piątek, 19 grudnia 2014

List, kostium i życzliwość ponad miarę!



Dziś wielki dzień. Wieczorem żywa szopka w wykonaniu dzieci. Nareszcie udało mi się skompletować stroje, leżą wyprasowane i czekają na swój moment. Pastuszek i król. Dla króla musiałam od nowa robić koronę, bo okazało się, że dwóch pozostałych będzie w turbanach, więc byłoby lepiej gdyby trzeci miał tradycyjną koronę. Włoska dbałość o szczegóły! Co ja się nakleiłam, nawycinałam, to tylko ja wiem! Tak to jest, kiedy w całym przedświątecznym bałaganie, jeszcze nieprzewidziane zadania wyskakują. 
Tak czy inaczej o jednej sytuacji muszę napisać - znów byłam miło zaskoczona w kwestii życzliwości marradyjczyków. Zapytałam chłopaków z grupy teatralnej czy można strój dla króla od nich wypożyczyć, bo ja ani maszyny do szycia, ani materiału, a mając w pamięci stroje dzieci z zeszłego roku nie chciałam się ośmieszyć z czymś, co ma tylko kostium udawać. Odesłano mnie do Teresy, która zajmuje się kostiumami. Po telefonicznych ustaleniach, umówiłyśmy się w garderobie na następny dzień. Kobieta wyciągnęła jakieś stare, niebieskie prześcieradło, przymierzyła do Tomka, tu zerknęła, tam przyłożyła. Potem jeszcze złoty płaszcz - ten akurat był gotowy, zerknęła na koronę, zasugerowała tradycyjną, by wszyscy trzej do siebie pasowali. 
Wczoraj w porze obiadowej, Teresa zadzwoniła do furtki i przekazała nam kompletny strój! Z prześcieradła zrobiła się królewska szata. Do szaty dołączony był złoty pas i peleryna. Wszystko wyprasowane i gotowe do założenia. Na moje pytanie - ile jestem winna za to wszystko? - usłyszałam, że za to, co dla szkoły to dla szkoły w imię wyższych idei! Ja wiem, pewnie tak samo jest i w innych miejscach, ale chyba nic mnie tak nie wzrusza, jak zwykła, ludzka życzliwość i co jakiś czas muszę dać temu upust.

A tak by pozostać jeszcze w temacie życzliwości, coś Wam pokażę:


W południe zadzwoniła do bramy pani listonosz.
- Kasja! -  Zawołała z trudem, machając do mnie dużą kopertą. Już sama naklejka na kopercie była piękna! 
Och! Ach! Czy może być coś "bardziej" dla mnie? Już nie mogę się doczekać nasiadówki przy moim kominku z tak wspaniałą lekturą! I znów uświadamia mi to, jak wiele cudownych znajomości - tych realnych i wirtualnych pociągnęło za sobą pisanie tego bloga. Ile jest gdzieś tam w świecie osób mi "bliskich" i życzliwych. Niektórych udało mi się poznać osobiście, co zawsze było bardzo wzruszającym spotkaniem. Są też i tacy, z którymi w świecie realnym jeszcze się nie spotkałam, jednak stała wymiana maili, opowieści o życiu, dzielenie się smutkami i radościami, dają poczucie jakbyśmy się znali od wieków. Tak jak ja otworzyłam przed Wami drzwi "mojego kamiennego domu", tak wielu z Was otworzyło przede mną własne domy i zaprosiło mnie "do siebie" jak swojaka, jak kogoś bliskiego. Wiem, co się u Was dzieje, co Was cieszy, co smuci, o czym marzycie, jakie macie plany. To dla mnie wielkie wyróżnienie. 
I oczywiście dziękuję Nicko za tak wspaniały prezent! Szczerze mówiąc zwykłe "dziękuję" takie mi się liche wydaje, ale nic nadto powiedzieć nie umiem, wzruszenie odbiera mi mowę. Jedna kartka została oczywiście przekazana dalej, właściwemu adresatowi:)

Niech to będzie dobry dzień, pełen życzliwości!! 

LETTERA to znaczy LIST (wym. lettera)

1 komentarz:

  1. Zaglądam do Ciebie codziennie, nie zawsze piszę.Bardzo cieszę się z każdego Twojego wpisu, z tego Twojego zachwytu dla miejsca w którym żyjesz i z Twojego zadziwienia dla wszystkiego co Cię otacza i tak miło się czyta o tych ludziach serdecznych i tych chwilach pięknych które tam przeżywasz. Ela

    OdpowiedzUsuń

Drukuj