środa, 27 sierpnia 2014

Trebbana na niepogodę









Niestety pogoda nie miała wczoraj specjalnych względów dla Jubitatów. Patrzyliśmy z tęsknotą w kierunku Monte Lavane, które z każdą chwilą spowijało się coraz bardziej w sinościach chmur. Nie mogliśmy jednak całkowicie zrezygnować z wyprawy, bo placak z prowiantem był już przygotowany, wygodne buty i aparat również, wystarczyło więc tylko znaleźć odpowiedni kierunek. Ponieważ zwykle w dniu urodzin delikwenta, robimy to, co tenże sobie życzy, zatem i tym razem to Paw zdecydował o miejscu. I w taki oto sposób poszliśmy kolejny raz na Trebbanę, ale że towarzyszyli nam ostatni wakacyjni goście - starzy przyjaciele, dla których miejsce było absolutnym novum, również i nasza radość była pełniejsza. To dla mnie wielka przyjemność prowadzić kolejne osoby do miejsc moich ukochanych, do zakątków niemożliwych do odkrycia dla zwykłego turysty. Czuję się wtedy tak jakbym miała klucze do skarbca, jakby ktoś powierzył mi największe sekrety świata, którymi mogę się podzielić. 



Pogoda nas nie rozpieszczała, choć na górskie wyprawy lepiej tak, niż afrykański upał. Jedynie wiatr dawał nam popalić i znów śmiertelnie przerażał Mikołaja, zwłaszcza na odsłoniętych fragmentach szlaku, kiedy ten piął się wzdłuż grani. Widoki jednak niezmiennie wynagradzały wszelkie niedogodności. To oczywiście nie to samo, co morze szczytów widoczne z Monte Lavane, ale tak czy inaczej panorama stereo - Toskanii i Romanii jest dla mnie cudem najprawdziwszym. 

Toskania

Nie zdarzyło mi się nigdy w górach pomylić drogi, aż do wczoraj. Na szczęście dość szybko zorientowaliśmy się, że ścieżka, którą zwykle chodziliśmy była jakaś inna i natychmiast się cofnęliśmy. A wszystko to wina krzaków cornioli, które chcieliśmy przedstawić naszym gościom i tak nas one rozkojarzyły, że jak cielęta poszliśmy w złą stronę. No cóż - zdarza się nawet najlepszym!

Corniole
Kilkusetletni dąb

Trasę na Trebbanę już kiedyś opisywałam, więc niezręcznie jest mi się powtarzać. Był i dąb stary i opuszczone ruiny kamiennych domów, które tkwią samotnie rozproszone po wzgórzach. I ilekroć obok nich przechodzę, dotykam pozostałości murów i wyobrażam sobie jakie historie kryją, kto w nich mieszkał, kto kochał, kto nienawidził, kto śmiał się tam i płakał. Dlaczego zostały opuszczone, co stało się z mieszkańcami? Chciałabym to wszystko wiedzieć ...

Tajemnice
Opuszczone
Jeszcze żywe

Ostatni przystanek to kamienny kościół. Kościół na Trebbanie. Wśród kasztanów i leszczyny. Samotny od wieków. Obok stoły dla turystów, pielgrzymów, skautów. Siadamy i my, wyciągam kanapki z jajkiem, kurczakiem, z grilowanymi warzywami, odkorkowujemy wino. Zajadamy z apetytem. Znów chciałabym zatrzymać czas...

Trebbana
Kanapki i wino
Niezwykłość, pocałunek i aniołek kobieta
U stóp krzyża
Lekcja geologii
Jeżyny
Czułość
Powrót


 słówko na dziś to CAMMINARE - CHODZIĆ (wym. kamminare)















12 komentarzy:

  1. Zazdroszczę, od jakiegoś czasu przeglądam - właściwie pochłaniam - to co jest napisane, pokazane , uwiecznione na blogu i zazdroszczę. JA TEŻ TAK CHCĘ. Pozdrawiam i czekam na dalsze wpisy. Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa jestem ile czasu zajmuje wejście? Urokliwe, kościółek moich marzeń, opuszczony, cichy, skromny z duchem.
    Asia op.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od godziny do dwóch, zależy czy idzie się szybko, czy spacerem a do tego przystaje co kilka metrow by robić zdjęcia. Tych kościółków w okolicy jest sporo, też je uwielbiam.

      Usuń
  3. Witam Kasiu tak pieknie opisujesz i ilustrujesz, ze czuje sie jakbym tam byla i to wszystko widziala,moze kiedys.... Wiem .ze marzenia sie spelniaja Pozdrawiam serdecznie i zycze wszystkiego dobrego Alicja

    OdpowiedzUsuń
  4. Najlepsze życzenia dla wczorajszego solenizanta :) Piękne zdjęcia i cudne widoki. Czy w tym kościele są odprawiane msze ? Czy wierni wspinają się w góry na nabożeństwa ? Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w sezonie wakacyjnym, z tego co mi wiadomo, w każdą niedzielę. Poza sezonem nie tak często.

      Usuń
  5. Czekam na każdy wpis i czytam jak najciekawszą książkę

    OdpowiedzUsuń
  6. Najpiękniejsze zdjęcie, absolutnie najpiękniejsze, jest to, gdy starszy brat przytula młodszego. Wspaniali chłopcy

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam raz, a teraz czytam drugi.Pisałaś wiele razy (nie pogniewasz się jak będę pisać po imieniu?:)) o "niezrozumieniu" przez niektórych Twojego uwielbienia Italii (wpisy jeszcze z 2012 i 2013 r.). I tak sobie pomyślałam że to takie smutne. Dlaczego nie możemy się tak po prostu cieszyć, tak jak dzieci, tak niewinnie, czemu nie możemy mieć marzeń wykraczających poza M4 w Polsce, autko i stałą pracę? Czemu podróżowanie w to samo miejsce z miłości do tego miejsca jest przez niektórych komentowane jako fanaberia i strata czasu, a także i pieniędzy? Pisałam już (i wcale nie słodzę:)) że to świetny blog bo jest prawdziwy i zaraża uśmiechem i pozytywną energią. I co tam niech sobie niektórzy marudzą, ja będę odwiedzać Włochy, uczyć się (może i z fanaberii) włoskiego (na razie kiepsko) i oglądać po 100 razy "Vaniglia e Cioccolato" z moją ulubioną Marią Grazią Cucinottą. Pozdrawiam. Aneta (Gdańsk)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak zawsze bardzo Wam dziękuję ze każde cieple słowo.

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja żałuję, że przed wyjazdem na wakacje nie znalazłam wzmianek o "miastach widmach", których w Toskanii, jak się okazało jest sporo. Gdybym o tym wiedziała, na pewno i w tamte strony byśmy przypadkiem "zabłądzili" ;-) Wygląda zatem na to, że muszę koniecznie wrócić, bo obok takich miejsc nie potrafię przejść obojętnie.
    Kasiu, a Wy byliście w takich miasteczkach?
    Pozdrawiam Was serdecznie :-)

    PS. Asiu op. A Wy nadal w Toskanii?

    OdpowiedzUsuń
  10. Kasiu, coś pięknego, miejsca przepiękne!! Pozdrawiam całą brygadę RR, choć część brygady już chyba wyjechała:)) Ściskam i całuję Was wszystkich. ps. Ostatnio byłam nieaktywna, ale pomału zacznę nadrabiać zaległości!

    OdpowiedzUsuń

Drukuj