czwartek, 5 czerwca 2014

Zamiast pocztu, hymnu, białej koszuli i kwiatka


- Mamo, mamo! - wołali chłopcy już od progu, kiedy we wtorek wrócili ze szkoły. - Sorlinda wyciągała z buzi chusteczki! Potem zgniotła je w dłoni, podrzuciła do góry i zrobił się z tego gołąb! Ona naprawdę umie czarować.
Takim to pokazem iluzjonistycznym dla całej szkoły siostra Sorlinda zakończyła tegoroczne lekcje religii. Dla mnie niesamowite, dla dzieciaków jeszcze bardziej. Pewne rzeczy w maradyjskiej szkole szczęśliwie umykają konwencjom, schematom i odgórnie narzuconym zasadom.

W zeszłym tygodniu rozpisywałam się o występie Tomka klasy, teraz czas na Mikołaja. Nauczycielki w tym przypadku postawiły na pewien eksperyment. Ponieważ jak słusznie stwierdziły, szkoła nam - rodzicom, "odbiera" znaczną część życia dziecka. Tzn, nie widzimy go przez godziny, nie wiemy co robi w tym czasie, jak się zachowuje, jakie są tak naprawdę dzieciaki, kiedy nas obok nie ma. Dlatego też postanowiły zmontować godzinną projekcję - mieszanka zdjęć, filmów z podkładem muzycznym i wypowiedziami dzieci. Przez cały rok nagrywane były fragmenty lekcji - zwłaszcza tych wyjątkowych, tematycznych, podpatrzone zabawy na przerwie, uwiecznione wszelkie wycieczki i wyjścia ze szkoły. Przyznam, że szczególnie dla mnie był to niezwykły prezent, bo przynajmniej mogłam zobaczyć jak wyglądał tak naprawdę pierwszy rok Mikołaja we włoskiej szkole. CD z projekcją dostanie oczywiście każdy z rodziców - nie mogło być piękniejszej pamiątki. Nauczycielki zaznaczyły też, że nie ma tu "poprawiania wizerunku", dzieciaki były nagrywane na gorąco, więc żeby się rodzice nie przestraszyli, bo czasem włos potargany, bo ktoś w tle ziewa, bo fartuszek krzywo zapięty. 


Jeszcze raz muszę też się zachwycić sposobem nauczania! Cykl lekcji o wodzie i zbożu to prawdziwy majstersztyk! Teraz mogłam zobaczyć wszystko od kuchni. Wydaje się, że odrobina chęci, pomysłu i można rozkochać dzieciaki w szkole, w poznawaniu świata, bez zawalania ich nauką! Czapki z głów przed maradyjskimi nauczycielami!

Ostatni raz w tym roku z plecakami do szkoły



Po projekcji cała klasa z dziećmi i nauczycielami przeszła do pobliskiej pizzerii na wspólne świętowanie końca roku! W lokalu aż huczało od wrzasków dzieci od głośnych rozmów, ale takie to przecież włoskie. Kolejny wspaniały, niezapomniany wieczór. Słynne już bycie razem. 

Dziś ostatni dzień "normalnych" lekcji. Chłopcy już przynieśli do domu buty od gimnastyki, książki na wakacje i informację oficjalną, że do szkoły wracają ... 15 września!!!

A jutro ostatni dzień! Zakończenie roku, ale nie będzie białych koszul, sztandarów i hymnów. Cała szkoła jedzie na wspólny piknik do sąsiedniego miasteczka. Świadectwa odbierzemy ze szkoły za dwa tygodnie. Łza mi się w oku kręci, kolejny etap za nami, kolejny rok przeleciał, trwaj włoska przygodo...

GIUGNO to znaczy CZERWIEC

5 komentarzy:

  1. ponad 3 m-ce wakacjim aaaaa!! Macias natychmiast się pakuje i emigruje hahaha:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to jest argument "za"! Ja też wolałabym lekcje na wakacje i ponad 3 miesiące laby!:)) Uściski dla Maciaska!

      Usuń
  2. Jak zwykle uwielbiam opowieści szkolne, są bardzo budujące, szczególnie wobec mojej rzeczywistości szkolnej na poziomie gimnazjalnym ostatnio szczególnie trudnej. Dobrze, że gdzies może być inaczej i że dzieciom się chce. To ogromnie ważne.
    O wakacjach nawet nie wspomnę. Dlaczego Włosi nie robią z tego problemu, że taki długi czas wolny i jak radzą sobie rodzice z zapewnieniem dzieciom opieki?
    Fajnie i pozytywnie Wam "zazdraszczam".
    Pozdrowienia Asia op.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak podsumowując - szkoła włoska to był jeden z moich podstawowych lęków przed przeprowadzką i teraz jest chyba najmilszym zaskoczeniem. Mam nadzieję, że gimnazjum (to chyba najtrudniejszy etap nauki, prawda?) też nas nie zawiedzie. Ale takie dylematy będę mieć za rok. Tomek idzie do piątej klasy, a potem... witaj scuola media!

      Usuń
  3. wszystko super, ale tak jak Asia zastanawiałabym się jak te trzy miesiące zagospodarować?, my z mężem pracujemy tradycyjnie, a dziecko nie powinno przecież spędzać całego dnia samo przed komputerem, ja już teraz organizuję urlop, półkolonie, kursy w mieście aby to jakoś spiąć...

    OdpowiedzUsuń

Drukuj