poniedziałek, 25 maja 2015

Nie ma tego złego...



- W Brisighelli w niedzielę po południu jest jakaś festa modowa. 
- Modowa?
- Wystawiają się producenci z okolic, pokazy mody i temu podobne, myślałem, że może chcecie się przejechać - proponuje Mario w sobotę.
- Jasne! Zawsze coś nowego! Wszystko, byle po deszczowych dniach ruszyć się z domu.



W niedzielne popołudnie pakujemy się więc do samochodu, choć pogoda jakaś taka wciąż niezdecydowana i bynajmniej nie majowa. Jednak już kilka kilometrów za Marradi widać, że nad Romagną otwiera się piękny błękit i zaczyna jaskrawo przebijać się słońce. 
Po trzydziestu minutach jazdy wśród zielonych pagórków i malowniczych dolin docieramy do Brisighelli, parkujemy samochód w centrum przed stacją kolejową i natychmiast ruszamy w kierunku parku głównego, gdzie według Mario (avario!), miała odbywać się festa. Głowę dałabym uciąć, że dzień wcześniej mówił coś o parku term, ale może tylko mi się wydawało. Tak czy inaczej wkrótce okazuje się, że w rzeczonym parku, poza przechadzającymi się spacerowiczami i dziećmi na rowerkach, nie ma nic szczególnego.
- Może jednak termy?
- Zapytamy w barze.
W lokalu barmanka tylko czoło marszy, duma, gości pyta, w końcu bierze książeczkę z kalendarium imprez, palcem wodzi, oczy mruży i nic... Żadnej mody 24 maja nie ma w planie, choć Mario z uporem maniaka obstaje przy swoim. 
- Sprawdziłem dobrze - mówi nasz przewdonik, kiedy wychodzimy na zewnątrz. Wiesz jak to jest, takie kalendarium drukują dwa miesiące wcześniej, wszystkie imprezy na pewno nie są uwzględnione. Zapytamy jeszcze w barze głównym przy stacji. Wracamy więc do punktu wyjścia i już po kilku minutach wszystko jest jasne. 
- Aaaa tak - przytakuje kelnerka, pierwsza osoba, która wie o czym mówimy. - Moda - 6 czerwca, sobota. 
Nic nie mówię, nawet powstrzymuję bardziej ironiczne komentarze.  
- Do Brisighelli zawsze warto się przejechać, dobrze, że nie pojechaliśmy do Rzymu! Poza tym już się wszyscy do pewnych sytuacji przyzwyczailiśmy.


Nowe zaułki.

Mario nie po raz pierwszy źle zrozumiał, nie dosłyszał, coś pomylił i to jest tak naturalne jak kukanie kukułki w maju, zaczniemy się martwić, kiedy się to zmieni. Mody nie było, ale przynajmniej ubawiliśmy się setnie. Pogoda jak za dotknięciem różdżki zmieniła się w jednej chwili, wiec wszyscy ściągaliśmy bluzy i kurtki, spacerowaliśmy nieznanymi zaułkami, a jak było to już niech tradycyjnie pokażą zdjęcia. 


Zamiast bez sensu mazać po murach, można pozostawić odrobinę sztuki.
Ktoś nie zauważył, że przestało padać!
Takie cuda można znaleźć, miejsce urodzenia mistrza strzelania z bicza w roku 1963!
Znów chce się jeść fuori
Osiołki w uliczce osiołków
Paweł i Gaweł w jednym stali domu
Madonnina - klasyka włoskiego muru
Ceglane
Chleb w norze
Problem z wyborem
Ludzie za wodą
Wróciło lato

Kiedy wjeżdżaliśmy do Brisighelli zauważyłam, że otwarto kościół, który już od dawna tak bardzo chciałam zobaczyć. Zatem na koniec spaceru, z wielką ciekawością poszliśmy do Chiesa .... i ten moment przebił swoją wyjątkowością i lody i spacer i niezaprzeczalny urok Brisighelli. Znów usłyszałam ciekawe historie i poznałam wyjątkowych ludzi. Ale o tym już jutro.  
CONFONDERE to znaczy POMYLIĆ (wym. confondere)

A teraz idziemy zwiedzać kościół!

5 komentarzy:

  1. Mina Mikolaja bezcenna Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesteśmy już spakowani i gotowi do wyjazdu
    Nicko

    OdpowiedzUsuń
  3. Intryguje mnie ten chleb w norze ... :) Może cos więcej ... ? Jak widzę takie piękne słoneczne widoki to czuje, że jestem meteofitopatą rozkwitam jak "girasole" :):) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie rowniez zastanawia ten chleb...pieknie tu, jak zawsze :).

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam, absolutnie uwielbiam to miasteczko!

    OdpowiedzUsuń

Drukuj