poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Wiosna i Alpini


Zawsze podkreślam, że zdecydowanie łatwiej pisać mi o kwiatkach i innych duperelach, ewentualnie o kamiennych pieve w polu, niż o barwnych widowiskach, bo wciąż mam obawy, czy aby słowami potrafię oddać atmosferę miejsca, przeżywanej chwili...


Za nami pierwsza w tym sezonie festa - Festa di Primavera i Alpini. Pogoda jak na zamówienie! Jakby się wiosna na swoją festę szczególnie postarała i choć na zdjęciach może tego nie widać, bowiem większość zrobiona była przed południem, ale po obiedzie na placu zrobiło się naprawdę gorąco!


To było spotkanie w atmosferze patriotyzmu, okraszone miejscowym folklorem i rodzinnym ciepłem. Alpini w towarzystwie władz miasta przemaszerowali przez miasto, na przedzie pochodu przygrywała orkiestra, a na placu powitali ich mieszkańcy. Oficjalne przemówienie do mikrofonu w imieniu uczniów, bowiem Alpini czynnie wspomagają wiele akcji zasilających też szkolne fundusze, wygłosiło jedno z dzieci. I teraz uwaga! Przewodnicząca rodziców, aby nie wysyłać wciąż tego samego dyżurnego dziecka, które nie tremuje się przed publiką i mikrofonem, poprosiła Tomka, by dla odmiany on odczytał podziękowanie. Tomek jednak za skarby nie chciał się zgodzić - czemu się nie dziwię, bo ja nawet gdybym ten list do "przetrenowania" dostała miesiąc wcześniej, też w życiu bym nie poszła. Jednak ku zaskoczeniu wszystkich - Mikołaj wziął kartkę z tekstem, popatrzył i oświadczył, że nie ma problemu, w takim razie on chętnie przeczyta!
Nie potrafię opisać mojego zaskoczenia. Mały Mikołaj, który jeszcze rok temu chował się za plecami brata ... To tak odnośnie tego, o czym pisałam kilka dni temu. 

I choć, kiedy już stanął przy mikrofonie - głos zdradzał lekką tremę, to i tak uważam, że poradził sobie genialnie. Byłam pełna podziwu i dumna jak paw! Zrobił coś, na co ja nigdy nie miałabym odwagi! Jak dobrze, ma w sobie przebojowość, której mnie brakuje. A jeszcze patrząc na to z innej strony, było mi miło podwójnie, bo kiedy do wystąpienia niemal patriotycznego zaproszone jest dziecko "nie włoskie", to chyba znak, że jesteśmy tu naprawdę traktowani jak swoi. 
Wyrazy sympatii poczułam też osobiście, w czasie biesiady przy stole, kiedy towarzystwa dotrzymywali mi starzy i nowi znajomi. A dyskusje były nader interesujące i kto wie czym w przyszłości zaowocują. 
Czułam się naprawdę wspaniale. Zabawiliśmy na placu do samego wieczora, bo dzieci też poczuły wiosnę we włosach i ganiały po mieście bawiąc się w najlepsze. 
Nic już nie piszę, zostawiam Was z moją foto - kroniką:

Coś dla dzieci - w Italii zawsze!
Oczekiwanie
Mój sąsiad w odświętnym kapeluszu!
Muzyka obowiązkowo!
Patriotycznie
Przemarsz
Podano do stołu!
Prościej się nie da:)
Dwóch truflowych specjalistów!
A co!!
Wybaczcie na początku było źle podlinkowane! Już poprawione!
ALPI to po włosku ALPY (wym. alpi)

8 komentarzy:

  1. Witam Kasiu.
    Warto poinformować niewiedzących, iż Alpini to elitarna jednostka włoskich strzelców alpejskich, zwanych "Alpini". Pozdrawiam Camillo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie miałam pytać kim są Alpini ;). Pani Kasiu a z kim to tak ładnie pozuje Pani do ostatniego zdjęcia ? Pozdrawiam ciepło, Karolina :)

      Usuń
    2. Dziękuję Kamil!!! Masz rację, czasem umykają mi takie rzeczy:)
      Na zdjęciu jest Franco, brat Mario:)

      Usuń
  2. Matko Kasiu, ja się poryczałam ze wzruszenia jak słuchałam i patrzyłam na Mikołaja, niesamowite. Wielkie brawa!!!
    Uściskaj chłopaków mocno!!! Pozdrawiamy z piernikowa

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajowo. Wreszcie zaczął się bardziej aktywny czas. Nie tylko spacery, podróże ale i różnego rodzaju imprezy, festy. Wsiąkliście już na dobre we włoski klimat. Widać i czuć. Aż miło popatrzeć, poczytać i posłuchać. Czytając Twojego bloga mam nieodparte wrażenie, że także uczestniczę w tych wydarzeniach. A jest mi o tyle łatwiej, że miałem okazję być (obserwować, podziwiać) choć "chwilę" drobny kawałek Twojej ziemi. Po prostu zarażasz! :)
    Na szczęście my w Polsce także zaczęliśmy aktywniejszą część roku i odkrywamy nowe obiekty i nowe miejsca. Choć przed oczami mam ciągle Italię i Toskanię. Tak to jest jak się spędziło najlepsze wakacje życia na południu Europy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, teraz wciąż coś się będzie działo:)
      A ja mam nadzieję, że jeszcze zjemy kiedyś lody na placu w Marradi!

      Usuń
    2. Też mam taką nadzieję. Chyba, że zdążysz znaleźć gdzieś indziej swój wymarzny dom z kamienia. Ale wtedy możemy pokusić się o zjedzenie lodów w nowym miejscu ☺

      Usuń

Drukuj