piątek, 12 czerwca 2015

Morze... morze...


Nie jest tajemnicą, że wybrzeże Adriatyku od Rimini w górę to najmniej urokliwy fragment włoskiego wybrzeża, ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Oczywiście moglibyśmy jeździć nad morze na stronę toskańską, ale ponieważ są to zwykle wypady jednodniowe, zatem spędzenie pięciu godzin w samochodzie ocierałoby się o absurd. A tak, przejechawszy przez swojskie mieściny i pola kukurydzy Romagnii w godzinę z groszem jesteśmy w lido i mamy cały boży dzień na szaleństwa. Sadowimy się na wolnej plaży, montujemy z wyrzuconych przez morze pali coś w rodzaju namiotu, a w przytarganej z trudem lodówce mamy zapas jedzenia i picia. 


- Mamusiu czy będziesz się dziś kąpać? - dopytywali chłopcy w drodze. Dobrze wiedzą, że zanurzam się po szyję dopiero wtedy, kiedy woda w morzu zaczyna osiągać temperaturę wrzenia, a piasek rozpala się do czerwoności. 
- Coś mi się wydaje, że dziś to nawet ja zanurkuję - kiedy o 8.00 rano wyjeżdżaliśmy z Marradi, termometr pokazywał 29 stopni.


Tak też było, woda miała temperaturę lekko przestudzonego rosołu, zatem nie czekałam nawet "na po jedzeniu", "na po południu", czy na to, że zjawi się greenpeace i wepchnie mnie do morza. Sama z własnej, nieprzymuszonej woli, nim słońce wzbiło się na wyżyny, siedziałam już w wodzie po szyję. 
I nie ważne, że na horyzoncie, w oddali majaczą platformy, że z jednej strony Ravenna, a niżej inne porty, że jak mówią Włosi - tutaj wodę czuć rybami, żeby nie powiedzieć dosadniej, że lazur morza, to hasło mocno naciągane ... Morze, to zawsze morze... Nawet jeśli nie to co na Sardynii czy w Salento, to zawsze miła jest świadomość, że jest tak blisko, na wyciągnięcie ręki.



A PORTATA DI MANO - to znaczy NA WYCIĄGNIĘCIE RĘKI (a portata di mano)

5 komentarzy:

  1. Masz racje Kasiu morze to zawsze morze......ach rozmarzylam się ,ale juz za 3 dni będę nad Adriatykiem wiec też się cieszę ! Jak to fajnie ,że masz tylko godzinkę nad morze,każdy by tak chciał ! Ciesze się razem z Tobą wakacjami,słońcem,dziećmi i Twoją pozytywną energią !!! Będę Wasa wspominac na wyspie HVAR,a po powrocie do domu zaraz zajrzę na bloga by nadrobić zaległości w czytaniu !!!

    Pozdrawiam z Wodzisławia Śl.
    Lucyna S.

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas o takich pozytywnych wibracjach można tylko jeszcze pomorzyć :). Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mam do morza 20 minut rowerem, ale niestety to jest Morze Północne, więc o temperaturze przestudzonego rosołu mogę tylko pomarzyć. Zresztą, choć dzisiaj temperatura stanowczo letnia, to generalnie pogoda holenderska raczej nie zachęca do morskich kąpieli. Na szczęście nie należę do fanów smażenia ciała na plaży, więc pogodowo wystarcza mi w zupełności to co mam. Nadmorskie spacery, lunch czy kolacja w plażowej knajpie i jestem szczęśliwa. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Morze- moje ukochane miejsce na wakacje - odpoczynek + opalanie;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Już od Pinarella w dół jest lepiej. My mamy szczęście posiadać babcię nad samym morzem, w Numana, u podnóży Monte Cónero. Woda bardzo czysta, ale plaże kamieniste. Nie przeszkadza nam to, bo z tych piaszczystych przynosiliśmy masę piachu do domu. Parę razy wybraliśmy się na lidi ferraresi, jak się nie ma, co się lubi...
    Tymczasem... w niedzielę jedziemy do teściowej, mleczko z filtrem 50 zakupione, torba plażowa jest, tylko się pakować! (a spakować pięć osób na tydzień to nie taka prosta sprawa...)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj