sobota, 13 czerwca 2015

Socjologiczno basenowe obserwacje.


Na ten dzień wszystkie marradyjskie dzieciaki i młodzież czekają w takim samym napięciu jak na wakacje - otwarcie miejskiego basenu. Pierwszy dzień jak zwykle jest gratis, więc tym chętniej wszyscy przybywają, by uciech wodnych zażywać do woli. Mimo że, od dwóch tygodni panują upały, to jednak woda w basenie, nie jest jeszcze rosołem z Adriatyku,  pozostałam zatem na brzegu obłożona notatkami, wykorzystując czas na pracę nad nowym artykułem, natomiast chłopcy pobili rekordy wszelkiej aktywności i kiedy wracaliśmy do domu, powłóczyli nogami i żartowali, że boli ich każdy mięsień i kosteczka. Nic dziwnego!

Nim się zaludniło

Pierwszy basenowy dzień uświadamia mi zawsze, że czas gna nieubłaganie. Obserwuję dzieci, które rok temu bawiły się w brodziku, a teraz skaczą do głębokiego basenu. Widzę jak młode dziewczynki przepoczwarzają się w podlotki i za chwilę w prawdziwe kobiety. Widzę, jak chłopcy, których rok temu interesowała tylko piłka wodna, dziś stroszą piórka, zaczepiają podlotki, próbują ściągnąć na siebie uwagę. Widzę wymianę spojrzeń, potajemne uśmiechy, dyskretne szturchanie. Trochę im nawet zazdroszczę. Może nawet więcej niż trochę...



Nie mogę się skupić na pisaniu. Zbyt mnie pochłania ta żywa scena przed oczami i nie sposób się nie uśmiechać do tego co mam przed oczami. Dziewczyny piszczą, chłopaki łapią je w pasie i próbują wrzucić do wody. Te niby się bronią, nie chcą, ale przecież tak naprawdę chcą, bardzo chcą! Kiedy jedna z nich odwraca twarz w moją stronę, zdumiewam się - przecież to M! Przecież to ta sama "dziewczynka", która podawała kawę, kiedy przyjeżdżaliśmy do Pianorosso na pierwsze wakacje! Pamiętam jak pod nadzorem swojej cioci - naszej gospodyni uczyła się obsługiwać ekspres, a potem krążyła wdzięcznie ze słodkim uśmiechem pomiędzy gośćmi, przejęta, żeby donieść kawę jak prawdziwa kelnerka, nic nie rozlewając. Ileż wtedy miała lat? 7? 8? A teraz - przecież to już prawie dorosła kobieta!  
Basen to doskonałe miejsce do socjologicznych obserwacji. Uwielbiam obserwować ludzi, inspirują mnie! Takie sceny, to przecież nic innego, jak żywy film, teatr, z tą tylko różnicą, że tu nic nie jest wyreżyserowane...

TUFFARSI to znaczy ZANURZAĆ SIĘ, NURKOWAĆ (wym. tuffarsi)

2 komentarze:

  1. U nas dziś też jest niemiłosiernie gorąco. Wąż ogrodowy syczy w każdą stronę i niestrudzenie ochładza i nawadnia ogród. A wiosna (nawet ta w pełni) to naturalna okazja do stroszenia piórek :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Eh, mam te same spostrzeżenia :) I też zazdroszczę- bardziej niż trochę :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Drukuj