czwartek, 30 października 2014

Więcej niż kilka słów o szkole



Zebrań w szkole jest mało. Takie grupowe są chyba trzy w roku, a dodatowo jeszcze dni otwarte i odbieranie świadectw. Pierwsze spotkanie jest głównie po to, by wybrać przedstawicieli klas spośród rodziców - po jednej osobie, nie tak jak w Polsce - trzy. Jak to wygląda pisałam szczegółowo rok temu, więc powtarzać nie będę. Już przed szkołą czekając na rozpoczęcie, rodzice między sobą naradzili się na kogo głosujemy. Ot tak, normalnie, ktoś się zadeklarował, inny obiecał wspomóc. Miło i sympatycznie, wszystko w zupełnie innej atmosferze niż w Polsce, kiedy to pierwsze zebranie trwało nie wiadomo ile czasu, bo na hasło "wybieramy trójkę", wszyscy wbijali spojrzenia w podłogę.

Klasa Mikołaja.
Obecnie liczy tylko czternaściowo dzieci! Jest więc kameralnie, a nauczycielki każdemu mogą poświęcić dużo czasu. Ponieważ tu dzieci już w trzeciej klasie zaczynają poznawać inne przedmioty: geografia, historia, "scienze", muszą powoli przestawić się na inny, doroślejszy system nauki, co dla nich na początku jest czystą abstrakcją. Rodzice na zmianę opowiadali jak to maluchy "studiują" w domu, a śmiechu było co nie miara - wykuwanie na pamięć, nocne koszmary, bunt na miarę dwulatka. Spotkanie było bardziej wspólną naradą jak te nasze dzieci motywować, jak zachęcać do nauki, by była dla nich przyjemna, a nie jawiła się jako zmora i nie dawała w nocy spać. Za każdym razem robi mi się ciepło na sercu, kiedy widzę pasję i zaangażowanie nauczycielek. Chłopcy mają naprawdę dużo szczęścia, aż czasami nie chce mi się wierzyć. 
Plan na wycieczki tegoroczne to, poza stałymi punktami jak chociażby lekcje w bibliotece miejskiej, zwiedzanie muzeum paleontologicznego we Florencji i wiosenny wyjazd do parku "Italia w miniaturze". 
Na koniec zamieniłam dwa słowa z nauczycielkami już czysto personalnie i znów z dumy serce spuchło, bo jak tu się nie puszyć, kiedy inni dziecię me rodzone chwalą pod niebiosa, że tak się zmienił ten nieśmiały kiedyś Mikołaj, otworzył, że mądry i ciekawy świata i pisze pięknie i błędów nie robi i... i ... i ... .  Sama siedząc na zebraniu w jego ławce, zeszyt jeden spod blatu wyłowiłam, a tam dyktanda niemal wszystkie bezbłędne i tylko wpisy nauczycielskie na pół strony - bravo!! bravissimo!!! 

Klasa Tomka.
Oczywiście rozerwać się nie mogłam, więc Paw odważnie postanowił podjąć wyzwanie. Przywitałam się tylko z paniami i radośnie oznajmiłam, że męża im zostawiam, na co komentarze radosne się posypały, a Paw spłonął rumieńcem. Szczęśliwie sporo zrozumiał i skrupulatnie zdał relację. Okazało się, że i w Italii są rankingi szkół, ale podejście do tego jest bardziej zdystansowane, niby dzieciaki pisały jakieś testy, ale ot tak, bez zapowiedzi, bez napięcia. I tu niespodzianka - okazało się, że nasza maradyjska szkoła podstawowa, uplasowała się wysoko w rankingu, a jeszcze wyżej szkoła średnia, zwłaszcza jeśli chodzi o matematykę i języki obce. Piszę to jako ciekawostkę, bo sama do wszelkich rankingów mam stosunek ambiwalentny i dla mnie najważniejsze jest to, że po roku wciąż widzę u chłopców entuzjazm i szkolną radość, nawet jeśli o 7.00 kręcą nosem i deklarują, że woleliby zostać w domu i spać:) 
A wracając do Tomka - klasa jego wciąż bierze udział w programie internetowym, wraz z innymi europejskimi szkołami (są też dwie szkoły z Polski!), nauki jest sporo, ale dzieci dają sobie radę. To ostatni rok szkoły podstawowej, więc powoli są przygotowywani do wejścia na wyższy poziom. Tomek odnalazł kolejną dziedzinę, która go fascynuje, zgłębia tajniki historii, geografii, a im więcej się uczy tym silniejsza jest w nim chęć poznania. I tak sobie myślę, że na tym chyba tak naprawdę powinno polegać mądre nauczanie - rozbudzić w człowieku pasję i ciekawość.
Wybaczcie mi ten przydługi wywód, ale wciąż podkreślam, że jedna z moich największych obaw emigracyjnych okazała się najpiękniejszym zaskoczeniem.    
Oczywiście by było sprawiedliwie i obiektywnie dodam na koniec, że i tu nauczyciele muszą zmierzyć się z obwarowaniami programowymi, z cięciami budżetowymi, ale ... szkołę tworzą ludzie, a ci tutaj są niezwykli, jak wszystko dookoła...

STUDIARE to znaczy UCZYĆ SIĘ (wym. studiare)

2 komentarze:

  1. Pięknie , Kasiu wszystko opisałaś. Szczęściara z Ciebie, a i Twoje dzieci mają wielkie szczęście, mając takich nauczycieli. Jestem teraz na emeryturze, ale przez prawie 30 lat uczyłam w wiejskiej, dość duzej szkole. teraz z perspektywy( nie tak odległej) mogę powiedzieć, że tak podobna była moja szkoła. Cudowni, młodzi nauczyciele, którzy przejmowali stopniowo szkołę do tej pory żyją problemami szkoły i ciepło robi się na sercu, słuchając jak bliskie są im dzieci i ich problemy. Rodzice cudowni: wspólne akcje, imprezy, w tym charytatywne - to wszystko piszę, Kasiu, w obronie naszej szkoły. Przesyłam buziaki i czekam na kolejne posty, bo każdy z wielką uwagą czytam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wracam z warsztatów neurodydaktyki i dużo tam o waszej szkole chyba. Uczymy się tego, że każde dziecko jest zdolne tylko szkoła zamyka im te zdolności. Uczymy się być odważnymi w przełamywaniu schematycznego nauczania, wyjścia do ucznia, dziecka z pasją lub jej rozbudzenia. Myślę, że to pierwsze kroki ale może kiedyś zaprocentują.
    Asia op.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj