niedziela, 19 kwietnia 2015

Historia pewnej drogi.


Już od tygodni wszystkie witryny sklepowe miasteczka, informacje na fejsbuku przypominały o wydarzeniu "Scusi, dov'è la Via Teutonica?" Jedyne co było dla mnie jasne, to że sprawa dotyczy kasztanów i historii, ale za skarby nie mogłam wywnioskować, co to jest ta Via Teutonica. Pozostało mi czekać cieprliwie na prelekcje i wystąpienia specjalistów, by zgłębić kolejny wycinek tradycji regionu. W sobotni ranek zjawiłam się przed teatrem, nie przez przypadek, w tym samym miejscu miałam ważne spotkanie i w oczekiwaniu na nie, znajomy rozjaśnił mi, o co w tym wszystkim chodzi. Ale od początku. Zacznę od kasztanów - bohaterów całego zamieszania, głównie dla tych, którzy do Domu z Kamienia zaglądają od niedawna.

Moje ukochane Marradi przycupnęło sobie skromnie w dolinie, nad rzeką Lamone, otoczone łagodnymi pagórkami, które bogato porośnięte są gajami kasztanowymi. Przez lata kasztan stał się nieoficjalnym emblematem miasteczka. To tu narodziła się idea: "Strada del Marrone del Mugello di Marradi". 
Przez całe wieki kasztany były podstawowym produktem w kuchni tutejszych domów, to one wielokrotnie ratowały przed głodem. Nie bez powodu więc kasztanowiec nazwany został drzewem chleba ("L'Albero del pane"). Ludzie nauczyli się przetwarzać kasztany i przyrządzać je na różne sposoby: mąka, polenta, gotowane, pieczone, jako słodkości, jako nadzienie do tortelli, ecc... To też tłumaczy dlaczego gaje kasztanowe były pielęgnowane z najwyższą uwagą i zawsze starannie utrzymane. Wzmianki o uprawach kasztanowych gajów pochodzą już z czesnego średniowiecza, ale największy rozwój przypada na przełom XI i XII wieku, kiedy to księżna Matilde di Canossa ustaliła najkorzystniejszy dystans pomiędzy jednym drzewem a drugim, nazywany "Sesto Matildico". 
W drugiej połowie XX wieku, ludzie zaczęli porzucać kamienne domostwa w górach i w poszukiwaniu wygodniejszego życia zeszli do miasta, a to spowodowalo, że większość kasztanowych gajów została porzucona i zaniedbana. Następstwem tego były przeróżne zarazy, choroby i pasożyty, które zaatakowały wiekowe drzewa. 
Na szczęście w ostatnich latach pojawiły się pewne inicjatywy, które pragną przywrócić świetność kasztanom i uratować je od zapomnienia i "zagłady". 
Nie wiem ile jest gatunków kasztanów jadalnych - całe mnóstwo, jednak wśród specjalistów i smakoszy, to właśnie marrone marradyjski jest najdoskonalszy w smaku. 


A teraz o co chodzi z Via Teutonica? 
Liczne pielgrzymki do Rzymu, nie są zjawiskiem naszych czasów. Ludzie z odległych krajów,  pielgrzymowali już w średniowieczu. W Apeninach wiele jest śladów antycznych rzymskich dróg. Oczywiście w danych czasach biegły one przez wzgórza, nie często pokrywają się ze współczesnymi drogami. Przetrwały zapiski, które mówią o wędrowcach z Północy, ze Wschodu, którzy pielgrzymowali do Rzymu. 
Ci, którzy przybywali z zachodu mieli swój szlak, nazywany via Francigena. Ludność z terenów obecnych Niemiec i Węgier wędrowała "najlepszą drogą" do Rzymu, którą nazywała Via Teutonica albo Germanica bądź via di Alemagna.
Okolice Marradi były więc w dawnych czasach nawiedzane regularnie przez wędrowców, którym gościnę i dach nad głową zapewniały okoliczne, kamienne kościoły rozsiane po tutejszych wzgórzach. 
Co mają wspólnego z tym wszystkim kasztany? Że być może to pielgrzymi stali się "rozsiewaczami" kasztanów. zabierając je ze sobą przenosząc z miejsca na miejsce. To właśnie na trasie Via Teutonica znajduje się wiele miejsc słynnych z kasztanowych gajów. 


Via Teutonica ma być kolejną inicjatywą, która ma odkryć i pomóc ocalić od zapomnienia część historii nie tylko Italii, ale też dużej części Europy, przecież pielgrzymi wędrujący do Rzymu pochodzili z daleka, jak wspomniałam mówi się o Północy, o Wschodzie, o krajach nadbałtyckich. 
Dużo jeszcze powinnam napisać, ale najpierw sama muszę doczytać, to czego nie wiem. 
Jeśli będziecie kiedyś w Marradi, nie zapomnijcie o kasztanach i nie mam tu na myśli tylko tortelli z marrone albo kasztanowych lodów. Warto objerzeć wystawę, posłuchać co mają do opowiedzenia pasjonaci i koniecznie przejść się na długi spacer wśród kilkusetletnich świadków historii...


PELLEGRINI to znaczy PIELGRZYMI (wym. pellegrini)

2 komentarze:

  1. Cały ranek czekałam na nowego posta i w końcu się doczekałam :-) Nie dane mi było podczas podróży po Toskanii spróbować jadalnych kasztanów, ale mam nadzieję ze wszystko jeszcze przede mną. Kto wie, może spróbuję je kiedyś w Marradi :-) Pozdrawiam serdecznie i życzę milej niedzieli -A.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pani Kasiu,
    Świetny artykuł. Uwielbiam kasztany. A co z ważnym spotkaniem w sobotę?
    Serdecznie pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń

Drukuj