środa, 15 października 2014

Pogodowe wybryki


Każdego dnia po szkole chłopcy wpadają do domu, łapią w biegu jakąś przekąskę na podwieczorek, potem hyc na rower i tyle ich widzieli. Wiedzą, że muszą być w domu na 19.00, na kolację, choć teraz godzinę powrotu będziemy musieli przesunąć, bo o tej porze jest już delikatny mrok. Zazwyczaj jeżdżą do Marradi, do parku, do znajomych albo do Biforco do koleżanek. 
Tak też było w poniedziałek, rzucili tylko na odchodnym, że są u babci Martiny i wrócą jak zwykle. Przygotowywaliśmy w międzyczasie kolację. Ciasto na pizzę rosło, a Paw butelkował wino. W pewnej chwili wyszłam na taras, a tam... niebo jak grafit! Matko - ogarnęła mnie w jednej chwili panika - dzieci!!!
- Rzucaj to wino i jedź po chłopców! - wołam Pawła. 
Paw zerkął tylko przed okno i przeklął pod nosem.   
W bramie na szczęście spotkał Mikołaja.
- A gdzie Tomek? 
- Jeszcze został.
Wsiadają obydwaj do samochodu i jadą do babci koleżanki. Ja stoję w progu i z przerażeniem patrzę jak pogodny błękit w zawrotnym tempie znika za mroczną zasłoną. Zrywa się taki wiatr, że stolik i krzesełka na tarasie wywraca z łatwością, jakby te były z papieru. Krążę jak dzikie zwierze od okna do okna. Ja chcę mieć już wszystkich w domu!!!! 
Są!! Nareszcie! Podjeżdża Paw!
- Wrócił Tomek? - krzyczy z daleka.
- Nie! To jak to? Nie znaleźliście go? A jechałeś via Francini? Tomek nie jeździ główną drogą. 
- Nie ma!
Nogi mi się uginają i czuję jak krew mi w żyłach pulsuje. Pierwsze grube krople z hałasem spadają z góry, wraz z nimi na moście pojawia się Tomek na swoim rowerku. Matko co za ulga!
- Tomeczku! Gdzie ty byłeś??? Szybko! Popatrz co za chwilę będzie. W momencie gdy już przechodzą wszyscy przez furtkę zaczyna tak lać, że nic nie widać. Bomba d'acqua (wodna bomba). Ale są! Wszyscy bezpieczni. 
Po ostatnich codziennych realcjach z Ligurii i innych regionów północnych Włoch, miałam już straszne wizje. 
- Mamusiu bawiłem się w parku i nagle poczułem pierwsze krople. Bardzo się przestraszyłem, od razu wsiadłem na rower, ale ja nie jeżdżę tak szybko jak Mikołaj. 
Ależ mi było przykro na samą myśl, że on tam sam pod tym niebem rozgniewanym mógł gdzieś zostać. 
- Pamiętaj jeśli złapie cię taka niepogoda i wiesz, że nie zdążysz, nie wracaj na siłe do domu, zatrzymaj się u kogoś znajomego albo w którymkolwiek sklepie i proś, by po mnie zatelefonowano. 
- Dobrze.
Chwilę po powrocie Tomka, dzwoni mama Martiny. 
- Czy Tomek wrócił do domu? 
I tak mi miło, że ktoś się przejął, że ktoś też się o niego martwił, czy zdążył dojechać. To jest ta zniewalająca tu nieobojętność.

Dziś rankiem znów rozpętała się burza. Ale to i tak nic w porównaniu do tego, co się dzieje na północy kraju. Nie wiem czy media w Polsce, na świecie pokazują relacje z Genui. Miasto pod wodą i błotem. Zalana jest też część Veneto i Emilii -Romanii. U nas na szczęście poza podnoszeniem się poziomu rzeki po takich ulewach jest całkiem spokojnie, a październik rozpieszcza ciepłem niemal letnim. Italia to przedziwny kraj, na północy w górach pierwsze opady śniegu, na Sycylii 30 stopni i lato w najlepsze, a środkowa część kraju ... ni to lato ni to jesień, dla mnie tak może być do marca!
FANGO to znaczy BŁOTO (wym. fango)

6 komentarzy:

Drukuj