserwować rytm chłopskiego życia, mieć w zasięgu ręki łąki pełne kwiatów, rzekę, las kipiący od grzybów i jagód, polne drogi wysadzane jeżynami, uwielbiałam wyprawy do jedynego sklepu w mieście, gdzie można było kupić mydło i powidło albo odwiedziny w wiejskich domach po świeże mleko i jajka. Kiedy nikt nie widział prowadziłam traktor, jeździłam na motorze "na trzeciego", bez kasku rzecz jasna i wymykałam się potajemnie na wiejską zabawę. Uwielbiałam to wszystko... przez dwa miesiące w roku, przez resztę czasu byłam miejska, warszawska jak tylko się da. 


Ileż widzę analogii pomiędzy "kiedyś" i "dziś". Ileż dziecięcych wakacyjnych radości całkiem przypadkiem stało się częścią mojej dorosłej codzienności... 
Teraz znów mam las i łąki i grzyby i kwiaty i bose nogi, kiedy tylko mogę i jeśli chcę to mleko i jajka od chłopa, a nawet ser i jogurt. Może już tylko nie jeżdżę bez kasku na trzeciego, ale do traktorów, zwłaszcza takich retro wciąż mam wielką słabość. I nie mylcie z propagandą silnej baby na traktorze, bo jednak więcej we mnie słabości niż przebojowości, i chyba właśnie dlatego na prowincji odkryłam moje miejsce. 


Nie ma już we mniej dawnej miastowości, z którą się urodziłam, wyparowała jak woda z ziemi w upalny, toskański dzień. W moim sielskim codziennym obrazku brakuje jeszcze tylko jednej rzeczy - własnego, prawdziwego domu z kamienia. Może takiego jak ten: 


Ze starymi murami, z czerwoną wypaloną dachówką, z zielonymi okiennicami otwartymi, kiedy słońce chyli się ku zachodowi, z krzakami pelargonii w oknach, z kępami filetowej lawendy i z altaną oplecioną winoroślą. Przez chwilę się rozmarzyłam, ale z doświadczenia wiem, że jeśli się bardzo chce, to ... sama to przecież już udowodniłam...


CAMPAGNA to znaczy WIEŚ (wym. KAMPANIA)

9 komentarzy:

  1. Bardzo przyjemnie czyta się Twojego bloga i z wielkim uśmiechem oglądam zdjęcia.
    Mogłabyś zdradzić jak nauczyłaś się języka Włoskiego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uczyłam się prywatnie z nauczycielem. A potem rozmowy ze znajomymi na skype.

      Usuń
  2. Po dłuższej przerwie znowu zasiadłam Kasiu, do odwiedzin u Ciebie i odpłynęłam. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo Pani pasuje do takiego, do tego domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciaooo Majka! Dawno Cię tu nie było, a wiesz, że nawet ostatnio zastanawiałam się co u Ciebie słychać?:))

      Usuń
  4. Rozumiem to marzenie, choć mi marzy się drewniana chatka w polskich górach.. Może kiedyś nam się spełni :) Już tak wiele się spełniło ;) Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiejskie imprezy też wciąż obecne tyle że już nie ukradkiem;)
    Sama nie potrafię wyjaśnić tego ale też marzę o domku, takim z kolorowymi (mogą być czerwone) okiennicami, kwiatami na które będzie padać światło popołudniu właśnie:)
    Asia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale jazda :D Ładnie .... " Kiedy siedzę na maszynie totalny czuję luz. Włączam silnik, daję kopa, za mną tylko kurz"

    OdpowiedzUsuń

Drukuj