poniedziałek, 11 maja 2015

Walc pod słońcem Toskanii


Po raz pierwszy od nie wiem jak długiego czasu, mogłam wreszcie na chwilę "rozluźnić kręgosłup". To był taki mój osobisty prezent na dzień matki. Uporałam się z najpilniejszymi obowiązkami, z tym czego przekładać nie można i resztę dnia mogłam zadedykować dzieciom. 
Ktoś z marradyjczyków, wyrażając wczoraj uznanie dla mojego "matkowania", zapytał co mi podarowały dzieci. Odpowiedziałam, że w sensie materialnym nic, ale oni sami są dla mnie prezentem, a poza tym dwoili i troili się, by było wszystko to, co mama lubi. 



Całkiem spontanicznie wyszły nam nawet tańce, najpierw w domu, potem w parku. A wszystko zaczęło się od pewnego włoskiego przeboju, przy którym pokazałam im kroki tańców latynoskich, bo oni tak jak ja - kiedy słyszą muzykę, nie potrafią stać w miejscu. 

Po gorących rytmach, Mikołaj spytał - o co mi chodziło z tym Tolibowskim, wytłumaczyłam więc któż to taki, co dało okazję do krótkiej pogadanki o polskiej literaturze. I tu znów wróciliśmy do tańców, nie mogło przecież zabraknąć podkładu muzycznego. Znalazłam szybko w sieci scenę "liliową" z wzruszającym walcem i zaraz zaczęliśmy krążyć po pokoju - raz dwa trzy ... raz dwa trzy ... 
A kiedy już byliśmy przy walcach, to zaraz włączył się następny z "Trędowatej" i tak niby zwykłe, niedzielne popołudnie, stało się całkiem niezwykłe, pełne rozmów o muzyce i o dawnych czasach. Chłopcy mają w sobie niegasnącą ciekawość i każda moja odpowiedź, pociągała pięć nowych pytań. Rozbiory, potop szwedzki, Sienkiewicz, Sobieski, odsiecz, mezalianse ... tak nam to wyszło spontanicznie, że aż nadziwić się nie mogłam. Lekcja historii i literatury polskiej w cudownie ciepłe, toskańskie popołudnie zadedykowane "mamie". 


Jeśli kiedyś będą to pamiętać, te nasze spacery, rozmowy, wspólne lody i walca w marradyjskim słońcu, będzie to dla mnie największym i najpiękniejszym prezentem...


A dziś rano Tomek wziął plecak, czapkę z daszkiem, aparat i pojechał na swoją pierwszą "długą" wycieczkę klasową. Już za dwie godziny będzie przechadzał się po jednym z najsłynniejszych miast świata. 

DOBREGO TYGODNIA!

WALC to dla Włochów VALZER (wym. walcer)

9 komentarzy:

  1. Kaśka, jak mało kto potrafisz mnie rozłożyć na łopatki. Ty kochana, cudna mamo. Chyba mam dzisiaj taki płaczliwy dzień, bo już drugi wpis na blogu mnie dziś wzruszył. Miłego dnia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoje wpisy dawają mi taka dawkę energii. Rano obowiązkowo musi być twój blog i kawka:) Pozdrawiam z Rydułtów i Miłego dnia życzę. Cieszę się że jesteś:) Monika U-P

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś byli tacy dwaj "T-raperzy znad Wisły" ... może pamiętasz program Manna. Ty stworzyłaś nową jakość w nauczaniu - poprzez taniec i muzykę do historii. Taka nauka zostaje w głowie... dźwięcznie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kasiu, właśnie przeczytałam w internecie, że aktorka Anna Mucha wydaje książkę o Toskanii. Nosz kurcze, wkurzyłam się! Ty tak pięknie opisujesz, ciekawie, prawdziwie, z serca ... i jest problem z wydaniem książki, a tutaj wystarczy nazwisko i można pisać o wszystkim. "Specjalistka" Mucha będzie nam radzić gdzie warto zjeść i co zobaczyć w Toskanii. Ech, szkoda słów :/

    A wpis cudny, jak zawsze. Jesteś mądrą mamą :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu:) No tak to jest. Widocznie kiedy na okładce umieścimy znane nazwisko, pojęcie przesytu tematem nie istnieje. Takie życie:)

      Usuń
  5. Całe życie się człowiek uczy, o tym "rozluźnianiu kręgosłupa" jeszcze nie słyszałam ;)
    Mnie się nie udało "staccare la spina" (wyciągnąć wtyczki) tak do końca, ale przynajmniej odpoczęłam od gotowania. Byliśmy u teściowej i wczoraj na przyjęciu z okazji Komunii. W całym tym zamieszaniu dzień matki jakoś nam umknął.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak "wyciągnąć wtyczkę", ale tu słyszałam też to co wyżej pisałam.

      Usuń
    2. Niezwykła Kobieta i Niezwykła Mama.....i Niezwykłe pisanie o Niezwykłej Toskanii....

      Lucyna z Wodzisławia Sl.

      Usuń

Drukuj