sobota, 14 czerwca 2014

I plask i pluf i chlap!


Wczoraj rozpoczęto sezon na maradyjskim basenie. Ten dzień był wyczekiwany przez wszystkich, bo upał ostatnich dni, choć dla mnie życiodajny, innych pozbawiał witalnych sił. Nieco z przejęciem patrzyliśmy w niebo, bo już od piątkowego popołudnia zapowiadali gwałtowne załamanie pogody z gradobiciami, bombami wodnymi, burzami i trąbami powietrznymi. Tak czy inaczej ranek był gorący, tak jak poprzednie, słońce jaskrawe, spakowaliśmy więc ręczniki i poszliśmy korzystać z wodnych uciech. Jak zawsze - otwarcie sezonu to darmowy wstęp dla wszystkich. Jakże inny był dzień na basenie po blisko roku życia w Marradi. Znaliśmy prawie wszystkich, chłopcy mieli towarzystwo do zabawy, bo stawiła się duża część ich kolegów z klasy.


Oczywiście teraz nie będę opisywać radości dzieci, bo nie trudno ją sobie wyobrazić. Jak dwa Wodniki Szuwarki wychodzili z wody tylko na minutę, a potem znów: plask i plusk i chlap! 
Jednak poprzynudzam troszkę o włoskiej serdeczności, bo dawno niczym się nie zachwycałam:) Podszedł do nas tata Tomka koleżanki z klasy, przesympatyczny, zawsze uśmiechnięty, z którym poznaliśmy się bliżej na opisywanym niedawno zakończeniu katechizmu. Zaczął zagadywać Tomka jak tam u niego z pływaniem. Tomek na to, że dobrze, że się wody nie boi, że na dużej głębokości skacze i nurkuje, że jest wytrzymały, tylko dobrze technicznie pływać jeszcze nie umie. Na co tata Sofii, że w takim razie on go nauczy! Nauczył Sofię, nauczył dwudziestkę innych dzieciaków, to i Tomkowi da kilka lekcji, bo przecież nie ma sensu na prywatne pieniędzy wydawać. 
Podziękowaliśmy serdecznie, a ja znów zachwycałam się tą  niemal mityczną już uprzejmością. Jeszcze bardziej byłam wniebowzięta, kiedy dziesięć minut później Tomek pod okiem mężczyzny uczył się pływać kraulem, oddychać, wysłuchując przy tym litanii komplementów - jaki jest świetny!




Kiedy mieszkaliśmy w Lutirano, każde wyjście na basen to była wyprawa, teraz jednak kolejny raz doceniamy położenie obecnego domu - 15 minut na piechotę, 3 minuty samochodem i już! Nie musimy więc ciągnąć za sobą lodówki z jedzeniem czy rujnować się w barze. Wczoraj zostawiliśmy basenowe klamoty i na obiad wróciliśmy do domu. Niestety już po 15.00 niebo z dwóch stron zaczęło robić się granatowe, a pomruki coraz głośniejsze. Zwinęliśmy więc wszystko i uciekliśmy do domu, w samą porę, by pochować wszystko pod dach, bo jak lunęło... to lunęło w dosłownym tego słowa znaczeniu!


Zdjęcia dziś trochę gorsze, bo tym razem nie ciągnęłam na basen sprzętu fotograficznego:) a PŁYWAĆ to po włosku NUOTARE

4 komentarze:

  1. Powiem tak, basen jak basen ale te cudne drzewa wokół, piękne widoki zieleni. Kocham!
    Z Waszej pogodynki wiem, że w Maradi niestety załamanie pogodowe, u nas na południu Pl też. Kocham ciepło.
    Pozdrawiam.
    Asia op.

    OdpowiedzUsuń
  2. :)) Asiu świeci piękne słońce i jest upał! ku zaskoczeniu wszystkich:) Po wczorajszym popołudniowym oberwaniu chmury i burzy, po nocnych ulewach dziś cudnie! Pewnie potem się popsuje, ale teraz nie mogę marudzić:))

    OdpowiedzUsuń
  3. Na taki basen to i ja bym się wybrała. A może nawet bym do niego weszła trzymając się kurczowo, ale żal nie zamoczyć chociaż nóg ;-) Potwornie się boje wody, niestety...
    U nas paskudnie. Zimno, wiatr urywa głowy i co chwila pada :-(
    Pozdrawiam sobotnie. Idę robić lody waniliowe, pierwszy raz w życiu ;-) Może wyjdą ;-)
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  4. Skoro macie słońce to je tam trzymajcie nie pozwólcie uciec! U nas pochmurno i wietrznie tak jak u Asi powyżej. Dobrej soboty wszystkim tutaj.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj