piątek, 16 stycznia 2015

Codzienności poza siecią




Bez internetu dostaję szału. Resetowanie routera ilekroć znajdę się w pobliżu stało się jak odruch Pawłowa, silniejsze ode mnie, bezwarunkowe, mimowolne. Choć wiem, że to pstrykanie przecież nic nie zmieni, jak piątek to piątek i oby to był piątek, bo piątek to już dziś!
W każdym razie nie będę ukrywać, że są też plusy przymusowego odwyku internetowego. Pierwszy plus jest taki, że rozpakowywanie polskich klamotów nabrało przyspieszenia. Znów wyskoczyły z pudełek bliższe i dalsze przeszłości. Przeszłości dawno temu wyparte z pamięci. Zdjęcia, na których ja, to nie ja, ja z innej epoki. Te upchnęłam w wielkim pudle, wraz z innymi przeszłościami i moimi i Pawia, a potem odsunęłam od siebie, jak najdalej, fruu na szafę, gdzie wzrok nie sięga. 
Po kilku rozładowanych pudłach zaległam przed kominkiem zmęczona - niezmęczona, nie wiadomo jaka, nijaka, a wtedy na drugim fotelu przycupnął Tomek ze swoim "Geronimo". Usadowił się wygodnie i zatopił w lekturze.
I to jest myśl! - popatrzyłam na niego z uznaniem. Nie mam internetu, nie mam zatem aktualnych obowiązków niecierpiących zwłoki, to w końcu spokojnie sobie poczytam. Po czym sięgnęłam po najświeższą lekturę, przyniesioną ostatnio z biblioteki. I tak sobie siedzieliśmy w cieple kominka jak matka z synem, podczas gdy drugi syn całkiem składnie przygrywał na gitarze z drugiego pokoju, pytając co i raz: "czy ładnie?".
Ten tydzień poturbowany wykończył mnie psychicznie. Paw na wyjeździe, Tomek z gorączką, ja pracy po uszy, przeprowadzka w toku i jeszcze internet zbuntowany do kompletu. 
- Dziś ja zrobię Wam kolację - zadecydował Mario, kiedy zobaczył mnie taką nijaką.
- Dziękuję - nawet nie miałam ochoty protestować, tylko z radością przystałam na propozycję.
- Co powiesz na lampredotto? Tak jak w barze we Florencji. Do tego jeszcze inne kanapki trochę wycudowane, na ciepło?
- Dla nas bomba!
Mario z racji długiej kariery za barem, sposobów na kanapki zna jeśli nie setki, to na pewno dziesiątki, a że sporą część życia spędził w toskańskiej stolicy to i lokalny "fast food" uliczny zna od podszewki.  
Świeże lampredotto kupił u rzeźnika, bo musicie wiedzieć, że ku radości wszystkich marradyjczyków, w kilka miesięcy po zakończeniu "mięsnej" kariery Silvano, otworzył się nowy macellaio, ale to już jest osobna historia.
I to tyle na dziś. Trzymajcie proszę kciuki za moje łącza:)
SIEĆ to po włosku RETE (wym. rete)

6 komentarzy:

  1. Piękne jest to zdjęcie przy kominku:) Jaka cudna atmosfera u Was panuje.. Nie mogę znaleźć i nie wiem czy był post o Waszym domu? Chętnie pooglądałabym jak się urządziliście, jak oswoiliście ten toskański dom.
    Pozdrawiam Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, zdjęcie przy kominku.... spokojne, skupione, zimowe.... piękne :)

      Usuń
  2. Trzymam kciuki :-) Oj i mi by się przydało po ostatnich tygodniach takie posiedzenie na wygodnym fotelu przy kominku i poczekanie na pyszną kolację, którą też by mi ktoś zrobił... Korzystaj Kasieńko, korzystaj :-) Należy Ci się :-)
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  3. czasem marzę, żeby nie było przez dzień internetu (ale tylko przez jeden), żeby tak nie korciło, że tak tylko to przeczytam, a tu jeszcze to, i schodzi pół godziny... godzina - a potem życie na szybkiego bo czasu brak :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam :))

    Niestety cos kliknęłam, cos nacisnęłam i utraciłam możliwość publikowania postów na swoim blogu. Już to przebolałam ale szkoda mi troszkę więc założyłam nowy. Jeżeli chcesz - zagadnij do mnie proszę.

    Pozdrawiam serdecznie. Dorota
    http://sielskachata.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Drukuj