poniedziałek, 15 grudnia 2014

Długa opowieść w świątecznym klimacie - akt pierwszy.



Tak naprawdę powinnam napisać - Długa opowieść w świątecznym klimacie z bajkowym zakończeniem, o smaku gorącej czekolady ...
Ale od początku! 
To był wyczerpujący weekend. Piękny, ale niezwykle męczący i przede wszystkim za krótki, na to wszystko, co mieliśmy do zrobienia i co sobie zaplanowaliśmy. Głowę mam pełną wrażeń i teraz tygodnia mi zabraknie, by Wam o tym opowiedzieć. Podzielę więc opowieść na akty, bo tyle chwil wyjątkowych nie może pójść w zapomnienie. Były i choinki i szopka i pierniczki i świąteczne śpiewanie dzieci na placu i magiczne popołudnie przy kominku i gorąca czekolada przy słuchaniu bajek i rozmowy długie o tradycji, dzieciństwie i świętach.

Akt pierwszy: choinka.



Byliśmy zdesperowani, bowiem sprzed warzywniaka zniknęły ostatnie trzy choinki. W Italii drzewko ubiera się wcześnie, taką datą precyzyjną jest 8 grudnia. Nie można więc było oczekiwać, że w połowie miesiąca jeszcze coś znajdziemy. Pozostawała nam wyprawa do Faenzy, ale jakoś tak przykro rujnować się dla drzewka. Już nawet zaczęłam na głos rozważać różne alternatywy, ale dzieci za nic o proponowanych alternatywach nie chciały słyszeć. Jednak jak się przekonaliśmy, Boże Narodzenie to rzeczywiście czas cudów - co zawsze podkreślają moje dzieci - i udało nam się kupić ostatnią choinkę, która się jakoś cudem uchowała. Mała, malutka, najmniejsza w naszej historii, ale mam wrażenie, że to najładniejsza choinka jaką mieliśmy. Wrócił z nią Paw w sobotnie popołudnie radosny, jak homo sapiens, co mamuta upolował. Radość dzieci ogromna i już w niedzielny ranek zaczęło się drzewka strojenie. O tyle zajmujące, że większość ozdób sami zrobiliśmy, bo nasze wciąż z Polski nie dotarły. Zawiesiliśmy na gałązkach plasterki pomarańczy, szyszki malowane, pierniczki, baletnice z papieru i krepinowy łańcuch. Zrobiło się nastrojowo i świątecznie. 




To całe strojenie choinki było robione trochę na wariata, bo już od rana trwał drugi i ostatni w tym roku targ bożonarodzeniowy i po 11.00 dzieci szkolne miały na głównym placu dać koncert. Znów wzruszyłam się do łez, znów mi się secre ciepłem oblało, ale jak zaśpiewali i co się działo potem opowiem już jutro ...

ADDOBBARE  l'ALBERO DI NATALE to znaczy UBIERAĆ CHOINKĘ (wym. addobbare lalbero di natale)

Zakochana matka - najwierniejsza publika
Ciepły posiłek na stoisku jednej z marradyjskich restauracji. 
Albo kiełbaski przy ognisku.

6 komentarzy:

  1. Cudnie. Myślałam ,żeby w tym roku nie ubierać takiej tradycyjnej choinki lecz zastąpić ją jakimiś tam stroikami. Chyba powoli odechciewa mi się tego pomysłu. Piękny klimat już macie .Życzę całej masy cudów na święta.

    OdpowiedzUsuń
  2. Najważniejsze są Wasze uśmiechy na twarzach.
    Asia op.

    OdpowiedzUsuń
  3. Paweł gdzie twoja czapka?
    Nicko

    OdpowiedzUsuń
  4. To miasteczko jest niesamowite! Ludzie tam są niesamowici. Mam wrażenie jak byście mieszkali w jakimś magicznym świecie. To piękne :-)
    Choinka cudna! :-) Taka Wasza :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudne to Wasze Marradi.... Tyle się u Was dzieje.. Tyle imprez, uroczystości, tyle okazji do świętowania... Tylu wspaniałych, chętnych organizatorów. To chyba zaczarowane miasteczko... jak z bajki...
    Pozdrawiam przedświątecznie i życzę wszystkim miłych przygotowań
    Asia G

    OdpowiedzUsuń

Drukuj