czwartek, 19 lutego 2015

Ostatki z przytupem i kwiatki Mikołaja



- Co chciał ten pan? 
- Nic, tak się tylko zatrzymał i zagadał.
- Znasz go?
- Nie. 
- Podrywał mamusię - tłumaczy Tomek bratu.
- Co to znaczy?
- Że mu się mamusia podoba.
- On cię kocha??? - interpretuje po swojemu Mikołaj.
- Coś ty! Zwariowałeś!
- Bo ja nie chcę innego tatusia.
- Mikołaniu zlituj się! Ty jak coś powiesz! Zatrzymał się, skomplementował jakie mam ładne dzieci i już. To ten sam, którego spotkaliśmy w niedzielę, pamiętasz? 
- Acha.
- Ty mi lepiej opowiedz, co jadłeś na karnawale?
- Foremki.
- Co takiego? Jakie foremki?
- Mamusiu Mikołajowi chodzi o faworki - wyjaśnia Tomek cierpliwie.
Nie da się zaprzeczyć - wiosna idzie - tak jak ze wszystkich stron wychylać się zaczynają żonkile i krokusy, tak i Mikołaj swoimi słownymi kwiatkami znów ubarwia nam życie.

Opowiadają mi chłopcy o swojej zabawie, o szaleństwach, o tańcach i o przebraniach. Zdumiewa mnie jak zawsze fantazja i pomysły innych. Grupa dzieci przebrała się za drużynę koszykówki, dziewczynki z Tomka klasy za nauczycielki ze szkoły, nauczyciel od angielskiego za panią, wywołując wybuch radości. - Mamusiu, a maestro Francesco nawet brodę zgolił! - zachwycał się Tomek opowiadając o wszystkich szczegółach tej charakteryzacji.



Wracamy do domu na obiad, a po południu odwożę dzieci na karnawał do Crespino. Dzieciakom niewiele trzeba, kilka toreb konfetti, smażone piadiny i już mają zabawę.
Wieczorem są tak padnięci, że zasypiają dużo wcześniej niż zwykle. Całe szczęście, bo przynajmniej Mikołaj oszczędza sobie kolejnych emocji! Ja siadam do lekcji na skype. W pewnym momencie jak nie zatrzęsie, jak nie mruknie ziemia złowrogo, aż nawet ja, zupełnie niestrachliwa, zimnym potem się oblewam. Zabujało się wszystko, krótko acz gwałtownie. Zbiegam do Mario, upewnieć się czy to to, co myślę. Tak to to. Ludzie wychodzą z domów, na fejsbuku wymieniają się wrażeniami. Cały wieczór ziemia drżała w naszych okolicach, ale ten jeden wstrząs był najsilniejszy. "3,9" oczywiście szkód nie wyrządzą, ale napędza porządnego strachu, zwłaszcza jeśli epicentrum jest 30 km stąd. 
Z takim to przytupem skończył się w Marradi karnawał!


SCOSSA - to znaczy WSTRZĄS (wym. skossa)

5 komentarzy:

  1. Dzień pełen emocji i wrażeń. Spodziewam się, że na długo zapadnie w pamięć. To mrukniecie to może z tego oddalonego o kilkanaście kilometrów Monte Busca :) I już nie będzie najmniejszym wulkanem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. lubie to włoskie podejście do dzieci i ich spraw ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj Kasiu Ale sie usmialam dzieci sa najlepsze ! A i karnawal rzeczywiscie zakonczyl sie z przytupem i nie dziwie sie ,ze sie przestraszylas,ja przezylam cos podobnego bedac w Japonii ,nic to przyjemnego.Pozdrawiam i milego dnia

    OdpowiedzUsuń
  4. Najważniejsze, że chlopaki wybawione, że uciechy było dużo. Trzymajcie sie mocno w czasie przytupów Ziemi.
    Asia op.

    OdpowiedzUsuń
  5. "Bo ja nie chcę innego tatusia" - spadłem z krzesła - Mikołaj z tymi swoimi tekstami to normalnie mnie rozwala. A tak na marginesie to wrażenia musiały być - szkoda, że wtedy nie ja miałem lekcję z Tobą.
    P.S. Nie zasuszaj :)
    Nicko

    OdpowiedzUsuń

Drukuj