sobota, 8 listopada 2014

Listopadowy krajobraz


Listopad po dniach kolorowych i słonecznych przypomniał sobie, że bez deszczu to jednak żaden z niego listopad, więc lunęło równo i przez trzy dni odpuścić nie chciało. Zalało część Toskanii i Emilii. Popatrzcie co się stało z termami Saturni





U nas na szczęście nikogo nie zalewa, nawet rzeka, taka jak zwykle. Poza tym ciepło jest jak było, a to wielka pociecha, bo przynajmniej kwiaty w donicach, zamiast już zniknąć w kantinowych ciemnościach na najbliższe zimowe miesiące, wciąż cieszą się gołym niebem, świeżym powietrzem i życiodajnym deszczem.  



Główkuję od świtu, gdzie tu dzieciaki wyciągnąć, bo przecież coś trzeba zrobić z takim dniem, mając oczywiście nadzieję, że prognozy się sprawdzą i słońcu uda się przebić zza chmur. Już wczoraj pierzyny białego puchu, jakby zmęczone deszczem położyły się na pagórkach, zaległy w dolinach, tworząc taki spektakl, że nawet dzieci, kiedy jechaliśmy wieczorem do Borgo Tuliero na turniej piłkarski Mikołaja, nosa od szyby nie odklejały i zachwytów nie skąpiły. I tak sobie myślałam - jakie ja mam widoki do podziwiania na co dzień! Aż czasem czuję się winna, bo to tak, jakbym codziennie do obiadu popijała szampana, nawet do sadzonych jajek z ziemniakami. Gdziekolwiek nie spojrzeć - wszystko zachwyca! Jednym dane to raz w roku, w czasie wakacyjnych dni, a ja ... A ja mam w każdej minucie, kiedy wyglądam przez okno popijając poranną kawę, kiedy jadę po zakupy do marketu, kiedy idę po dzieci do szkoły, kiedy jedziemy na mecz do innego miasteczka. To wielki prezent od losu ...



Żeby tak za słodko nie było, to muszę się uczciwie przyznać, że dopadły mnie listopadowe smutki, obudziły się lęki, trzymane zwykle w ukryciu, znów mały dzieciak ze mnie wychodzi. Będę teraz prowadzić nierówną walkę ze zmorami, huśtać się w nastrojach po sinusoidzie, ale ... oby do stycznia! 



A tymczasem powinnam podziękować Wam za wiadomości, pełne ciepła, za każde jedno słowo. To są takie drobiazgi - nie drobiazgi, które dają tyle radości. I zbieram je wraz z innymi - ziarnko do ziarnka - Mikołaj zagrał świetny mecz, nauczył się wiersza Pascoli, Tomek dostał "10" ze znienawidzonej matematyki, ktoś podarował mi trufle, ktoś  pogłaskał po głowie, kolejne lekcje na skypie dały jeszcze więcej satysfakcji, ktoś napisał do mnie z serca i nazwał pieszczotliwie, to drobiazgi - nie drobiazgi, okruchy szczęśliwości, moje listopadowe pocieszenia. 
Miłego weekendu Wam życzę!  

BRICIOLA to znaczy OKRUSZEK  (wym.briciola)

2 komentarze:

  1. Dzień dobry Pani Kasiu,
    Od miesiąca czytam Pani bloga i chociaż dostaje Pani tyle pochwał od innych, mam nadzieję, że wiadomość ode mnie też Panią ucieszy, Jest to jedyny blog, do którego zaglądam codziennie. To dla mnie taka powieść w odcinkach wzbogacona pięknymi zdjęciami. Dziękuję za te chwile, kiedy mogę go czytać. I jeszcze za małe lekcje włoskiego, który uwielbiam, a nie mam ostatnio na niego zbyt dużo czasu. Pozdrawiam ze słonecznej dzisiaj Bydgoszczy. Joanna

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasiu piękne zdjęcia Ci wyszły. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj