sobota, 17 stycznia 2015

Kwiatki na pocieszenie!



Często prosiliście mnie, bym pisała też o o tym, co mi się w Italii nie podoba. To proszę bardzo - post o działaniach telekomu! Obiecuję, że to już ostatni wpis z awarią internetu w tle. Ale żeby nie było za słodko, żeby pokazać moją toskańską codzienność, to nie może tych smaczków zabraknąć. Opowiadam to jako ciekawostkę, być może komuś, kiedyś posłuży.
Od zgłoszenia awarii telekom ma 48 godzin na usunięcie usterki. Wczoraj w południe, czyli kilka godzin przed upływem tego terminu, pojawił się wreszcie technik. Pan wszedł, sprawdził modem, obejrzał wtyczki i kable, na całe sczęście nie próbował wdawać się ze mną w techniczne dysputy. 
- Nie ma sygnału - pokiwał główą ze zmartwieniem nad nieczułym modemem. 
- To to ja wiem. Tylko dlaczego? 
Popatrzył jeszcze raz na swoje magiczne urządzenia, poprzeczepiał kabelki i mówi:
- Trzeba sprawdzić na zewnątrz w głównej skrzynce, ale najpierw to ja idę coś zjeść i wrócę potem. 
Pewnie rok temu byłabym mocno zdziwiona, ale po ponad roku mieszkania w Italii, wcale a wcale mnie to nie dziwi. Jedzenie rzecz święta. Wszystko inne może poczekać. Nie ma co polemizować. Minęła jednak godzina, dwie, trzy, a pana jak nie było, tak nie było. 
- Ile można jeść? - pyta się mnie Mario, zerkając na zegarek.
- Ty mnie się pytasz? Weź mnie nie denerwuj, już czuję klęskę przez skórę. Zobaczysz, pewnie nie wróci, jutro sobota, potem niedziela i ciaoo internet!
W końcu tuż przed 16.00 dzwoni telefon i w słuchawce odzywa się ten sam pan, który poszedł coś zjeść. Informuje mnie, że sprawa jest skomplikowana i on nic nie może zrobić. Trzeba czekać na techników z centrali, z Florencji, bezpośrednio z telekomu, bo on jest z prywatnej firmy, z której usług mój dostawca internetu korzysta. 
- Ile trzeba czekać? - pytam drżącym głosem.
- Jeśli ktoś będzie wolny, to mooooże jutro, a jak nie ... sobota, niedziela .... pewnie dopiero poniedziałek. 
Przełykam rozgoryczenie. 
- A nie mówiłam!
Czuję jak narasta we mnie wściekłość. Dzownię znów na ogólny numer telekomu. Niech ci z Florencji przybywają byle szybko! Znów dwadzieścia komunikatów, wybierz jeden, wybierz dwa, mamy nową ofertę, super internet! 
Super internet zwłaszcza - myślę sobie!
W końcu odzywa się automat: "jeśli dzwonisz w sprawie awarii numeru telefonu 055 ...... to informujemy, że już otrzymaliśmy twoje zgłoszenie i do 16 stycznia mamy czas, by z naprawą się uporać. Zadzwoń po upływie tego terminu. Po czym następuje sygnał zakończonego połączenia. Piiiiip piiiip piiip....
Jestem kwiatem lotosu ..... uno.... due...tre....
Nic nie przyspieszę, choć wiem, że potrzebni są "bardziej zaawansowani technicy", muszę czekać, by zgłosić brak usunięcia awarii. Paranoja. 
Co nie znaczy, że się gniewam na Italię, tej miłości nic uszczuplić nie może. Tym bardziej, że już zakwitły stokrotki na trawnikach, pierwsze prymulki w ogródkach, a przed moim domem wykluł się pierwszy mlecz ....
Ale telekomu nie znoszę!

COMPLICATO to znaczy SKOMPLIKOWANY (wym.komplikato)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj