środa, 7 maja 2014

Wodospad Dantego


- Słyszysz?
- Słyszę.
- Masz pieniądze w kieszeni?
- Nie! To i u was każdy łapie się za kieszeń, kiedy słyszy kukanie kukułki?
- No pewnie! O mam 2 euro!
- Nie wiedziałam! W Polsce też. U mnie pusto! Paweł masz coś?
- Mam! Kilka euro.
- Dobre i to.


Idziemy wąską ścieżką, rozmiękłą po ostatnich deszczach do wodospadu Acquacheta. Pierwszy raz byliśmy tu latem 2009 roku. Mario powtarzał zawsze, że wodospad trzeba zobaczyć wiosną, kiedy woda spływa z gór. 
Widząc ostatnio nasz stres, przejęcie całym nagromadzeniem problemów, nasz przyjaciel rzucił spontanicznie propozycję, by iść na krótką wyprawę. Rozluźnić kręgosłup, jak mówią Włosi, złapać dystans, dać odpocząć myślom...

 
 

Ruszyliśmy rankiem, jak tylko dzieci poszły do szkoły. Plecaki na plecy, aparat, wygodne buty. Kierunek - San Benedetto in Alpe - to z tego miasteczka odchodzi jeden ze szlaków prowadzących do wodospadu. Pogoda była wymarzona. Spokój. Cisza. Na szlaku tylko mała grupka starszych panów, którzy serdecznie nas pozdrowili. Nikogo więcej. 

Błotnista miejscami ścieżka naznaczona była gęsto śladami dzików, jelonków i wilków. Po bokach umykały jaszczurki i myszy polne. Nawet wąż uwijał się w popłochu by czmychnąć przed naszymi stopami. 

 
 

O samej trasie i wodospadzie już pisałam na blogu i o tym, że sam Dante w swojej Boskiej Komedii o nim wspomina. Jednak dopiero teraz doceniłam w pełni urok miejsca. Szum rzeki, dom ropuchy, stary młyn, omszałe kamienie, wijące się nieprawdopodobnie wybebeszone korzenie drzew, kwiatków najróżniejszych bez liku. 


I w końcu on ... wodospad Acquacheta! Imponujący, huczący, niezwykły. I jego mniejsi bracia, równie urokliwi, hipnotyzujący. Człowiek tak jak w ogień, tak i w wodę spadającą z hukiem mógłby gapić się bez końca, wyłączyć na chwilę myślenie, jak w transie. 




Krótki przystanek na obiad. Wyciągamy z plecaka prosciutto, ser i chleb. Kiedy nogi się napracowały inaczej wszystko smakuje. Mała myszka podchodzi blisko, zwabiona zapachami. Rzucamy jej skórki i okruszki, niech i ona ma dobry dzień. Wracamy. Zmęczeni. Zdrowo zmęczeni jak mówi Mario. Tak jest lepiej, o wiele lepiej. Natura ma nieprawdopodobną moc!










A gdybyśmy mieli wędkę poszlibyśmy na pstrągi!

ZAINO to po włosku PLECAK

5 komentarzy:

  1. Pędze juz do pracy ale muszę... Piękne to wszystko, kocham wodę, rzekę jej płynący rytm nieustający, cudownie udalo Wam się uchwycić spadającą wodę, nie zawsze tak wychodzi na zdjęciach. Tak potrafi zrbić zdjęcie wodospadowi tylko moja córka, ja niestety nie. Po moich porannych, nieporadnych biegach jeszcze taka uczta duchowa i pędzę do ludzi ... .
    Pozdrawiam mocno!
    Asia op.

    OdpowiedzUsuń
  2. Łał! Brak mi słów, ale Kasiu Ty wiesz co czuję patrząc na te zdjęcia... Zawsze się wzruszam przez co niektórzy dziwnie się na mnie patrzą, ale dla mnie nie ma w tym nic dziwnego... A może jednak? Może to ja jestem z jakiegoś innego świata i nie pasuję tutaj?
    Pozdrawiam Was serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chciałam dziś pójśc do ogrodu, dalej kopać i sadzić, dalie wreszcie umieścić pod płotem a tu deszcz z nieba obficie zaczął padać, szpadel niestety stracił rączkę więc po raz kolejny oglądam Wasze zdjęcia i delektuję się tym co tam na szlaku w Toskanii słychać. Słychać różnie, widać pięknie i cudnie!
    Mam nadziję, że rozluźnienie kręgosłupa choć na chwilkę przyniosło ulgę. Trzymam za to kciuki.
    Siły życzę.
    Pozdrawiam mocno.
    Asia op.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepiekne widoki! Urokliwe miejsca! Dzisiaj przez przypadek trafilam na Twojego bloga i siedze i czytam i juz mialam isc cos robic ale dalej czytam, przegladam zdjecia! Ja sama przeprowadzilam do do Irlandii wiec wiem jak ciezko moze byc zyc w innym kraju ale jesli jest sie szczesliwym to warto :) zycze powodzenia i czekam kiedy spelnia sie Wasze marzenia i zobacze zdjecia Waszego juz wlasnego Kamiennego Domu :)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj