poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Słowotok bez ładu i składu.



- Niee... no rzesz ... ca... ku... - jedno błędne klik na klawiaturze i dwie godziny pisania, opracowywania szlag trafił - maremma.... co za ... a niech...
- Co się stało mamusiu? 
- Nie słuchajcie! Zatkajcie uszy! Skasowałam niechcący cały artykuł. (Oto wyjaśnienie późniejszej niż zwykle publikacji).
- Ojej! Biedna mamusia! Nie martw się, przecież na pewno pamiętasz co napisałaś.
- Pamiętać pamiętam, ale wyszedł mi naprawdę dobrze, byłam zadowolona i teraz już na pewno tak mi się nie uda. - Jestem tak wściekła, że aż mi się chce płakać. - Przygotujcie sobie proszę sami śniadanie, ja chcę to skończyć. 
- Mogę zrobić omlety?
- Możesz.
- A ty chcesz? 
- Ja zjem jak skończę, jedzcie spokojnie i nie przejmujcie się mną. 
Tomek zmyka do kuchni, a ja mozolnie, od nowa zaczynam pisać artykuł o kasztanach. Po około 20 minutach znów zjawia się w sypialni. Stawia mi przed nosem omlet z konfiturą brzoskwiniową rozlaną na kształt serca. Odbiera mi mowę...
- Taka byłaś zła, że ci się wszystko skasowało, więc chciałem ci zrobić przyjemność - tłumaczy, kiedy patrzę na niego pytająco.
Nie wiem jak mam mu dziękować, bo tu tak naprawdę nie chodzi tylko o artykuł. Jestem zmęczona. Mam chwilowy spadek formy. Za dużo na głowie. Za dużo na mojej głowie. 
Śniadanie do łóżka, to coś o czym mogłam tylko pomarzyć. A tu nagle taka niespodzianka. I to nie byle co! Omlet, idealny, taki jak lubię, konfitura precyzyjnie uformowana... Z miłością, z czułością, ktoś przez chwilę o mnie pomyślał.



Po minionym weekendzie - szczerze mówiąc - potrzebowałabym teraz drugiego weekendu, żeby porządnie odpocząć. Mam wrażenie, że nie zatrzymałam się nawet na sekundę. Urodziny klasowych dzieci, jedne, drugie, impreza katechizmowa, lekcje, stałe obowiązki i pół soboty w teatrze na kasztanowych prelekcjach i WAŻNYM spotkaniu. 
Co do spotkania jeszcze dwa słowa, bo podpytujecie zaciekawieni. Na tym etapie nic konkretnego nie napiszę. Chodzi o pewne inicjatywy, które próbują podjąć mieszkańcy i zaprosić mnie do uczestnictwa. Czy będzie miało to swój ciąg dalszy? Nie wiem. To już nie ode mnie zależy. Chciałabym, by tak było, ale czas pokaże. Tak czy inaczej czuję się zaszczycona już samym zaproszeniem do takich działalności. Ktoś mnie tu zauważył i zrozumiał jak bardzo Marradi jest mi drogie. W czasie prelekcji i burmistrz wyłowił mnie z tłumu, abym zrobiła mu oficjalne foto z osobistościami goszczącymi tego dnia w teatrze (zdjęcia załączone do wczorajszego artykułu). To było dla  mnie kolejne wyróżnienie. Myślę, że powoli powoli zakorzeniam się tu na dobre, a ludzie przestają już widzieć we mnie tylko "egzotyczną", sympatyczną blondynkę, co to miała fanaberię, by zamieszkać w Italii. Myślę, że zrozumieli, że ta fanaberia podparta była prawdziwym gorącym uczuciem. 
A pozostając w temacie ważnych spotkań - dziś czeka mnie kolejne, może już ciut swobodniejsze, ale mimo wszystko przejęta jestem niemożliwie.  



Na szczęście w całym tym weekendowym zamieszaniu, znaleźliśmy chwilę czasu na krótki samochodowy wypad. Całkiem przypadkiem odkryliśmy nieznane miejsca, zachwycające, bajkowe. Kolejny raz powtórzę - turyści nie doceniają Romagnii, a szkoda. Część górzysta przy granicy z Toskanią, niczym nie ustępuje, swojej sławnej siostrze. Ale o tym szerzej już wkrótce. 



Dobrego tygodnia Wam życzę.
SKASOWAĆ to po włosku CANCELLARE (wym. kanczellare)
Wybaczcie tym razem jakość zdjęć, wszystkie kadry łapane w przelocie z okna samochodu.

5 komentarzy:

  1. Pani Kasiu,
    Bardzo się cieszę za informacje o sobotnim spotkaniu, trzymam kciuki dla Pani. Przecież to się Pani należy.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymamy kciuki i gratuluję tych ważnych wyróżnień :) Odsapnij trochę... bo tempo narzuciłaś sobie kosmiczne!

    OdpowiedzUsuń
  3. Tylko uśmiech przesyłam! Siły!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też chcę takie śniadanie :) Trzymam kciuki nieustannie i kibicuję zza krzaków!

    OdpowiedzUsuń

Drukuj