piątek, 3 kwietnia 2015

Idealny kwietniowy dzień



Takie dni jak wczoraj lubię! Wiosenne, kolorowe, pachnące. Dni, kiedy na kilka godzin można zamknąć komputer, drzwi domu, odłożyć na bok obowiązki, a zamiast tego zapakować koszyk z jedzeniem i pojechać ... na przykład nad morze!
Oto zalety mieszkania na Półwyspie Apenińskim - wszystko na wyciągnięcie ręki: i morze, i góry, i niziny, i pagórki, i jezioro, i znane z przewodników miasta i co tylko dusza zapragnie. 
W czwartkowy poranek naszły nas wątpliwości, czy to aby dobry pomysł z tym morzem, bo termometr pokazywał raptem trzy stopnie, ale z drugiej strony wiadomo było, że z godziny na godzinę będzie cieplej, poza tym zjeżdżając z gór na nizinę, jedzie się zwykle ku "ciepłu". 
I tak jak przypuszczałam Romagna przywitała nas oślepiającym słońcem, a termometr z minuty na minutę wyświetlał numerki coraz milsze dla ducha. Różnica pomiędzy naszą górską Toskanią a Romagną jest zdumiewająca, podczas gdy u nas mangnolie jeszcze w pełnym rozkwicie, tu po ich kwiatach nie było już śladu. Sady, którymi w dużej części pokryty jest ten region, w większości już się zazieleniły, zaledwie kilka udało mi się jeszcze w różu uwiecznić. 



Gdzie góry zaczyna się Toskania


Zawsze będę podkreślać, że Toskania jest najpiękniejszym regionem, ale nie można i Romagnii odmówć uroku. I choć od Faenzy w stronę Ravenny płasko i równo jak od linijki, jak okiem sięgnąć tylko pola uprawne i sady, to jednak i tu rozsiane są stare domostwa i wiekowe malutkie kościoły, którymi nie można się nie zachwycać. Romagnę trzeba zwiedzać na przełomie marca i kwietnia, kiedy kwitną sady brzoskwiniowe, kiedy robi się różowo, aż po horyzont! My się troszkę spóźniliśmy.




Ale nie o Romagnii miało być, a o morzu. 
A nad morzem ... 
Cisza, cała plaża dla nas, słońca aż nadto, o czym boleśnie przekonaliśmy się już wieczorem i na co zwracała nam uwagę każda napotkana osoba. Tak czy inaczej cóż może być piękniejszego od piknikowania, żadna restauracja nie może równać się ze starym pieńkiem na plaży, który zastępuje stół. Na pieńku obrus w czerwoną kratkę, na nim butelka wina, prosciutto, marynowane acciughe, pomidory, ser, pizza, chleb i winogrona. 






Dzieci z plażowych zabaw chyba nigdy nie wyrastają, fantazja może tu rozwinąć skrzydła. Piraci, korsarze, odkrywcy, archeolodzy i kto wie co jeszcze. 

Kwietniowe morze, wiosenne słońce, ciepły wiatr i włoskie smaki... Potrzebny był nam taki dzień...

PESCO - to DRZEWO BRZOSKWINIOWE (wym. pesko)



5 komentarzy:

  1. A u nas tradycyjne "białe święta" - właśnie spadł śnieg!!! Pozdrowienia świąteczne całej rodzince!!!
    ....to nie są prawdziwe zdjęcia z TERAZ - prawda? :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Nie, nie z teraz, z wczoraj:))) Ale teraz jest tak samo:) Ściskamy Was również i dziękujemy za kartkę!!!

      Usuń
  2. Fajnie... wiosennie, słonecznie i tak jakoś optymistycznie. Zerkam na monitor i za chwilę patrzę przez okno. Jednak Twoje obrazy są lepsze niż te w Warszawie. Ech...

    OdpowiedzUsuń
  3. ja chce nad morze!!!! sloneczka!!! :-((( (chlip chlip chlip) Kasia z buroszarej Pragi :-(

    OdpowiedzUsuń
  4. oj zazdroszcze, właśnie patrzyłam wczoraj, że w Rzymie jest 17 stopni w dzięń aktualnie. A u nas w Polsce trochę ponad zero i zima! Zawsze zazdrościłam Włochom takiej pięknej pogody i szybkiej wiosny :)
    pozdrawiam
    creativamente
    creativamente-o-sztuce.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Drukuj